Rozmowa z Lechem Jerzykiem, pomysłodawcą i organizatorem biegu "Szczecińska dwudziestka"

Przez 11 lat Jerzyk był głównym organizatorem i pomysłodawcą biegu "Szczecińska dwudziestka". Pomysł na jego organizację narodził się w gabinecie Urzędu Miejskiego ćwierć wieku temu.
W pierwszej edycji imprezy, w 1980 r., wystartowało 600 zawodników. Wśród kobiet zwyciężyła Lucyna Rokitowska z Katowic z czasem 1.22:00, a wśród mężczyzn Adam Jarosik z Tych z czasem 1.03:40. W roku 1984 ulicami miasta biegło aż 751 uczestników. Przyświecało im hasło: "Ruszaj się, bo zardzewiejesz".

W tym roku szczeciński bieg obchodzi jubileusz. Mimo że w ciągu pół wieku zmieniła się jego długość (od 2000 r. jest rozgrywany jako Półmaraton Gryfa), trasę przeniesiono w inne miejsce miasta (Wały Chrobrego) i zmieniono jego termin (zawsze rozgrywano go w ostatnią niedzielę maja, teraz 16 maja), nadal cieszy się dużą popularnością wśród sympatyków biegów w całym kraju.

Aleksandra Warska: Skąd wziął się pomysł, by w Szczecinie zorganizować bieg uliczny?

Lech Jerzyk, dyrektor klubu KS Stal Stocznia: Byłem wtedy kierownikiem wydziału kultury fizycznej, sportu i turystyki w ówczesnym Urzędzie Miejskim. Z moim kolegą Leszkiem Daszkiewiczem któregoś razu przeglądaliśmy kalendarze imprez biegowych w Polsce i zaczęliśmy się trochę wstydzić, że nasze miasto - sportowo zawsze gdzieś obecne na mapie kraju - nie ma biegu, który mógłby faktycznie je reklamować. Ponieważ sam biegałem, wiedziałem, że w Szczecinie jest wielu pasjonatów tego sportu, którzy nie mają gdzie startować. I wymyśliliśmy "Szczecińską dwudziestkę".

A jak obrano i wymierzono pierwszą trasę biegu?

- Naszym marzeniem było, żeby trasa biegła głównymi ulicami Szczecina. Jednak już wtedy były kłopoty z wyłączeniem z ruchu ulic. Ostatecznie zadecydowaliśmy, że trasa częściowo pójdzie przez miasto, a reszta przez tereny zielone. Pierwsza trasa zaczynała się przy Urzędzie Miejskim, dalej szła przez al. Wojska Polskiego, Zawadzkiego, Bezrzecze, Wołczkowo, Głębokie, a powrót był przez Lasek Arkoński na metę przy Urzędzie Miejskim. Pomogła nam szczecińska drogówka, która oddała do naszej dyspozycji radiowóz z takim bardzo szczegółowym licznikiem. Trasa miała dokładnie 20 km.

Nagle okazało się, że biegać chce kilkaset osób.

- Pierwsze biegi cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Udział w nich był po prostu modny. Bardzo byliśmy zaskoczeni taką frekwencją. Biegali zarówno ci dobrze przygotowani, jak i debiutanci. Przez pierwszych pięć edycji organizowaliśmy sam bieg główny, dopiero potem dołączyliśmy "Małą dwudziestkę" dla uczniów szkół podstawowych. Bywały lata, że w imprezie uczestniczyło ponad 2,5 tys. osób. Nigdy nie robiliśmy biegu dla wybitnych gwiazd, choć nie brakowało u nas utytułowanych zawodników, np. Jerzego Skarżyskiego, który potem sam przez kilka lat był dyrektorem biegu. Cieszyliśmy się popularnością. Nie mieliśmy nagród finansowych, tylko rzeczowe, ale za to jakie: telewizory, magnetofony. Udało nam się pozyskać dobrego jak na tamte czasy sponsora - firmę Pepsi. Były lata, że musieliśmy dorabiać numery startowe, bo było tak wielkie zainteresowanie.

Frekwencję zapewniało Wam też wojsko...

- Jednostka komandosów z Dziwnowa przyjeżdżała nawet dwoma-trzema autokarami. Udział w naszym biegu traktowali prestiżowo.

Ma Pan jakieś zabawne wspomnienia z organizacji biegów? Może były jakieś wpadki?

- W czasie jednego z biegów przydarzyła się niemiła sprawa. Uczestnicy podszywali się pod zwycięzców. Trzy dziewczynki z jednego z liceum szczecińskich wbiegły na metę. Dostały nagrody i dyplomy. Dopiero potem jedna z osób pracujących przy biegu powiedziała do nas: "Co wyście zrobili, przecież te dziewczynki wybiegły z jednej z bram na Jedności Narodowej". Musieliśmy odebrać im nagrody i przyznać prawdziwym zwycięzcom. Z powodu tego oszustwa miały potem nieprzyjemności w szkole.

Na jednym z biegów pojawił się Janusz Chomontek, który cała trasę przeszedł, podbijając piłkę.

W tym roku bieg odbędzie się już po raz 25. Od czterech lat rozgrywany jest jako Półmaraton Gryfa. To już zupełnie inne bieganie niż w latach 80.

- Teraz udało się to, o czym marzyliśmy - przenieśli całą trasę na ulice Szczecina. Od kiedy bieg był jedną z imprez Dni Morza, organizatorom było trudniej. Gdy dyrektorem biegu został Skarżyński, pojawiły się gwiazdy, wysyłano specjalne zaproszenia do znanych biegaczy. Ale cieszę się ze mamy następców i mam nadzieję, że bieg już na stałe wpisał się w kalendarz szczecińskich imprez. Ja jestem obecny na każdym.

Trening.

Tradycyjnie w najbliższą niedzielę odbędzie się trzeci już trening dla wszystkich, którzy chcą skorzystać z rad trenera, przygotowując się do przebiegnięcia szczecińskiego Półmaratonu Gryfa (16 maja). Spotkanie o godz. 11 przy kasach Arkonki.

Plan treningu na najbliższy tydzień nie zmienia się, czyli godzinny trening trzy-cztery razy w tygodniu dla osób początkujących nadal ma być połączeniem marszu i biegu. Postaraj się przebiec od 4 do 10 km. Po biegu koniecznie zmierz tętno. Optymalne to 130 uderzeń na minutę.

Trasy.

Przykładowe trasy treningowe dla lewobrzeżnej części Szczecina:

- Głębokie, pętla wokół jeziora, ok. 5,5 km

- Arkonka, trasa asfaltowa wokół kąpieliska, ok. 1,7 km

- od boiska Arkonii do ul. Miodowej, 1,5 km

- Jasne Błonia, pętla wokół platanów, 900 m

- trasa od pomnika Trzech Orłów na Jasnych Błoniach do zajezdni tramwajowej na Arkońskiej, ok. 2,5 km.