Śląski tenis ziemny. Zdolny, ale biedny nie ma szans

- Zajmowanie się tenisem w Polsce to frustrujące zajęcie. Ale jednocześnie wyjątkowo ciekawe - mówi Dariusz Łukaszewski, prezes Śląskiego Związku Tenisa.
Górnik Bytom odniósł właśnie duży sukces. Tenisiści tego klubu zdobyli drużynowe mistrzostwo Polski zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn.

Paweł Czado: Jest powód do świętowania, ale ja chciałbym porozmawiać o problemach śląskiego tenisa. Chyba jednak przykro, że mało kto w Polsce zdaje sobie sprawę z tego sukcesu. Czy w jakikolwiek sposób może przełożyć się na realia dotyczącego tego sportu? Jakie są bolączki?

Dariusz Łukaszewski, prezes Śląskiego Związku Tenisa, wiceprezes Górnika Bytom: - Jeśli chodzi o tenisową ligę męską Bytom jest dominatorem. W ostatnich ośmiu latach siedem razy zdobywał tytuł mistrzowski a raz trzecie miejsce. Kobiety też spisują się świetnie, w tym okresie wygrywały trzykrotnie. Chciałbym, że ten sukces przekładał się na większe zainteresowanie. Ale mam wielki żal do organizatora rozgrywek czyli Polskiego Związku Tenisowego. Nie chodzi jedynie o rok 2016, ale i lata minione.

O co konkretnie chodzi? Górnik Bytom zdobywa mistrzostwo, a potem jeden, drugi, trzeci dziennikarz do mnie dzwonią: gdzie ja mogę zobaczyć wyniki? To żenujące, że organizator zawodów nie potrafi zapewnić tak podstawowych spraw, zapomina wklepać wyników w internet. Pięć minut po meczu sędzia powinien przesłać wyniki do PZT, a PZT powinien rozesłać je do dziennikarzy. A potem dziwimy się, że w mediach tenisa krajowego jest mało, mówi się tylko o Radwańskiej, ewentualnie o Janowiczu...

Kiedy dostałem się do zarządu PZT i zostałem wiceprezesem ds. sportowych myślałem, że będę miał wpływ na to będzie wyglądało. Niestety; wszystkie pomysły, które miały zmienić nasz tenis, które miały sprawić żeby mógł zafunkcjonować w zmieniających się realiach nie były realizowane. Wiadomo, że do nas nie przyjdzie od razu, ot tak, jakiś sponsor, jak mogłoby to się zdarzyć w piłce nożnej, ale związek musi wykonać jakiś ruchy, żeby przynajmniej mogło się tak stać!

Dlatego w maju zrezygnowałem z funkcji wiceprezesa, zostałem zwykłym członkiem zarządu. Byłem nagabywany żeby wrócić na stanowisko, że będę miał wolną rękę w przeprowadzaniu zmian. Po zapewnieniu mnie, że tak będzie 29 września wróciłem na to stanowisko.

Co musiałoby się stać żeby tenisowi było na Śląsku łatwiej się rozwijać?

- Nie ma rozwoju bez pieniędzy na rozwój. Sport dzieci i młodzieży w Polsce jest uzależniony od finansowania Ministerstwa Sportu. Klasyfikację prowadzi instytut funkcjonujący przy ministerstwie sportu i stosuje określoną punktację za wyniki mistrzostw do lat 14, 16, 18 i 21. Na jej podstawie każda dyscyplina sportu dostaje określoną pulę pieniędzy na sport dzieci i młodzieży.

Górnik Bytom w 2015 w tej klasyfikacji jeśli chodzi o tenisową młodzież był drugi w Polsce, a w 2016 roku - już pierwszy! Z kolei Bytom zajął drugie miejsce wśród gmin województwa śląskiego. Tymczasem biorąc pod uwagę dziesięć najlepszych klubów w tej klasyfikacji okaże się, że nie ma Górnika Bytom. Dlaczego? Chcę zwrócić uwagę, że przelicznik jest niesprawiedliwy. W tenisie można wywalczyć znacznie mniej punktów do tej klasyfikacji, bo przecież złote medale można zdobyć w singlu, deblu i mikście czyli znacznie mniej niż w wielu innych dyscyplinach. A powinno klasyfikować się według punktów możliwych do zdobycia. Jak tenisiści mogą rywalizować o tak dzielone pieniądze z przedstawicielami dyscyplin, w których jest więcej kompletów medali?

