Sport.pl

Futbol na peryferiach. Czermno w II lidze

Wieś Czermno, gmina Fałków, powiat Końskie, województwo świętokrzyskie. Co tu jest? Jak to, co? II liga piłkarska!
To ziemie przyłączone do województwa po reformie administracyjnej w 1999 roku. Z regionem świętokrzyskim nie miały wcześniej wiele wspólnego, nawet miejscowe kobiety chodzą w zapaskach opoczyńskich. Do Kielc będzie z Czermna dobre 60 km z okładem, to już bliżej jest do Piotrkowa. No i do stolicy województwa trzeba jechać na Zbójno, a do Piotrkowa - na Wygwizdów.

Tysiąc mieszkańców, szkoła podstawowa, kościół, piekarnia, kilka sklepów spożywczych. I fabryka owiewek samochodowych - to ona jest początkiem wszystkiego. Twórcą klubu i najważniejszą postacią w okolicy jest Henryk Konieczny, pasjonat futbolu, właściciel fabryki i drużyny. Sam jest warszawiakiem, ale z Czermna pochodzi rodzina jego żony i dlatego postanowił tutaj zainwestować. A Mariola Konieczna jest nie tylko żoną Henryka. To również skarbnik i dobra dusza klubu. Sama piecze ciasta, którymi częstowani są goście przed meczem. Zawsze jest wszędzie, zawsze wszystko wie, zawsze wszystkiemu zaradzi. Państwo Konieczni są dumą Czermna. Mieszkańcy nie mogą się ich nachwalić.

..

11 czerwca 2005 roku. Najważniejszy dzień w historii Czermna. Godz. 16, ostatni mecz Heko w III lidze. Drużyna już od tygodnia jest pewna awansu, dziś gra jest tylko dodatkiem do święta. Jeszcze tylko 90 minut z Górnikiem Wieliczka i będzie można rozpoczynać fetę. Niemal wszystkie miejsca na stadionie zajęte. Są wszyscy najważniejsi - władze gminy, sołtys i ksiądz proboszcz. Konieczny dość nerwowo przechadza się wzdłuż linii bocznej. Gospodarze w biało-czerwonych strojach Nike, które prezes kupił im z demobilu w PZPN, kiedy reprezentacja przebierała się w kostiumy Pumy. Goście na czarno. Można zaczynać.

..

Fabryka owiewek, listew ozdobnych i plastikowych osłon zimowych powstała na początku lat 90., kiedy Konieczny zobaczył za granicą, że wiele aut wyposażonych jest w takie akcesoria. Zwietrzył pieniądze i nie pomylił się. Doskonale wyczuł, że są środowiska, dla których bez takich dodatków auto po prostu nie istnieje. Postawił w Czermnie fabrykę i w kilka lat rozkręcił taki biznes, że dziś połowę produkcji eksportuje i stać go na własny klub.

Z budową futbolu wystartował 1998 roku. - Zaczynaliśmy od drużyny zakładowej. Dobrze nam szło, awansowaliśmy z klasy do klasy - opowiada Konieczny. W 2000 roku zespół zwyciężył w klasie A. Już wtedy wywoływał sensację. Rywale, którzy jeździli na mecze zdezelowanymi busami, z zazdrością podziwiali klimatyzowany autokar sprezentowany przez prezesa piłkarzom Heko.

Ten, kto pomyśli, że skoro wieś, to pewnie gra się tu na klepisku, jest w błędzie. Dawniej może i tak było, że najlepsze mecze zdarzały się w czasie dużego wiatru, który natychmiast rozwiewał tumany kurzu wzbijane przez zawodników na piaszczystym boisku, i piłkę ledwo dało się zauważyć. Ale to przeszłość, bo Konieczny zbudował w Czermnie także stadion. Napisać "w szczerym polu", to nie pomylić się ani o włos. Równiutka zielona płyta, od wschodu minitrybuna honorowa, po przeciwnej stronie trybuny z 990 krzesełkami.

Za jedną z bramek niewysoki wał i niedawno posadzone brzozy. Muszą szybko rosnąć, bo na razie skutkiem niecelnych strzałów bywa szukanie piłki w zbożu za płotem. Za przeciwną bramką, obok zagajnika w narożniku i starej pasieki, trwa budowa. Przygotowywany jest teren pod zalew. Podlewanie murawy na dwóch boiskach (będzie jeszcze treningowe, a jakże) sporo kosztuje, więc prezes wymyślił, że taniej będzie mieć własne źródło wody.

