XXI kolejka piłkarskiej II ligi: porażka Szczakowianki w Szczecinie

Dramatyczny mecz w Szczecinie. Kontrowersyjny gol dla gospodarzy w końcowych minutach rozwiał chyba nadzieje Szczakowianki na powrót do ekstraklasy


PZPN nie chce oddać Szczakowiance zabranych na starcie ligi 10 punktów, więc trzecia wiosenna porażka sprawiła, że zespołowi z Jaworzna zamiast do ekstraklasy bliżej teraz do strefy spadkowej.

Pogoń - Szczakowianka 3:2

Szczakowianka potwierdziła w Szczecinie, że była budowana na ekstraklasę. Długimi okresami prezentowała się w sobotę nawet lepiej od gospodarzy.

Szczecinianie jednak już na początku meczu objęli prowadzenie. Stało się to po rzucie karnym, podyktowanym za faul bramkarza Andrzeja Bledzewskiego na Arturze Bugaju, gdy napastnik Pogoni już minął zawodnika z Jaworzna.

Po stracie bramki goście szybko chcieli wyrównać, ale wówczas defensywa i bramkarz Pogoni grali bez zarzutu. W 33. min powinno być 2:0. Sergio Batata na siódmym metrze od bramki miał piłkę, ale trafił nią wprost w bramkarza. Tuż przed przerwą Mariusz Masternak podał piłkę do biegnącego lewym skrzydłem Grzegorza Matlaka, ten zacentrował, a Olgierd Moskalewicz w pełnym biegu trafił w samo okienko.

Obie bramki dla Szczakowianki padły w ciągu siedmiu minut. Najpierw Julcimar sfaulował na polu karnym Ferdinanda Chifona i Maciej Iwański wykorzystał jedenastkę. Chwilę później znowu Julcimar nie zdążył przerwać akcji Grzegorza Króla, który pod brzuchem bramkarza Bogusława Wyparły trafił piłką do siatki.

18 tys. kibiców Pogoni zastanawiało się, co może zatrzymać rozpędzoną Szczakowiankę. Zatrzymała bramka gospodarzy. Matlak zacentrował z rzutu wolnego. Piłka przeleciała wzdłuż linii bramkowej, Bledzewski zderzył się z zawodnikiem Pogoni Łukaszem Trałką, a Masternak głową trafił do pustej bramki! Gol wywołał wściekłość wśród zawodników Szczakowianki, którzy uważali, że Bledzewski został sfaulowany. Sędzia Janusz Oparcik z Radomia był poszturchiwany przez piłkarzy, posypały się dla nich kolorowe kartki.

Jeszcze w doliczonym czasie gry po błędzie Wyparły Król mógł wyrównać, ale uniemożliwił mu to wszędobylski Matlak.

Zdaniem trenerów

Albin Mikulski (Szczakowianka): - Poziom spotkania był wysoki, a przy tym żenująco słabe sędziowanie. W pierwszej części lepsza była Pogoń, w drugiej my. Jak takie będzie sędziowanie w II lidze, to będziemy mieli złych piłkarzy, złych działaczy i złych trenerów i niczego nie będziemy w stanie zrobić, by było inaczej. Zasłużyliśmy dziś na remis. Było parę brzydkich fauli, ale sędziowie dziś nie panowali na boisku.



Bogusław Baniak (Pogoń): - Widać było, że Szczakowianka jest zespołem zbudowanym na I ligę. Ale też odczuwam, że w tym zespole tkwi obsesja krzywdy. Ja też mam zastrzeżenia do decyzji sędziego, bo Julcimar nabił piłką nogi Chifona, gdy sędzia gwizdnął karnego, a bramka wyrównująca wpadła ze spalonego. Zanim był remis, to Batata i Moskalewicz powinni strzelić gole. Gdyby tak się stało, byłoby po meczu. W przekroju całego spotkania mieliśmy więcej sytuacji. Jestem szczęśliwy, że nie było remisu, bo byłoby gadanie, że się Baniak z Mikulskim umówili.



Pogoń3 (2)
Szczakowianka2 (0)
Strzelcy bramek

Pogoń: Matlak (9. karny), Moskalewicz (45.), Masternak (83.).

Szczakowianka: Iwański (71., karny), Król (77.).

Składy

Pogoń: Wyparło - Michalski, Julcimar, Masternak, Matlak - Łabędzki (90. Mauro), Kaźmierczak - Parzy (75. Biliński), Batata, Moskalewicz - Bugaj (16. Trałka).

