Upadek koszykarskiej drużyny Zagłębia Sosnowiec

Kiedyś kibice znad Brynicy mogli oklaskiwać najlepszych koszykarzy w Polsce. Teraz muszą im wystarczyć zapewnienia działaczy, że biedny i zasłużony klub wystąpi w drugiej lidze.
Na początku lat 90., po kilkunastu sezonach występów w ekstraklasie i dwóch tytułach mistrza Polski, Victoria (wcześniej Zagłębie) Sosnowiec spadła do II ligi i wkrótce potem przestała istnieć. Teraz I ligę opuszczają koszykarze nowego Zagłębia. Czy historia się powtórzy?

Armia zaciężna

Osobą, która przed kilku laty wskrzesiła sosnowiecki basket, był jeden z lepszych polskich sędziów koszykarskich Leszek Rakoczy. Jego Pogoń szybko pięła się po kolejnych szczeblach rozgrywek. Wiosną 1996 roku podopieczni trenera Tomasza Służałka awansowali do ekstraklasy. Sosnowiecka drużyna grała w niej trzy sezony. W 1999 r. koszykarze Zagłębia spadli z I ligi. W Sosnowcu nie załamywano jednak rąk: skład drużyny, w której występowali m.in.: Mariusz Sobacki, Henryk Wardach i dwaj solidni Amerykanie: Duane Virgil i Kevin Turner [ten drugi walczy teraz z Notecią Inowrocław o wejście do ekstraklasy - przyp. red.], oraz osoba trenera Arkadiusza Konieckiego miały gwarantować szybki powrót do elity. Tak się jednak nie stało: w meczach o awans sosnowiczanie okazali się gorsi od Legii Warszawa.

Działacze postanowili zacząć wszystko od początku. Z żadnym koszykarzem nie przedłużono kontraktu. - Zbudujemy nowe Zagłębie - zapowiadał prezes Witold Urgacz. Latem ubiegłego roku jego serdeczny przyjaciel trener Koniecki wyselekcjonował grupę dziesięciu młodych zawodników, którzy mieli walczyć o awans do ekstraklasy. Tyle że nie od razu, a za kilka lat. - W tym sezonie naszym celem jest awans do play off - zapowiadał szkoleniowiec. W drużynie znaleźli się zawodnicy m.in. z Włocławka, Gorlic i Stargardu Szczecińskiego. Nie było za to ani jednego koszykarza z Sosnowca. Tuż przed sezonem podziękowano Tomaszowi Koczwarze, wychowankowi Zagłębia. Dzisiaj walczy on o I ligę w zespole Mickiewicza Katowice. Większość jego kolegów, z którymi w lecie ub. roku przygotowywał się do sezonu, szuka teraz nowych klubów, bo eksperyment z armią zaciężną po prostu się nie udał.

Zyski? Jakie zyski?

W sierpniu 2000 r., niedługo przed rozpoczęciem rozgrywek, z funkcji prezesa zrezygnował Urgacz. Mówiło się, że odchodzi, bo nie może się porozumieć z innymi działaczami. Jego miejsce zajął Olgierd Cieślik, który wcześniej pracował w jednej z agencji reklamowych. - Klub musi działać jak firma. Moim zadaniem jest to, aby przynosił jak największe zyski - deklarował we wrześniu najmłodszy prezes koszykarskiej I ligi. Wkrótce przekonał się, że nie jest to takie łatwe. Po sześciu kolejkach z pracy zrezygnował Koniecki, który teraz walczy o utrzymanie w ekstraklasie tarnowskiej Unii. - Klubu nie stać na tak drogiego szkoleniowca - tłumaczył wtedy Cieślik. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze miały pozwolić na zatrudnienie rozgrywającego i środkowego. I rzeczywiście: w grudniu do drużyny dołączyli Amerykanin Abdul Abdullah i Wojciech Kukuczka, a Zagłębie zaczęło wygrywać z najlepszymi.

Dobra passa nie trwała jednak długo. Koszykarze i trenerzy coraz częściej wspominali o zaległościach finansowych. Dopiero na początku lutego wypłacono drużynie zaległe wynagrodzenia za listopad. Jednocześnie rada nadzorcza KKS Zagłębie SSA przyjęła (złożoną dużo wcześniej) rezygnację prezesa Cieślika. - Kiedy obejmowałem tę funkcję, w klubie było naprawdę źle. Teraz z pewnością jest dużo lepiej - uważał Cieślik, który wtedy nie chciał ujawnić szczegółowych powodów swojej decyzji. Do tej pory klub zalega mu z pensjami oraz kwotą 2 tys. zł, jaką pożyczył w trakcie sezonu jednemu z koszykarzy Zagłębia. Miejsce Cieślika - już pod koniec grudnia - miała zająć Aleksandra Siekierska, która wcześniej przez siedem lat była dyrektorem siatkarskiego Kazimierza Płomienia. Początkowo zaproponowano jej w klubie funkcję dyrektora ds. marketingu. Na początku lutego obowiązki prezesa zaczął jednak pełnić Jerzy Szafraniec, który przez kilka ostatnich lat był kierownikiem sosnowieckiej drużyny. - Poczułam się oszukana. Dopiero bowiem wtedy zdałam sobie sprawę, że zwabiono mnie do Zagłębia tylko po to, aby pożyczyć ode mnie pieniądze - wyjaśniała zrozpaczona Siekierska, której klub oddał do tej pory tylko niewielką część należności.