Porządny obiekt sportowy nie może się obyć bez budynku klubowego. I Heko ma taki. Piętrowy, funkcjonalny z komfortowymi szatniami, sauną, gabinetem odnowy. Choć stadion leży na skraju miejscowości, nie sposób tam nie trafić. Jak po sznurku prowadzą stosowne drogowskazy, które prezes kazał zawiesić w newralgicznych punktach Czermna. Po drodze mija się zagrody i starszych ludzi godzinami siedzących w milczeniu na ławeczkach przed domami.

..

Od pierwszego gwizdka sędziego na widowni trwa piknik. Spiker przez megafon intonuje przyśpiewki. "Heko, biało-czerwoni, Heko, biało-czerwoni " - trybuny falują w rytm znanej kibicowskiej pieśni. W centralnym punkcie widowni kilkudziesięcioosobowa grupa młodzieży. Wszyscy przystrojeni w firmowe koszulki nie żałują gardeł. Mają wielki bęben, trąbki, flagi i strażacką syrenę na korbę. Ale ich pupilom nie układa się ten mecz. Przegrywają 0:1. Fani chórem pocieszają: "Nic się nie stało, hej Heko nic się nie stało", a coraz bardziej chmurny prezes, coraz szybciej przechadza się wzdłuż boiska. "Zabije cię ta piłka!" - krzyczy zirytowany, kiedy jeden z piłkarzy Heko źle przyjmuje podanie kolegi. Jest już 0:2. Przerwa.

..

Jak wielu, którzy dorobili się fortun, właściciel Heko nie chce mówić o pieniądzach. Ani tych, które zarabia, ani tych, które wydaje. Podobno jeszcze w czwartej lidze piłkarze mieli 2-3 tys. zł pensji plus 6 tys. zł do podziału za zwycięstwo. Nieoficjalnie wiadomo, że do dziś zawodnicy za grę w Czermnie nie dostają wielkich sum. Za awans do II ligi mogą liczyć raptem na 35 tys. zł premii na cały zespół. Zaletą kontraktów w Heko jest jednak terminowość wypłat.

Wszystko w Czermnie może być miejscowe i swojskie, ale jedno nie będzie takie nigdy. Tutaj zawsze trzeba było importować piłkarzy i trenerów. Kiedy Heko grało jeszcze w okręgu piotrkowskim, trafiali tu głównie zawodnicy z regionu łódzkiego. I tak zostało do dziś - w drużynie są byli piłkarze GKS Bełchatów, ŁKS, Ceramiki Opoczno. I młodzież z łódzkiej SMS, bo prezes Konieczny sprowadza dobrych juniorów, którzy w Heko mają doskonałą okazję do wypromowania się. Ci, którzy mają blisko, codziennie dojeżdżają na treningi, ale są i tacy, którzy nocują w hotelu przy fabryce.

Heko mogło powalczyć o II ligę już przed rokiem, ale przegrało rywalizację o miejsce barażowe. Lecz tamten sezon wiele Koniecznego nauczył. Po rozgrywkach stracił trzech najlepszych zawodników, m.in. Grzegorza Piechnę (dziś w Koronie, król strzelców II ligi). Wszystkich za darmo, bo skończyły im się roczne umowy. Dlatego teraz Konieczny podpisuje dłuższe kontrakty.

Jesienią i przez pół rundy wiosennej drużynę prowadził były piłkarz Motoru Lublin Andrzej Dec, ale po kilku niespodziewanych porażkach prezes Konieczny wymienił go na specjalistę od awansów, seniora polskich szkoleniowców Pawła Kowalskiego. I ten jak zwykle wiedział, co zrobić, by nie zaprzepaścić szansy. To już za jego kadencji pojawiły się pogłoski, że majowa wygrana Heko z rezerwami Wisły Kraków była podejrzana. Piłkarze z Czermna mówili ponoć rywalom w czasie gry: "Po co się wysilacie? Mecz i tak jest ustawiony". Nikt oczywiście nie chce tego potwierdzić, prezes Konieczny odmawia jakichkolwiek komentarzy. Ale to świetna nauczka dla twórców nowych porządków w PZPN - afery mogą mieć miejsce nie tylko na boiskach ekstraklasy, nie tylko w świetle jupiterów. Kto wie, czy radykalniejszych działań oczyszczających nie wymaga tzw. teren.

..

Druga połowa rozpoczyna się jak piękny sen. Znany z występów w ŁKS i RKS Radomsko Arkadiusz Gondzia strzela z pola karnego. Mocno, pewnie, celnie. Piłka zatrzymuje się w siatce Górnika. Już tylko 1:2. Stadion eksploduje entuzjazmem, oklaskom i wiwatom nie ma końca. Na trybunach płoną race. Ściślej rzecz biorąc - trzy race. Gospodarze zwietrzyli szanse i przycisnęli. Ale do końca coraz bliżej. Niby mecz o nic, lecz nerwy puszczają. Od 82. minuty Heko gra w dziesiątkę. Zespół z Wieliczki już się cieszy z niespodziewanego sukcesu, kiedy trzy minuty po regulaminowym czasie Dariusz Walęciak głową z bliska ratuje sytuację. Remis 2:2. Koniec meczu i początek karnawału w Czermnie.

