GKS Katowice - Widzew 2:0

Na trybunach stadionu w Katowicach usiadło wielu znany przed laty zawodników i trenerów. Mi.in związani kiedyś z Widzewem Władysław Żmuda (trener), Marek Koniarek, Jerzy Wijas. Wszyscy twierdzili, że w obecnym składzie GKS to chyba najsłabsza drużyna w lidze. - Na dodatek Dariusz Klytta jest w tak słabej formie, że Widzew będzie atakował na pustą bramkę - zapowiadał Koniarek. I miał rację, bo bramkarz gospodarzy kilka razy omal nie wrzucił sobie piłki do siatki. Miejscowi kibice każdą interwencję Klytty nagradzali owacją. To nie koniec słabych punktów GKS. Z powodu kartek nie mógł wystąpić najlepszy pomocnik Mirosław Widuch, a kontuzje wyeliminowały z gry dwóch innych podstawowych zawodników - Adama Bałę i Pawła Pęczaka. A mimo to Widzew powinien się cieszyć, że przegrał tylko 0:2. Dlaczego?

1.Wybij i przeszkadzaj

Taktyka Widzewa pod wodzą Jerzego Kasalika rozpoczyna się i kończy na przeszkadzaniu. Kiedy obrońcy mają piłkę, z ławki rezerwowych słychać krzyk: "wybij". Spokojne rozgrywanie akcji nie jest dobrze widziane. Nic dziwnego, bo motto szkoleniowca, to przeszkodzić, a w ataku może coś się uda strzelić. Może podobna taktyka sprawdzała się w II lidze, ale w ekstraklasie jest już bardzo anachroniczna.

Po drugie, w składzie Widzewa przeważają zawodnicy, którzy lepiej czują się w grze ofensywnej, a nie w przeszkadzaniu. Juliano, Bartosz Ława, Adam Cichon Sławomir Nazaruk, Lelo, Patryk Rachwał, Damian Seweryn lubią i - co najważniejsze - potrafią atakować. Tyle że żadna z drużyna nie będzie sobie dobrze radzić, kiedy obrońcy ustawieni są 30 m od bramki, a od pomocników dzieli ich co najmniej drugie tyle.

2.Ludzie i taktyka

W Katowicach fatalnie zagrali obrońcy - zwłaszcza Arkadiusz Kaliszan i Marcin Drajer. Obaj są wysokimi i ciężkimi zawodnikami, więc ich słabym punktem jest zwrotność. W sobotę ten mankament boleśnie obnażyli szybcy napastnicy GKS: Krzysztof Gajtkowski i Paweł Brożek. Chwilami aż żal było patrzeć, jak katowiczanie wręcz ośmieszali obu graczy. Brożek potrafił przebiec z piłką kilkadziesiąt metrów, mimo asysty Bruno i Kaliszana. Jak temu zaradzić? Mówi Władysław Żmuda, przed laty szkoleniowiec Widzewa: - Receptą jest ustawienie zespołu czwórką w obronie. Wtedy jak jeden da się ograć, to ma kto go asekurować. A jeśli już trener chce grać trójką w defensywie, to trzeba pilnować napastników indywidualnie, żeby uniemożliwić im przyjmowanie piłki. Niestety, Widzew robił coś zupełnie przeciwnego.

Kolejnym zarzutem wobec szkoleniowca jest upieranie się przy grze jednym napastnikiem. Oczywiście Jerzy Kasalik odpowiada zaraz, że tak naprawdę jego zespół atakuje trójką graczy. Tak zresztą mówił podczas pomeczowej konferencji prasowej w Katowicach. Na pytanie, dlaczego przegrywając, drużyna wciąż grała z jednym wysuniętym piłkarzem, trener odpowiadał, że to nieprawda, bo grała trzema! Na boisku wyglądało to tak, że osamotniony w taku Sławomir Nazaruk był bez szans w pojedynkach z czterema obrońcami, a mający mu pomagać Juliano i Ława musieli cofać się po piłkę w okolice linii środkowej. Kiedy udało im się zbliżyć w okolice pola karnego, nie mieli już sił na precyzyjne zakończenie akcji. A po drugie, grząskie boisko praktycznie uniemożliwiało grę kombinacyjną krótkimi podaniami.

Kiedy pod kierunkiem Kasalika Widzew grał dobrze w ataku? W spotkaniach z Polonią Warszawa, Górnikiem Zabrze i Górnikiem Polkowice. Wszystkie te mecze miały cechę wspólną - łódzka drużyna szybko traciła gola i musiała zmienić ustawienie. A że na boisku zwykle było przynajmniej dwóch nominalnych napastników, to piłkarze sami zmieniali styl gry.

