Siatkarze przegrali z Serbią i Czarnogórą

Polscy siatkarze przegrali z Serbią i Czarnogórą, choć prowadzili 2:0. A ponieważ FIVB testuje nowy regulamin rozgrywek, będą potrzebowali jednego zwycięstwa w Argentynie, by awansować do finału Ligi Światowej. W niedzielę wieczorem Grecja niespodziewanie przegrała z Argentyną 1:3.
Biało-czerwoni mają wyraźnie lepszy stosunek setów wygranych do przegranych niż Grecy, ale w tym roku - po raz pierwszy! - przy równej liczbie punktów o wyższej pozycji w grupie decyduje stosunek zdobytych małych punktów do straconych. A tutaj górą są siatkarze Kostasa Charitonidisa. Jeśli więc dwukrotnie pokonają Serbię, Polacy będą potrzebowali jednej wygranej w Rosario, dokąd wylatują już we wtorek. W kadrze Arkadiusz Gołaś zastąpi sobotniego debiutanta w LŚ Daniela Plińskiego.

Dla "Plavich" pozycja w tabeli nie ma znaczenia, oni zagrają w finale jako gospodarze, ale przegrywać nie znoszą, więc w sobotę w Spodku rzucili na szalę wszystkie siły w chwili, gdy wiele zespołów zwyczajnie by odpuściła. Przegrywali 0:2, nic im nie wychodziło, koncertowo grał polski blok. Zdarzały się akcje, że Serbowie próbowali zbijać na prawym skrzydle, piłka wracała, próbowali na środku siatki, piłka wracała, wreszcie próbowali na lewej flance, ale tam też były wyciągnięte ręce Kadziewicza czy Grzyba. I goście tracili punkt.

Niestety, Polacy rozgniewali Nikolę Grbicia. Już w połowie pierwszego seta wściekły serbski kapitan omal nie rozszarpuje siatki, gdy sędzia podejmuje decyzje nie po jego myśli (zresztą arbitrzy zupełnie się w sobotę pogubili). Kilka minut później Grbić staje w polu zagrywki, śle asa za asem i doprowadza do nerwowej końcówki, choć Polacy prowadzili już 20:12. Tym razem jeszcze im się udaje wygrać, następną partię też, choć lider gości skacze przez krzesła, wpada na barierki, szaleje, walcząc o beznadziejne piłki. Wreszcie nadchodzi moment, w którym pokazuje, że jest jednym z najlepszych rozgrywających świata, przywódcą drużyny pełną gębą, siatkarzem, o jakim marzy każdy trener. Wspaniale wystawia, kiedy trzeba, zdobywa punkty "kiwką" przy siatce, kieruje każdym ruchem kolegów. W tie-breaku Polacy już tylko przyglądają się serbskiemu show, tracąc pięć punktów z rzędu.

Pod wodzą Lozano Polacy jeszcze w takich okolicznościach nie przegrali, dotąd raczej przezwyciężali kryzysy. Muszą trenować, trenować, trenować. Ale jest jeszcze jeden wniosek. Chcesz wygrywać - nie drażnij Grbicia.

POLSKA - SERBIA I CZARNOGÓRA 2:3 (25:23, 25:23, 20:25, 21:25, 10:15)

POLSKA: Zagumny, Winiarski, Gruszka, Grzyb, Wlazły, Kadziewicz, Ignaczak (libero) oraz Świderski, Murek, Pliński.

SERBIA I CZARNOGÓRA: Grbić, Mitrović, Stanković, Vujević, Miljković, Marković, Samardzić (libero) oraz Roljić, Djordjević, Zlatić.

Powiedzieli po meczu:

LUBOMIR TRAVICA (TRENER SERBII I CZARNOGÓRY): Ten sukces to najlepsze lekarstwo, jakie mogło nam się trafić przy obecnej kuracji odmładzania zespołu. Próbujemy bowiem doprowadzić do wzajemnej akceptacji między dwoma pokoleniami w kadrze, by starsi nie denerwowali się błędami młodych, by ci ostatni szybko nadrobili braki i prezentowali poziom swoich znanych kolegów.

RAUL LOZANO (TRENER POLSKI): Nie zamierzamy robić z tej porażki żadnego dramatu. Teraz musimy wyciągnąć wnioski. Trzeba przede wszystkim nauczyć się kończyć skutecznie wszystkie nadarzające się boiskowe okazje na punkty; mam na myśli zwłaszcza piłki w kontrataku. Czemu zdjąłem z boiska kapitana Gruszkę? Miał ledwie 30 proc. skuteczności w ataku, a w dodatku nie przyjmował zbyt dobrze. To nie był jego dzień, a ja mam przecież w składzie innych zawodników, którzy są w stanie go zastąpić.

PIOTR GRUSZKA (KAPITAN POLAKÓW): Robiliśmy dziś bardzo dużo prostych błędów, to decydowało o przegranej. Wychodzimy jednak ze Spodka z podniesioną głową i jedziemy po dwa sukcesy do Argentyny.

NIKOLA GRBIĆ (KAPITAN SERBÓW): Jestem bardzo zadowolony nie tylko z samego zwycięstwa, ale zwłaszcza dlatego, że przy stanie 0:2 w setach nie poddaliśmy się. Wciąż szukamy formy na finałowy turniej, który odbędzie się niebawem u nas. W kolejny weekend gramy z Grekami i chcemy już odnieść nie jedno, ale dwa zwycięstwa.

not. pp