Na kłopoty Katar

Roszada na stanowisku prezesa nie przyniosła zmian na lepsze. Przeciwnie - było coraz gorzej. - Kto inny wszystko planował, kto inny realizował, a jeszcze inny musi spijać to piwo - tłumaczył prezes Szafraniec. Trener Kazimierz Mikołajec skarżył się, że zawodnicy nie przykładają się do treningów i meczów, a on sam nie ma na to żadnego wpływu, gdyż klub nie wywiązuje się z obietnic płacowych. W tej sytuacji kilkakrotnie zapowiadał swoje odejście. Zrezygnował krótko przed zakończeniem rundy zasadniczej, kiedy było już wiadomo, że Zagłębie będzie grać w grupie drużyn walczących o utrzymanie. Niedługo potem Mikołajec otrzymał intratną propozycję z Kataru. Skorzystał z niej i dzisiaj pracuje na Półwyspie Arabskim. I z pewnością - chyba jako jedyny z tych, którzy w tym sezonie byli związani z Zagłębiem - teraz nie narzeka...

Następcą Mikołajca został Włodzimierz Środa, który grał w latach 80. w "złotej" drużynie Zagłębia. Środa był z drużyną od początku sezonu, gdyż wcześniej wspomagał dwóch poprzednich trenerów. Dobra znajomość zespołu, a także pomoc Dariusza Szczubiała, kiedyś kolegi z parkietu - nie pomogła: Zagłębie spadło do II ligi. W końcówce sezonu, gdy sytuacja sosnowieckiego klubu stała się beznadziejna, pięciu zawodników postanowiło wnieść pozwy do sądu pracy, domagając się zaległych pensji. Jednak i tym razem działacze znaleźli pieniądze i Zagłębie dograło sezon do końca, choć nie w pełnym składzie. Jeszcze w lutym zrezygnowano z Kukuczki, który - tak jak pozostali koszykarze Zagłębia - wciąż czeka na pieniądze. Tuż przed zakończeniem sezonu do rodzinnego Włocławka wrócił Robert Witka.

Pomoże młodzież?

- Na pewno wystartujemy w II lidze - taką deklarację po zakończeniu ostatniego meczu złożył trener Środa. - Tym razem chcielibyśmy oprzeć drużynę Zagłębia na graczach z Sosnowca i okolic. Z obecnego składu zostanie tylko trzech, czterech zawodników. Resztę będzie stanowiła młodzież, która w ostatnim sezonie grała w klasie A - tłumaczy trener. Prezes Szafraniec póki co nie chce wypowiadać się na temat przyszłości. - Jak najszybciej chcielibyśmy uregulować zaległości wobec drużyny - podkreśla. Niedawno klub podpisał umowę z firmą z Dąbrowy Górniczej. Pierwsze pieniądze mają wpłynąć na konto w najbliższych dniach. Kolejne - do końca maja. Czy jednak starczy ich dla wszystkich? Nie jest bowiem tajemnicą, że klub nie płacił także fiskusowi, ZUS-owi, przewoźnikowi oraz właścicielom mieszkań, które były wynajmowane koszykarzom. Zaległości są tak duże, że sami zawodnicy, którzy w tej sytuacji traktowani są priorytetowo, mają wątpliwości, czy do połowy czerwca klub faktycznie wypłaci im wszystkie pieniądze.

Kibice sosnowieckiej drużyny, którzy wraz z postępującym upadkiem koszykarskiego klubu w coraz mniejszej liczbie przychodzili do hali przy ul. Żeromskiego, w poprzednich sezonach dość często skandowali: "Było, jest i będzie - zawsze Zagłębie". Czy jesienią będą mieli jeszcze do tego okazję?

Zdaniem kapitana

Mówi Sławomir Woldan, najrówniej grający zawodnik sosnowieckiej drużyny: - Nie tylko moim zdaniem zbudowanie drużyny na zawodnikach z zewnątrz nie było dobrym pomysłem. Poza tym skład był źle dobrany: brakowało nam środkowego, przez co mieliśmy bardzo małą siłę pod tablicami. Myślę, że gdyby nawet trener Koniecki prowadził ten zespół do końca, nic by się nie zmieniło.

Fakt, że klub zalegał nam z wypłatami, miał zasadniczy wpływ na to, że nie udało nam się utrzymać. Problemy z pieniędzmi zaczęły się już na samym początku i trwały przez cały sezon. Nie można żyć samymi obietnicami, gdy ma się na utrzymaniu rodzinę. Klub nie wypłacał nam pieniędzy, my traciliśmy motywację do gry i stało się. Bardzo żałuję, że spadliśmy, bo wcale nie musiało się tak stać.

not. gak