Szczakowianka: Bledzewski Ż. - Górak Ż., Wiśniewski Ż., Gierczak, Księżyc - Wawrzyczek, Iwański, Czerwiec Ż, CZ, Jaromin (61. Chifon) - Król Ż, Piegzik (58 Kozubek).

Widzów: 18 tys.

Mariusz Rabenda



Podbeskidzie - Stasiak 1:1



Po trzech kolejnych wiosennych zwycięstwach aż 6 tys. kibiców przyszło w sobotę zobaczyć grę Podbeskidzia. Aby wejść na trybunę główną, trzeba było odstać kwadrans w kolejce.

Jednak kibice tylko przez pierwsze pół godziny mogli być zadowoleni z gry swojej drużyny. Wtedy gospodarze wypracowali dwie okazje do zdobycia gola, jednak piłka po strzałach Bogdana Pruska i Piotra Czaka trafiała w słupek. - To musi się zemścić - prorokowali zawiedzeni kibice. I się nie pomylili. 15 minut przed przerwą ładnym strzałem z linii pola karnego popisał się najlepszy w zespole gości Marcin Kaczmarek. Najniższy na boisku lewoskrzydłowy Stasiaka nie dał szans zasłoniętemu bramkarzowi Łukaszowi Merdzie. - Wcale nie mierzyłem, tylko uderzyłem z całej siły - mówił później zadowolony strzelec. - Niestety, szybko stracona bramka ustawiła mecz. Zamiast walczyć o zwycięstwo, musieliśmy odrabiać straty - wyjaśniał Sławomir Cienciała, obrońca Podbeskidzia.

Zaraz po przerwie gospodarze wyrównali. Z rogu dośrodkował Prusek, a bramkarz Stasiaka Robert Gubiec wybił piłkę wprost pod nogi Mieczysława Agafona. Doświadczony pomocnik bez problemów wpakował ją do bramki. - W przerwie trener nie musiał nas mobilizować, sami to zrobiliśmy. Brak skuteczności nie pozwolił nam jednak odnieść zwycięstwa, na które liczyliśmy - mówił Agafon.

Trzy dobre okazje dla bielszczan zmarnował Łukasz Błasiak. 10 minut przed końcem trener Krzysztof Pawlak wymienił go na Abela Salamiego. Słabo grał tym razem Białorusin Andriej Szyło, który nosił opatrunek na złamanym palcu lewej ręki.

Goście byli zadowoleni z wyniku. - Remis jest sprawiedliwy. Wywiezienie punktu z boiska tak groźnego przeciwnika, jak Podbeskidzie, jest naszym sukcesem - podkreślał Marian Łaski, szkoleniowiec Stasiaka. W minorowym nastroju był za to trener Pawlak. - Stan boiska nie pozwalał na dobrą grę. Baliśmy się tego meczu. Dobrze, że zakończył się on remisem, bo pierwsi straciliśmy bramkę i musieliśmy gonić wynik. Bębenek został podbity bardzo wysoko. Chce powiedzieć, że nie mamy zaborczych ambicji. Chcemy jak najlepiej grać - wyjaśniał szkoleniowiec Podbeskidzia.





Podbeskidzie1 (0)
Stasiak KSZO1 (1)


STRZELCY BRAMEK

Podbeskidzie: Agafon (47.).

Stasiak: Kaczmarek (30.).



SKŁADY

Podbeskidzie: Merda - Cienciała, Piekarski, Bujok - Czak (40. B. Woźniak), Klaczka, Szyło (75. P. Woźniak), Agafon, Rączka - Błasiak (80. Salami), Prusek.

Stasiak: Gubiec - Mrózek, Czerbniak, Drąg (33. Wieprzęć) - Preis, Miklosik (68. Sojka), Sobczyński, Lenart Ż, Kaczmarek Ż - Podstawek (79. Bała), Maciejewski.

Widzów: 6 tys.

Janusz Mincewicz

Piast Gliwice - Arka Gdynia 1:0



W 74. min spotkania piłkarze Piasta przełamali złą passę i strzelili pierwszą tej wiosny bramkę, na dodatek dającą im zwycięstwo nad Arką Gdynia. Gospodarze wygrali w sobotę zasłużenie, choć sukces nie przyszedł łatwo. - Obu drużynom punkty są potrzebne jak rybie woda. Cały czas mieliśmy w podświadomości stawkę meczu i to mogło paraliżować - wyjaśniał obrońca Piasta Janusz Bodzioch. - Zwycięstwo dedykuję mojemu synowi, który kończy dziś 16 lat. Obiecałem mu to - dodał.