Dlatego wielokrotnie powtarzałem, że nie można nas porównywać z wieloma innymi dyscyplinami, bo nie startujemy z równych pozycji. Walczę z tym problemem od dawna. Przeliczanie sukcesów na pieniądze powinno być proporcjonalne. Ale żeby tak się stało ktoś decyzyjny to musi zrozumieć. Wierzę, że jestem na dobrej drodze.

Na Górnym Śląsku Górnik Bytom ma jednak markę. Jeśli rodzic marzy o karierze tenisowej dla dziecka pewnie przyprowadza go często do Was

- Paradoksalnie nie! Wyniki są istotne dla tego rodzica, który już zapisał dziecko na tenisa i choć jest spoza Bytomia przywozi je do nas. Mamy takich przypadków wiele. Więcej problemów mamy z naborem początkowym. Dla wielu rodziców liczy się przede wszystkim bliskość klubu od domu, wygodna komunikacja, zwłaszcza wtedy gdy nie wie jeszcze czy warto stawiać na tenisową przyszłość dziecka. Bytom nie jest bogatym miastem, nie może równać się z Katowicami lub Gliwicami. Dlatego często tamtejsi rodzice znajdują bliższe dla siebie miejsce dla dzieci rozpoczynających uprawianie tenisa.

Mieliśmy różne pomysły typu akcje "tenis w szkole", były pomysły żeby wszystko było za darmo. No i za darmo jest, ale tylko do... pewnego momentu. Rozwój musi kosztować.

Dlaczego tenis jest drogi?

- Powody są proste. Jeden zawodnik, jeden trener, kort, dwie godziny, dzień po dniu. Do tego ten zawodnik musi za to zapłacić. W innych dyscyplinach często jest inaczej Na tej samej powierzchni z tą samą ilością trenerów w innych dyscyplinach można wychować jednocześnie wielu zawodników. Także koszty dzielą się więc między większą ilość rodziców. Gdyby w tenisie jeden trener zajmowałby się kilkoma zawodnikami naraz to oni by się zwyczajnie nie rozwinęli.

tym sposobem inne dyscyplinę zawsze będą tańsze a więc zawsze relatywnie łatwiej będzie można wychować w nich sportowców, którzy osiągną międzynarodowy poziom.

Jakie mogą być drogi rozwoju dla śląskiego tenisa?

- Bardzo blisko mamy zagranicą Czechów, a wiadomo ile oni znaczą w światowym tenisie. Trzy lata temu nawiązaliśmy współpracę. Toczymy mecze Śląsk - Morawy w kategoriach do lat 10, 12, 14 i 18. To święto tenisa, w każdej kategorii wiekowej gra od czterech do sześciu zawodników. Ostatni taki mecz skończył się wynikiem 30:55 czyli myśmy wygrali łącznie 30 meczów, oni - 55. Ta rywalizacja jest dla nas wartościowa nie tylko pod względem sportowym, zawsze wypytujemy się rywali o metody, sposób pracy, właściwie o wszystko. Co robią żeby być tak dobrym?

Myśmy wygrali w kategorii U-10, po raz trzeci z rzędu. To się powtarza. To efekt boomu na tenis po sukcesach Agnieszki Radwańskiej i Jerzego Janowicza. Szkolenie na Śląsku początkujących jest zupełnie dobre. Dziecięcy tenis bardzo się rozwija, widać to choćby po... różnorodnych rozmiarach piłek, te dla najmłodszych są mniejsze. Kiedyś tego nie było. Potem przychodzi normalny trening, z normalnymi piłkami i następuje odjazd czeskiego tenisa.

Doganiamy ich w kategorii juniorskich, wśród osiemnastolatków. Grają w nich już tylko ci, którzy przetrwali bardzo trudny okres między dwunastym a czternastym rokiem życia, mają talent i rodziców, których stać żeby im finansowo pomagać i stawiają na to, że dzieci idą w ścieżkę zawodową. Z tych zawodników może pojawić się ktoś kto kiedyś pójdzie w ślady Radwańskiej czy Janowicza.

