Panie Latal, ale pan wie, że słabo to wyszło [KOMENTARZ]

Radoslav Latal szybko się przeprosił z Piastem Gliwice. Wystarczyło, że odszedł prezes Adam Sarkowicz.
Latal - czeski szkoleniowiec, który doprowadził w Piasta do wicemistrzostwa Polski, największego sukcesu w historii śląskiego klubu, znowu odpowiada za wyniki drużyny z Gliwic.

Trener, który kilka tygodni temu nie mógł się pogodzić z polityką transferową Piasta, teraz chce podźwignąć go z kolan. Co takiego wydarzyło się między 15 lipca, gdy Latal podał się do dymisji, a 1 września, gdy wrócił do pracy?

Odpowiedź jest prosta - z drogi zszedł mu Adam Sarkowicz. Prezes Piasta był w oczach Latala hamulcowym, który blokował jego kadrowe pomysły. Nie udało się zatrzymać Martina Neszpora i Kamila Vacka - bez, których walka o medal nie byłaby możliwa. Nie znalazły się również pieniądze na transfery Adama Buksy z Lechii Gdańsk i Marcina Robaka z Lecha Poznań.

Sarkowicz przekonywał radę nadzorczą klubu, że drużyna spokojnie da sobie radę bez Latala, a o istotnych transferach trzeba zapomnieć, bo te zachwieją płynnością finansową klubu.

Efekt tych pomysłów jest taki, że Piast jest dziś tuż nad strefą spadkową, a w siedmiu meczach strzelił zaledwie dwa gole. Prezes Sarkowicz zaryzykował i przegrał. Dlatego musiał odejść z "powodów rodzinnych" - jak to zakomunikowano we wtorek.

Latal wraca. Latal miał rację? Mimo wszystko jego powrót budzi jakiś niesmak. Zostawił przecież klub tuż przed pierwszym meczem sezonu. Tak naprawdę nawet nie zmierzył się z wyzwaniem. Wystarczyło bolesne 0:3 z IFK Goeteborg w eliminacjach Ligi Europy i już go nie było. Słabo to wyszło... Gdyby tyle samo "entuzjazmu" było w nim w chwili, gdy podpisywał pierwszy kontrakt z Piastem, to na pewno nie doprowadziłby śląskiej drużyny aż na podium mistrzostw Polski.

Teraz wraca, zapewne rozczarowany również nie udanymi negocjacjami z innymi klubami. Pytanie kiedy znowu się zniechęci? Coś nam jednak mówi, że to na taki powrót na przeczekanie.