Sport.pl

Goran Jagodnik, skrzydłowy Prokomu: Najważniejszy jest start

Grzegorz Kubicki: Rzucił Pan po powrocie 20 pkt, ponownie był liderem drużyny, a mimo to Anwil był w drugim meczu o dwie klasy lepszy. Co się stało?

Goran Jagodnik: Grało mi się dobrze, czułem się pewnie, ale nie ma to żadnego znaczenia. Wolałbym, żeby było tak jak w czwartek - nie mogłem zagrać, siedziałem zły na ławce rezerwowych, ale przynajmniej zespół wygrał. Myślę, że po powrocie pomogłem drużynie, grałem dobrze, ale co z tego, skoro wynik był zły. Już przed finałem mówiłem, że każdy mecz z Anwilem będzie ciężki, pełen walki, choć nie ukrywam, że myślałem, że po wygranej w czwartek, w drugim meczu będzie nam trochę łatwiej. Teraz mamy pięć dni, aby się zastanowić, dlaczego tak nie było.

Nie zazdrościł Pan kolejnych fenomenalnych rzutów Crispinowi?

- Trafiał wszystko przez ręce, ale to jest jego gra. On uwielbia rzucać, nawet wtedy, kiedy nie trafia. Rzucił osiem trójek na 14 prób, prawie zawsze rzucał z trudnej pozycji. Podobnie grał Kadziulis, który pomylił się tylko w jednym z czterech rzutów z dystansu. Crispin miał dobry start, a to jest ważne, wiem coś o tym. Jak trafisz dwa czy trzy rzuty, to potem samo idzie. Byliśmy od nich lepsi niemal we wszystkich elementach gry, ale Anwil miał znacznie lepszą skuteczność. To było decydujące. Zwłaszcza w drugiej i trzeciej kwarcie, kiedy już ich dogoniliśmy, ale oni znowu zaczęli trafiać.

Teraz, aby obronić mistrza, musicie wygrać przynajmniej raz we Włocławku. Jest to możliwe?

- Już przed finałem zakładaliśmy, że chcemy wygrać raz we Włocławku. Teraz, przy porażce u siebie, to już nie jest tylko założenie, ale obowiązek. Bo inaczej nie obronimy tytułu. Ale jestem pewien na 100 proc., że przynajmniej raz we Włocławku wygramy.