Henryk Kempny nie żyje

Henryk Kempny był wybitnym piłkarzem. Klasycznym środkowym napastnikiem, łowcą bramek. Miał pecha, że walił te bramki w erze przedtelewizyjnej. Właśnie dlatego dzisiejszy przeciętny kibic nie za bardzo wie o Kogo chodzi. Tymczasem Kempny czterokrotnie był mistrzem Polski, dwa razy królem ligowych strzelców. Przeszedł do historii zarówno swojej Polonii Bytom jak i warszawskiej Legii.
Henryk Kempny nie żyje. Miał 82 lata.

Urodził się jako Helmut, jego przyszła żona jako Adelhaid a jako dzieci nie znali języka polskiego. Zmieniło się to kiedy w 1945 roku w rodzinnym Beuthen nastała Polska.

Kempny choć autochton trafił do zarządzanej przez lwowiaków Polonii, a nie górniczych Szombierek, ale nigdy nie żałował tego wyboru. Pierwszy tytuł mistrzowski zdobył właśnie z Polonią w 1954 roku. Potem przydarzyło się wojsko w Legii, a przy okazji dwa kolejne mistrzostwa dla CWKS-u (1955, 56). Wyjazd do Warszawy był o tyle przemyślany, że Kempny tam mógł rzeczywiście rozwinąć się bardziej niż w... Ruchu Radzionków (dyrektor tamtejszej kopalni obiecał piłkarzowi, że uniknie wojska i nie będzie musiał opuszczać Bytomia co było kuszącą propozycją).

Wówczas grało się pięcioma napastnikami i w stolicy Kempny początkowo był ustawiany na skrzydle. W Warszawie dobrze znający piłkarza z czasów wspólnej pracy trener Ryszard Koncewicz (razem zdobywali mistrzostwo dla Bytomia) ustawił Go na środku ataku. To był strzał w dziesiątkę. Kiedy Legia zdobywała drugie w historii mistrzostwo Polski Kempny został królem ligowych strzelców. Ale goli nie liczył. Gdyby liczył, nie dopuściłby przecież żeby licznik zatrzymał się na 99 bramkach...

Był tak dobry, że w Warszawie nie chcieli go puścić z powrotem na Śląsk. Awansował na chorążego, w efekcie zgodził się zostać w stolicy rok dłużej. Legia bardzo go doceniała. Mieszkał w pokoju czteroosobowym, ale był bardzo ważny dla klubu więc został więc przeniesiony do pokoju dwuosobowego. W uznaniu zasług przyznano mu jeszcze telewizor. Zabrał go wracając do Bytomia, choć w tym czasie telewizja działała jeszcze tylko w Warszawie.  Wrócił do rodzinnego miasta i czwarte mistrzostwo znowu zdobył z Polonią w 1962 roku.

Jego bilans reprezentacyjny nie jest być może imponujący: trzy lata występów w kadrze, 16 meczów, 6 bramek. Ale to właśnie on, grając w 1957 roku na środku ataku reprezentacji Polski, wypracował Gerardowi Cieślikowi gola w słynnym meczu ze Związkiem Radzieckim na Stadionie Śląskim. To on wbił bramkę słynnej węgierskiej drużynie z lat 50., jednej z najsłynniejszych w dziejach futbolu z Puskasem i Kocsisem na czele po której Polska przez pół godziny prowadziła w Budapeszcie.

Miał pecha. Mógł osiągnąć znacznie więcej, ale dwukrotnie w starciach z rywalami łamał nogę. Po drugim nieszczęściu nie wrócił już do dawnej formy.

Podobno był bardzo muzykalny. Jeszcze w Bytomiu śpiewał w kościelnym chórze (jako bas). Zresztą przyszła małżonka właśnie w kościele zwróciła uwagę na wysokiego, postawnego ministranta...

Miałem zaszczyt poznać Go osobiście w 2004 roku kiedy niezastąpiony Jan Liberda zorganizował w Szczyrku zlot dawnych gwiazd Polonii. Wielu z tych wspaniałych piłkarzy przyjechało z Niemiec, także Henryk Kempny, który w Niemczech z żoną mieszkał od 1989 roku. Była tam cała rodzina Kempnych, także dwaj synowie (jeden z nich, Krzysztof, z Polonią zdążył zdobyć mistrzostwo Polski juniorów). Z tamtego spotkania w Szczyrku Henryka Kempnego zapamiętałem jako spokojnego, uśmiechniętego człowieka.