Pierwsza porażka siatkarzy w Lidze Światowej

Pięć meczboli obronili polscy siatkarze, szóstego już nie zdołali i ponieśli pierwszą porażkę - 2:3 z Serbią i Czarnogórą - w Lidze Światowej.
Trener Raul Lozano przeszedł ostateczny chrzest jako selekcjoner reprezentacji. Prowadził ją w meczu wyjazdowym i po serii sześciu zwycięstw (dwóch sparingowych, czterech o stawkę) wreszcie poniósł porażkę. Nade wszystko jednak zetknął się z tradycyjną przywarą polskich siatkarzy, czyli z niezdolnością do gry na równym, wysokim poziomie od pierwszej do ostatniej piłki - kiedyś chroniczną, od kilku tygodni rzadką.

- Raz mieliśmy wzlot, raz upadek i w taki sposób przegraliśmy - mówił po meczu argentyński trener. - Zmierzyły się drużyny budujące własną przyszłość i Serbowie zdołali odnaleźć właściwą kombinację graczy. My też spróbujemy znaleźć własną. No i nie dopuścimy, by popełnianie niepotrzebnych błędów weszło nam w zwyczaj - zakończył Lozano.

Ciemność widzę!

Sobotni wieczór trwał w nieskończoność i był pełen niespodzianek. Pierwszą sprawił Paweł Zagumny, który po kiepskim początku meczu, przy stanie 11:7 dla gospodarzy, stanął w polu zagrywki i doprowadził do remisu. On - od lat wykpiwany za lekki, balonowaty serwis - tym razem narobił serbskim przyjmującym niemało kłopotu. Znów raczej popychał piłkę, niż uderzał, ale robił to precyzyjnie, szczególnie starannie, więc rywale nie potrafili swobodnie wyprowadzić ataku.

Kilka minut później Polacy marnowali setbola za setbolem, ale to nie wskutek zaciętych końcówek mecz nie chciał się skończyć. Kiedy siatkarze Lozano prowadzili 27:26, na hali zgasło światło. Zapadła kompletna ciemność, potem stopniowo robiło się coraz jaśniej, ale zanim można było kontynuować grę, minęło kilkadziesiąt minut. Mecz zatem skończył się grubo po 23. A wybici z rytmu Polacy oddali pierwszego seta. To wtedy po raz pierwszy do akcji wkroczył Dejan Bojović, zaledwie 22-letni atakujący Crveny Zvezdy Belgrad, który w całym meczu zdobył aż 35 punktów. Tacy jak on mają poprowadzić do medali następną generację serbskich siatkarzy, a trener Ljubomir Travica traktuje Ligę Światową jak laboratorium, w którym testuje nie tylko ich talent, ale i umiejętność radzenia sobie z presją. Ponieważ jako gospodarz turnieju finałowego (8-10 lipca, Belgrad) jego zespół nie musi bić się o awans, największe gwiazdy - Ivan Milijković, Nikola Grbić i Andrija Gerić - dopiero kilka dni temu wznowiły treningi. I w ten weekend nie było ich nawet na ławce.

Smutek po pechu

Następcy robią jednak błyskawicznie postępy, a biało-czerwonym zabrakło w Novym Sadzie nie tylko bloku i obrony, ale właśnie polskiego Bojovicia, czyli Mariusza Wlazłego. Lub - patrząc szerzej - siły ognia, bo w rozstrzygających chwilach tęskniliśmy nie tylko za talentem ze Skry Bełchatów, ale i za punktami Piotra Gruszki. Pierwszy nie zaserwował w sobotę choćby jednego asa, a przecież dotąd słał je regularnie, bombardując agresywną zagrywką z wyskoku każdego rywala bez wyjątku. Wydawało się, że wyręczy go Grzegorz Szymański, trochę zapomniany w kadrze mistrz świata juniorów z Teheranu, który rozpoczął rewelacyjnie. Zastąpił Wlazłego, by natychmiast zdobyć trzy kolejne punkty zagrywką! Niestety, w momentach kluczowych brakowało mu już tej pewności siebie.

Gruszka natomiast, choć wypadł nieźle, zawiódł w ostatnich akcjach tie-breaka. Najpierw posłał piłkę na aut, by kilkanaście sekund później dać się zablokować.

- Przegraliśmy więc, jesteśmy smutni. Szkoda, że nie mieliśmy nieco więcej szczęścia, ale nie ma co się usprawiedliwiać, kiedy się źle broni i blokuje - mówił potem kapitan reprezentacji.

W końcówce szalał za to Bojović - serbski rozgrywający Ivan Ilić ufał mu bezgranicznie, oddając mu niemal co drugą piłką, a kiedy ważyły się losy meczu, stawiał już tylko na niego. Trener Travica był zachwycony i przyznał, że nie sądził, iż jego młodzi gracze będą potrafili zwyciężyć w pięciosetowej batalii. Tylko serbski kapitan dodał, że jego drużyna "miała szczęście". I miał trochę racji, choć polscy siatkarze nie mogą uwierzyć - o co Lozano na pewno zadba - że o wynikach przesądza fortuna. W każdym razie świetny start sprawił, że wciąż zachowali szansę na awans do turnieju finałowego.

Serbia i Czarnogóra - Polska 3:2 (30:28, 16:25, 25:23, 22:25, 21:19)

POLSKA: Paweł Zagumny, Piotr Gruszka, Łukasz Kadziewicz, Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Arkadiusz Gołas, Piotr Gacek (libero) oraz Krzysztof Ignaczak, Wojciech Grzyb, Grzegorz Szymański.

SERBIA I CZARNOGÓRA: Dejan Bojovic, Aleksandar Mitrovic, Goran Vujevic, Ivan Ilic, Milan Markovic, Marko Zlatic, Marko Samardzic (libero) oraz Bojan Janic, Branko Roljic, Dragan Stankovic, Vladko Petkovic.

SĘDZIOWIE: P. Rachard (Francja) i M. Labasta (Czechy)

WIDZÓW: 2500.