Chcą Polaka w NBA

To najlepiej poruszający się po boisku i najskoczniejszy spośród środkowych - piszą o Marcinie Gortacie przed dzisiejszym draftem amerykańscy fachowcy. 21-letni Polak gra w koszykówkę od trzech i pół roku, a już chce go słynna Barcelona i kilka klubów NBA


Czy Gortat pójdzie śladem Macieja Lampego i Szymona Szewczyka, którzy byli pierwszymi Polakami w drafcie NBA (w 2003 roku wybrani odpowiednio z numerami 30 i 35 do New York Knicks i Milwaukee Bucks)? Czy stanie się trzecim Polakiem w NBA, po Cezarym Trybańskim i Lampem? A może jak Zbigniew Białek przed rokiem będzie czekał na darmo przez kilka godzin, aż któryś z zespołów NBA wybierających sobie nowych zawodników zgłosi jego nazwisko?

Najsprawniejszy

Mierzący 213 cm bardzo skoczny center jest wychowankiem ŁKS Łódź, ale dwa ostatnie sezony spędził w niemieckim Rhein Energie Kolonia, gdzie na treningach sporo pracował z obecnym trenerem polskiej kadry Veselinem Maticiem. - On jest dla mnie jak ojciec - mówi teraz. W pierwszym sezonie grał bardzo mało, ale mimo to poprzedni trener reprezentacji Polski Andrzej Kowalczyk dał mu szansę gry w zeszłorocznych meczach eliminacji ME. W tym sezonie był ważnym rezerwowym w zespole z Kolonii.

Amerykańscy fachowcy zgodnie widzą Polaka pod koniec drugiej rundy draftu, czyli uważają, że zostanie zgłoszony jako 45.-60. w kolejności. Ekspert sportowej stacji ESPN Chad Ford umieścił go na wysokim ósmym miejscu w swojej klasyfikacji środkowych i uważa, że Polak zostanie wybrany gdzieś między 40. a 56. miejscem. Może dlatego, że numer 56. mają niedawni finaliści NBA Detroit Pistons, ponoć bardzo zainteresowani Gortatem.

Gortat bardzo dobrze wypadł w testach sprawnościowych podczas obozu w Chicago, gdzie najważniejsi kandydaci do NBA są mierzeni, ważeni i przechodzą skomplikowane sprawdziany. Przede wszystkim Polak nie zmalał przy miarce (213 cm bez butów), a ponadto znakomicie wypadł we wszystkich testach sprawnościowych. "To najlepiej poruszający się po boisku i najskoczniejszy spośród środkowych tego draftu" - napisali fachowcy, którzy jednak podkreślają, że na razie Polak ma tylko talent i możliwości fizyczne, ale do gry jeszcze się nie nadaje.

Pozostaje się modlić

Gortat jest pewien, że jeden z klubów NBA zapewni sobie do niego prawa. - Gwarancji nie mam, ale wiem, że cztery kluby są bardzo mocno zainteresowane - mówi Gortat, który jeszcze w poniedziałek pokazywał swoje umiejętności na treningu w Bostonie. - Celtics to dziewiąty klub, w którym się pokazuję. Zrobiłem wszystko, co mogłem, świetną robotę wykonał także mój agent Dejan Vidicki. Pozostaje się modlić - śmieje się Polak.

Trener Matić, który jest w stałym kontakcie z koszykarzem, mówi, że bardzo zainteresowani Polakiem są Indiana Pacers (wybierają jako 46.). - To mnie dziwi, bo u Pacers nie trenowałem. Nie ma ich w tej czwórce, o której mówiłem - komentuje Gortat.

Sam zawodnik wolałby być wybrany w drugiej rundzie, mimo że wtedy nie dostanie gwarantowanej dwuletniej umowy na określone pieniądze (mają ją zapewnioną zawodnicy wybrani w pierwszej trzydziestce), lecz będzie musiał wynegocjować sobie kontrakt. - Jeśli będę w drugiej rundzie, wykupne z Rhein Energie to 350 tys. dolarów, czyli tyle, ile mogą zapłacić kluby NBA. Gdybym był w pierwszej rundzie, za wolność musiałbym dopłacić klubowi z własnej kieszeni - mówi Gortat.

Może nie o mnie?

Mimo niemal pewnego wyboru w drafcie Gortat nie planuje gry w NBA już w przyszłym sezonie. - Ale do Kolonii już raczej nie wrócę. Mam pięć ofert z najsilniejszych w Europie lig włoskiej i hiszpańskiej. Do NBA się jeszcze nie nadaję, ale myślę, że nawet w najlepszym klubie Europy jestem w stanie zagrać dobrze przez 15 minut - ocenia. Wśród zainteresowanych jest słynna FC Barcelona, jeszcze dwa lata temu mistrz Euroligi. - Nie potwierdzam. Wiem, że mój agent rozmawia z tym klubem, ale nie wiem, czy o mnie, czy o innych zawodnikach - uśmiecha się Gortat.