Mecz odbywał się przy tylko częściowo wypełnionych trybunach. To efekt kar nałożonych przez PZPN na gliwicki klub za awantury podczas derbowego meczu z Ruchem Chorzów. Liczba widzów została ograniczona do tysiąca, a pierwszeństwo wejścia na stadion mieli kibice z karnetami.

Trener Józef Dankowski z powodu kontuzji i kartek miał problem z ustawieniem drużyny. Postawił na tylko jednego napastnika i aż sześciu zawodników w środku pola. - Zdecydowałem się na takie ustawienie, żeby wykorzystać możliwości Michała Stolarza i Roberta Sierki - tłumaczył szkoleniowiec. - Ich zadaniem było wiązanie akcji w środku i uruchamianie Marcina Chyły zagraniami z głębi pola oraz wspieranie go w ofensywie.

Osamotniony w napadzie Chyła nie radził sobie jednak najlepiej. Był wyraźnie wolniejszy od obrońców Arki, a kiedy dochodził do sytuacji strzeleckich, marnował je. W 56. min, dobijając strzał Sierki z trzech metrów, strzelił nad poprzeczką. Parę minut później, po błędzie obrońcy Arki Mariusza Wronieckiego, Chyła znalazł się sam przed bramkarzem gości, ale nie opanował piłki. - Ten chłopak ma duży potencjał i na pewno jeszcze nieraz go pokaże - bronił zawodnika Dankowski.

Lepsze wrażenie od Chyły sprawiali wspierający go w atakach pomocnicy. W pierwszej połowie wejścia walecznego Sierki w pole karne Arki siały popłoch wśród obrońców. Już w 15. min zgubił przeciwników i strzelił tuż obok słupka bramki. Jeszcze przed przerwą, stojąc tyłem do bramki, przyjął piłkę, obrócił się i upadając na murawę, oddał strzał, ale Jarosław Krupski obronił. Bramkarz Arki w całym meczu bronił bardzo dobrze i uchronił swoich kolegów przed wyższą porażką.

Determinacja gospodarzy została nagrodzona na kwadrans przed końcem meczu. Po dośrodkowaniu Jarosława Zadylaka piłkę głową zgrał Jarosław Kaszowski, a Paweł Gamla mocnym strzałem posłał ją do siatki. - W pierwszych trzech meczach nie mogliśmy strzelić bramki, dzisiaj nam się wreszcie udało - cieszył się Gamla. - Teraz będziemy grali cztery mecze wyjazdowe, więc to zwycięstwo i trzy punkty były nam bardzo potrzebne - podkreślał.

Gdynianie mieli sporo pretensji do arbitra. Trener Piotr Mandrysz kilkakrotnie podbiegał do linii bocznej boiska, wyrażając swoje niezadowolenie z decyzji sędziego. Po kolejnych gwizdkach przerywających akcje Arki, również Robert Dymkowski rozkładał bezsilnie ręce i próbował dyskutować z arbitrem. Napastnik Arki nie zaimponował niczym specjalnym na boisku. - Nie mogę zaliczyć tego spotkania do udanych, ale ja żyję z podań. Jeżeli ich nie mam, jestem mało widoczny - wzdychał Dymkowski. Goście raz bardzo poważnie zagrozili bramce strzeżonej przez Jacka Gorczycę. Po dwójkowej akcji Marcina Pudysiaka i Karola Gregorka, ten ostatni z paru metrów główkował w słupek. - To nasze najsłabsze spotkanie w tej rundzie - narzekał Mandrysz.

W 83. min drugą żółtą kartkę otrzymał Krzysztof Kolasiński z Piasta. Goście nie potrafili jednak wykorzystać osłabienia rywali. - Teraz musimy grać lepiej i skuteczniej. Mam nadzieję, że wszystkie problemy, które ciągnęły się za nami, z tym zwycięstwem zostały zakończone - podsumował Dankowski.



Piast1 (0)
Arka0
Strzelec bramki

Gamla (74.)

Składy

Piast: Gorczyca - Kędziora, Bodzioch, Zadylak Ż - Kocyba (75. Gontarewicz Ż), Kaszowski, Kolasiński Ż, CZ, Gamla, Stolarz (90. Wilk), Sierka - Chyła.

Arka: Krupski - Jeziorski, Siara, Bednarz Ż, Woroniecki - Lines Ż (77. Ł. Kozłowski), Pudysiak (77. M. Kozłowski), Bartoszewicz, Ulanowski - Dymkowski (61. Aleksander), Gregorek.

Widzów: 1 tys.