"Czuję się jak w obozie koncentracyjnym!"

Ryszard Wolny staje przed ostatnią szansą wywalczenia kwalifikacji do Igrzysk Olimpijskich w Atenach. O przepustkę będzie walczył w czasie turnieju w Uzbekistanie. Jeżeli próba się powiedzie, zapaśnik Unii Racibórz dołączy do grona najbardziej utytułowanych polskich sportowców, którzy startowali w igrzyskach aż pięć razy!
Zapaśnik Unii Racibórz staje przed ostatnią szansą wywalczenia kwalifikacji do Igrzysk Olimpijskich w Atenach. O przepustkę będzie walczył w czasie turnieju w Uzbekistanie. Jeżeli próba się powiedzie, zapaśnik Unii Racibórz dołączy do grona najbardziej utytułowanych polskich sportowców, którzy startowali w igrzyskach aż pięć razy!

Wojciech Todur: Przed Panem jeden z najważniejszych startów w życiu.

Ryszard Wolny: Powoli czuję narastającą presję. Od jednego turnieju, może od jednej walki będzie zależeć wszystko. Mimo zdenerwowania wierzę, że będzie dobrze. Ostatnie dni przed wyjazdem do Uzbekistanu spędziłem na zgrupowaniu w Spale. Szukałem świeżości.

Wcześniej zmarnował Pan dwie szanse na wywalczenie przepustki do igrzysk w Atenach. Jakie błędy popełnił Pan w czasie mistrzostw świata we Francji w i turnieju kwalifikacyjnego w Serbii?

- We Francji nie mogło być dobrze, bo byłem kontuzjowany. Ze złamanymi żebrami naprawdę walczy się ciężko. Do turnieju w Serbii przygotowywałem się bardzo solidnie. Potem okazało się, że nawet za solidnie. Dwa ciężkie zgrupowania we Francji i w Zakopanem zabrały mi wiele sił. W czasie startu czułem się przemęczony. Brakowało mi błysku, szybkości. Teraz staram się uniknąć tych błędów.

Kilku rywali startujących w Pana kategorii wagowej jest już pewnych startu na olimpiadzie. O kwalifikację podczas turnieju w Taszkiencie powinno być chyba łatwiej?

- Kilku awansowało, ale kilku nadal żyje w niepewności jak ja. Moja kategoria wagowa [66 kg - przyp.red] jest naprawdę mocno obsadzona. Nie brakuje w niej utalentowanych zawodników.

Z moich obserwacji wynika, że w Taszkiencie wystartuje jeszcze przynajmniej sześciu groźnych zawodników. Według mnie każdy z nich będzie miał w Atenach szanse na medal. Awansuje tylko czterech, a nie można też wykluczyć niespodzianek. Łatwo nie będzie.

Gdyby nie udało się awansować, to byłby koniec legendy. Wybiega Pan tak daleko w przyszłość? Widzi się Pan dzień po przegranej walce?

- Nie! Czarne myśli staram się odegnać jak najdalej. Nie mam nawet koszmarnych snów (śmiech). Wierzę, że będzie dobrze. Musi być dobrze.

Jak się Pan czuje fizycznie? Żadne kontuzje Panu nie doskwierają?

- Fizycznie jest OK. Najbardziej doskwiera mi ciągłe zbijanie wagi. Od trzech miesięcy jestem na diecie, chodzę cały podenerwowany. Nie ukrywam, lubię sobie pojeść, a tak czuję się, jakbym był w jakimś obozie koncentracyjnym. Ale trudno. Wytrzymam.

Jak wygląda menu zapaśnika na diecie?

- Nie ma czego zazdrościć. Na obiad głównie surówki, gotowane mięso. Mało tego i też nie najsmaczniejsze. Na kolację serek i wędlinka. Ale żeby nie było tak dobrze, to bez chleba. Marzę już o normalnym obiedzie (śmiech).

Jeżeli w Taszkiencie zdobędzie Pan kwalifikację do igrzysk, będzie to dla Pana już piąty start olimpijski. Dołączy Pan do grona najbardziej utytułowanych polskich sportowców.

- Nigdy z nikim się nie ścigałem. Nie pobijałem statystycznych i papierowych rekordów. To nie w moim stylu. Dla mnie liczy się to co tu i teraz. Ale fakt, wizja piątego olimpijskiego startu jest bardzo podniecająca. Każdemu sportowcowi życzę, żeby chociaż raz w życiu doświadczył tego uczucia, a ja mam taką szansę już po raz piąty. Jestem chyba szczęściarzem.

Skąd Pan czerpie motywację, żeby nadal walczyć, zamęczać organizm wyczerpującymi treningami?

- Cały czas sprawia mi to radość. Przez całą karierę byłem w czołówce swojej kategorii wagowej. Czuję, że stać mnie jeszcze na wiele. Postaram się to udowodnić najpierw w Taszkiencie, a potem w Atenach.

Ryszard Wolny

Ma 35 lat. Zapaśnik Miejskiego Klubu Zapaśniczego Unia Racibórz. Jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w historii polskich zapasów. Sukcesy: mistrz olimpijski z Atlanty (1996 r.), mistrz Europy (89 r.), dwukrotny wicemistrz Europy (95 i 99 r.), brązowy medalista ME (90 r.), brązowy medalista mistrzostw świata (90 r.), dwukrotny mistrz Europy juniorów (87, 88 r.), trzeci zawodnik młodzieżowych MŚ (89 r.). Czterokrotny olimpijczyk: Seul (88 r.), Barcelona (92 r.), Atlanta (96 r.), Sydney (2000 r.).





Najwięcej startów w igrzyskach

6 - Jerzy Pawłowski (szermierka), Adam Smelczyński (strzelectwo)

5 - Irena Szewińska (lekkoatletyka), Czesław Kwieciński (zapasy), Janusz Sidło (lekkoatletyka), Józef Zapędzki (strzelectwo).

opr. tod