..

Jeszcze niedawno na mecze Heko przychodziło mniej niż 100 osób. Ale zwycięstwa rodzą zainteresowanie. W zakończonym sukcesem sezonie trybuny bywały zajęte niemal w połowie. Do tej pory obiekt zapełnił się (a właściwie przepełnił) raz - w październiku 2003 roku, kiedy na trzecioligowy mecz na szczycie z Koroną Kielce przyjechało ponad 2500 kibiców z Kielc. Od sierpnia jednak Czermno może co dwa tygodnie przeżywać prawdziwe najazdy. Przecież będą tu ściągać wielkie firmy polskiego futbolu. Przyjedzie Widzew, Śląsk Wrocław, Ruch Chorzów, ŁKS. A za nimi chuligani. To będzie prawdziwy chrzest dla Czermna i tutejszych pokojowo nastawionych fanów. Wszyscy już się obawiają wizyt pomyleńców, ale i pocieszają, że leżąca na uboczu wioska może nie być atrakcyjnym wyjazdem. Po pierwsze, nie dojadą tu pociągiem, bo najbliższe tory są hen, hen. Po drugie, nie będą mieli się przed kim "pokazać". Po trzecie wreszcie, nie wypada się raczej chwalić, że jedyną zdobyczą z meczu na końcu świata jest flaga z napisem "Blokersi z Fałkowa" (w pobliskim Fałkowie, siedzibie gminy, są dwa czy trzy bloki). No chyba że zechcą ukraść ze stadionu prawdziwy rarytas - chyba jedyną w Polsce na takim szczeblu rozgrywek planszę z reklamą producenta wideł.

Konieczny od początku starał się przenieść do Czermna zwyczaje z wielkich imprez. Już w okręgówce w przerwach występowały miejscowe cheerleaderki. Po każdej bramce z głośników puszczano dżingle niczym w NBA lub discopolowe piosenki o klubie z Czermna. To ulubione kawałki prezesa. - Nagrał je zespół Sweet Combo z Końskich, a niektóre teksty układała moja żona - zdradza Konieczny. Sztandarowy utwór to "Afera". "Heko naciera, cholera, Heko naciera. Będzie afera, cholera Heko naciera" - na melodię popularnego przeboju. A żona Mariola też już ma obiecaną nagrodę za awans. Nie będzie już tylko skarbnikiem, lecz dyrektorem klubu.

W Czermnie na meczu był już Kazimierz Górski, pojawiają się byli czołowi polscy bokserzy. Bo drugą pasją pryncypała jest boks. Andrzej Gołota to jego serdeczny przyjaciel, razem jeżdżą na narty. Niemal stałym gościem w Czermnie jest Wit Żelazko. Aż strach pomyśleć, kto będzie przyjeżdżał od nowego sezonu.

Do sierpnia trzeba zmodernizować stadion. - Będzie monitoring i 2000 miejsc siedzących. Trybuna zostanie powiększona i zadaszona - wylicza prezes.

..

W niebo frunie kilkaset balonów, znów płoną race. Głośniki dudnią przebojem zespołu Queen „We are the champions”. Kibice wbiegają na boisko, podrzucają prezesa, później jego żonę. Telewizja kręci nieustannie, grzeją się mikrofony radiowe. Niektórzy piłkarze udzielają pierwszych w życiu wywiadów. Hałas, harmider, wielkie święto. Przy budynku klubowym kilka namiotów. Są kiełbaski, pieczone prosię, kiszone ogórki i herbata z prądem - ponoć specjalność zakładu. Piwo leje się strumieniami. W uroczystym kręgu stają wszyscy twórcy sukcesu - państwo prezesostwo, piłkarze, trenerzy, lokalni sponsorzy. Wszyscy dostają puchary i pamiątkowe dyplomy. Przemówienia, podziękowania i toasty. Ten wieczór potrwa jeszcze długo.

- Spełniły się moje marzenia - mówił wzruszony prezes po meczu z Górnikiem Wieliczka. - Siedem lat temu tworzyliśmy drużynę. Wtedy nawet nie myślałem o IV lidze. Teraz chcę spokojnie pograć jak najdłużej w drugiej.

Czy myśli o kolejnym wielkim wyzwaniu - ekstraklasie? - Jak koń dobrze ciągnie, to się go nie wstrzymuje - mówi z uśmiechem.