Tenis jest także drogi dlatego, że dziś zdolny czternastolatek nie może grać w tylko w Polsce, żeby się rozwijać musi jeździć po świecie. Świat idzie strasznie do przodu a to oczywiście kosztuje. Innej drogi żeby osiągnąć sukces w tenisie nie ma. Gdyby zdolny nastolatek nie wyjeżdżał, tylko ogrywałby jak chce wszystkich w kraju, mógłby przedwcześnie uwierzyć, że jest dobry. Przekonany o własnej klasie nagle spotkałby się u siebie z cudzoziemcem i po batach pytałby bezradnie: "dlaczego?". Zdarzały się takie sytuacje, taki zawodnik zdruzgotany psychicznie w ogóle rezygnował z uprawiania tenisa. Do porażek też trzeba się przyzwyczaić, trzeba się hartować.

Czy piekielnie utalentowany 12-latek z bytomskiej rodziny, w której nie ma pieniędzy, jest za to alkohol ma jakiekolwiek szanse zaistnieć w tenisie?

- Żadnych. Nie sądzę abyśmy w ogóle takiego znaleźli. Oczywiście staramy się: robimy dni otwarte, regularnie zapraszamy 250 dzieci z bytomskich przedszkoli i szkół. Znajdujemy z trudem jakiegoś sponsora, który wykłada na to pieniądze, dajemy za darmo instruktorów, korty, płacimy za przejazd tych dzieci. Niestety: z tych akcji nic nie wynika. Robimy te dni otwarte spotkaniu trzy razy w ciągu trzech tygodni, bo po jednym spotkaniu nie ma mowy żeby dzieci wiedziały czy im się to w ogóle podoba. Potem z tych 250 dzieci zapisuje się może pięć. Ich rodzice nawet nie pytają ile to mogłoby kosztować.

Jest coraz trudniej. Miasto Bytom cieszy się z naszych sukcesów, ale jest biedne i słyszymy, że musimy sobie radzić przede wszystkim sami. Nikt nie chce na razie wybudować nowej fabryki więc trudno żeby cokolwiek się ruszyło.

Na meczu Śląsk - Morawy wiedziałem, że jakoś powinniśmy wyglądać, mieć jednakowe stroje. Pisałem do urzędu marszałkowskiego albo do PZT. Udało się zdobyć pieniądze: mieliśmy dla naszych rywali gadżety za 25 zł. Nasi dostali koszulki warte jakieś 60 zł, a Czesi byli ubrani w stroje Wilsona od stóp do głów. Naszym wszystko opadało z wrażenia.

To musi być frustrujące.

- Było i ciągle jest... Rozmawiałem z Martinem Hynkiem, wiceprezesem czeskiego tenisa. Mówił mi tak: "Nie uda ci się tego zmienić. Ani od razu, ani w ogóle. Za twojego życia podejście do tenisa się u was nie zmieni. Mamy nad wami taką przewagę, że mamy sto lat poważnych tradycji. Kiedy ja idę do urzędnika i mówię, że mam mecz nikt mnie nie sprawdza, nie pyta co za mecz, z kim i o co. Od razu dostaję pieniądze."

Ale jest obecnie w klubie jakiś dzieciak, który może zrobić poważną karierę?

- Wojtek Marek, piętnastolatek, rocznik 2001. Przyszedł na korty kiedy miał pięć czy sześć lat i od razu było widać, że jest bardzo zdolny, miał świetną koordynację. To bytomianin, nasz wychowanek, brązowy medalista mistrzostw Europy z zeszłego roku, finalista Orange Bowl (nieoficjalnych mistrzostw świata do lat 12, które rozgrywane są na Florydzie). Zdążył właśnie zadebiutować w drużynie Górnika, która zdobyła tytuł i ma już na koncie drużynowe mistrzostwo Polski seniorów. W finałowym meczu pokonał 21-latka i zdobył cenny punkt. Od samego początku prowadzi go jeden trener Łukasz Kuboszek. Wojtek jeździ po świecie i gra już tylko turnieje ITF Junior do lat 18. Zaczynał sezon w siódmej setce, teraz jest w rankingu do lat 18 dwieście sześćdziesiąty szósty na świecie. Wkrótce jeszcze w nim podskoczy, bo gdy sezon się skończy odpadną z rankingu obecni osiemnastolatkowie. Od kilku lat jest finansowany przez prywatną firmę z Katowic, ma własny indywidualny kontrakt. Marzymy, że będzie reprezentował nas na juniorskich turniejach Wielkiego Szlema. A kto wie co będzie dalej.