4.Gdzie są napastnicy?

Po spotkaniu z GKS szkoleniowiec Widzewa narzekał, że nie ma w kadrze napastnika potrafiącego zdobywać gole. Zapomniał jednak, że jesienią był w klubie piłkarz zdolny zastąpić sprzedanego do Legii Piotra Włodarczyka. To Piotr Matys, który przebywał na boisku pół godziny, a mimo to zdążył strzelić bramkę dającą trzy punkty w Polkowicach. Jednak Matys musiał odejść, bo naraził się trenerowi. Kasalik nie wybaczył mu i zimą zawodnik odszedł do Górnika Łęczna. Szkoleniowiec twierdzi, że przyczyną rozwiązania kontraktu z Matysem były sprawy finansowe. Zaprzecza temu Andrzej Grajewski: - Piotr Matys był tanim zawodnikiem, ale nie chciał go szkoleniowiec.

W sobotę najbardziej wysuniętym zawodnikiem był Nazaruk, który nie radził sobie. Inna sprawa, że przy wysokich wrzutkach w pole karne był bez szans. A poza tym wydawało się, że boisko jest dla niego za krótkie, bo chyba czterokrotnie wybiegał z piłką poza linię końcową.

5.Tak dalej być nie może

Jeśli Widzew chce się utrzymać w ekstraklasie musi dojść do zmian. Piłkarze sprawiają bowiem wrażenie, jakby na boisko wychodzili za karę, a gra sprawiała im ból. Większość katowiczan miała mniejsze umiejętności od łodzian, ale pod względem zaangażowania oba zespoły dzieliła przepaść. Gracze GKS atakowali wślizgami, rzucali się pod nogi przeciwnikom. W Widzewie podobne walory demonstrowali tylko Rachwał i Jakub Rzeźniczak. Czyżby przyczyną była zła atmosfera w zespole?

Do meczu z Odrą Wodzisław pozostało pięć dni. Pod względem fizycznym zespół nie odbiega od rywali, ale zawodnikom brak radości, a chwilami nawet chęci. Potrzebny jest więc wstrząs. Skoro nie można wymienić drużyny, może trzeba zastanowić się nad wymianą trenera.

6.Dobrze, że państwo tego nie widzieli

Po kilku minutach meczu wydawało się, że Widzew wygra spokojnie i wysoko. Ale już w 9 min Brożek wyszedł sam na sam z bramkarzem i nie dał szans Norbertowi Tyrajskiemu. Później przewagę miał Widzew, ale jego piłkarze nie potrafili trafić w bramkę. A okazji nie brakowało. Za to rywale już po kwadransie grali na czas. Co prawda gola zdobył Rafał Pawlak, ale arbiter dopatrzył się spalonego. W pierwszej połowie kontuzji doznał Bruno (wybity bark) i nie wiadomo, czybędzie mógł zagrać w sobotę.

Druga połowa to chaotyczne ataki Widzewa i kontry gospodarzy. GKS powinien zdobyć jeszcze przynajmniej trzy gole. Zdobył jednego, ale prawdopodobnie nikt nie wie, czy został uznany słusznie. Admir Adżem kopnął z rzutu wolnego z 30 m, Tyrajski próbował łapać lecącą prosto na niego piłkę, która jednak wypadła mu z rąk. Łódzki bramkarz wybił ją, ale sędzia boczny - stojący zresztą kilkanaście metrów od linii końcowej - uznał, że piłka przekroczyła linię bramkową. Wcześniej słabo prowadzący mecz Mirosław Ryszka nie podyktował rzutu karnego za faul Klytty na Sewerynie.

Strzelcy

Katowice: Brożek (9. po podaniu Gajtkowskiego), Adżem (66. z rzutu wolnego).

Katowice: Klytta - Sadzawicki, Adamczyk, Markowski, Adżem - Fonfara Ż (86. Krauze), Owczarek Ż, Muszalik, Kęska - Brożek (76. Pluta), Gajtkowski (88. Kroczek).

Widzew: Tyrajski - Kaliszan Ż, Bruno (32. Cichon), Drajer Ż (62. Lelo) - Pawlak, Rzeźniczak Ż, Rachwał, Seweryn (79. Becalik) - Juliano, Ława Ż - Nazaruk.

Sędzia: Mirosław Ryszka (Warszawa).

Widzów: 4,5 tys.

Czy trener Kasalik powinien odejść?