Przygoda z NBA ograniczy się na razie do wyboru w drafcie i później testów w lidze letniej. To i tak wiele dla syna znanego przed laty boksera Janusza (medalisty olimpijskiego w wadze półciężkiej), który dopiero w 2001 roku zabrał się do koszykówki. Wcześniej stał na bramce w juniorskiej drużynie ŁKS, ale urósł do 213 cm i piłkarska bramka zaczęła być dla niego za mała...



Jak będzie wyglądać draft 2005?

W corocznym naborze do ligi NBA uczestniczą zawodnicy, którzy ukończyli studia na amerykańskich uczelniach, zgłosili chęć przejścia do NBA przed ukończeniem studiów lub gracze spoza USA z rocznika 1983 (młodsi, m.in. Gortat, muszą się specjalnie zgłaszać). Każdy z 30 zespołów ma jedno prawo wyboru w każdej z dwóch rund, zaczynają najsłabsi (numer 1 ma w tym roku Milwaukee Bucks, numer 2 Atlanta Hawks).

Jest niemal pewne, że z dwoma pierwszymi numerami zostaną wybrani australijski center Andrew Bogut i skrzydłowy z uniwersytetu North Carolina Marvin Williams. Z europejczyków najwyżej notowani są 18-letni Litwin Martynas Andriuskevicius (221 cm), hiszpański center z Unicaji Malaga Fran Vazquez, turecki skrzydłowy Ersan Ilyasova, francuski gigant Johan Petro oraz chorwacki rozgrywający Roko-Leni Ukić. Wszyscy oni powinni być w pierwszej rundzie draftu, wszyscy także (poza Ukiciem) mają za sobą grę w Eurolidze.

Poza Gortatem, który jako 21-letni zawodnik zgłosił się specjalnie do draftu, teoretycznie wybierani mogą być także 24-letni Dawid Przybyszewski (216 cm, skończył studia na uniwersytecie Vanderbilt, ale grał coraz słabiej) oraz zawodnicy urodzeni w roku 1983 (np. Marcin Stefański, a także znany z Anwilu Łotysz Armands Skele). Ich szanse są jednak zerowe. Początkowo do draftu zgłosił się także 19-letni zawodnik Pamesy Walencja i reprezentacji młodzieżowej Tomasz Kęsicki (212 cm), ale ostatecznie się wycofał i zapewne spróbuje za rok.

Draft odbędzie się w nocy z wtorku na środę polskiego czasu (godz. 2.30), jak zwykle w ostatnich latach w audytorium nowojorskiej Madison Square Garden, gdzie ogląda go na żywo ponad trzy tysiące kibiców. Marcin Gortat chciał być obecny na widowni, więc jeśli zostanie wybrany, mógłby na scenie odebrać gratulacje od wicekomisarza NBA Russa Granika (komisarz David Stern wyczytuje I rundę, Granik - II) i zgodnie z tradycją założyć czapeczkę z logo klubu.

Nowością, która może mieć wpływ na przebieg tegorocznego naboru do NBA, jest możliwość wysłania zawodników "przyszłościowych" na staż do ligi NBDL. Dotąd kluby NBA podpisujące kontrakty z koszykarzami musiały ich mieć w składzie lub definitywnie z nich rezygnować, teraz będą mogły ich ogrywać w słabszej lidze. Być może odesłanie do zespołu filialnego pomogłoby kiedyś w karierach Cezarego Trybańskiego i Macieja Lampego, którzy nie doczekali się na prawdziwą grę w NBA.

adrom



Dlaczego nie gra w Polsce?

Dwa lata temu Marcin Gortat był obiecującym zawodnikiem drugoligowego (czyli de facto trzecioligowego) ŁKS Łódź, który znalazł się w szerokiej młodzieżowej reprezentacji Polski. Nie miał agenta, więc negocjacje z nim były ułatwione. Za stosunkowo niewielkie pieniądze trzeba go było wykupić z ŁKS i podpisać niewysoki kontrakt. Jednak chętnych na 19-letniego giganta w Polsce nie było. - Z Łodzi interesuje mnie inny zawodnik - mówił prezes Anwilu Włocławek, mając na myśli rzucającego Pawła Malesę (postawił na naukę, studiuje w USA). - Na razie nie nadaje się do gry. Nie jesteśmy zainteresowani - deklarował trener Polonii Warszawa.

Dlatego Gortat wyjechał do Kolonii, podpisując kontrakt do 2008 roku. W ostatnim sezonie Bundesligi grał średnio 15 minut, zdobywając 7 punktów, prawie 4 zbiórki i 1 blok na mecz. Teraz to klub Rhein Energie zarobi na jego kolejnym transferze, bo zainteresowanie jest ogromne, także w Europie. Jeśli wykupi go klub z NBA, będzie to 350 tys. dolarów. To prawie połowa budżetu Polonii w ostatnim sezonie...

adrom