Koszykówka: Rozmowa z kapitanem Tytana Januszem Sośniakiem

Gdybyśmy wcześniej chociaż w jednym z przegranych meczów mieli odrobinę szczęścia, to dzisiaj na pewno bylibyśmy w ósemce - mówi Janusz Sośniak, kapitan koszykarskiej drużyny Tytana, która ma za sobą siedem kolejno wygranych spotkań w I lidze, ale tylko teoretyczne szanse na walkę w play off
Piotr Toborek: Nawet gdy przegrywaliście mecz za meczem, wszyscy w klubie, także Ty, mówili, że będziecie jeszcze wygrywać. Nikt chyba nie spodziewał się takiej serii zwycięstw.

Janusz Sośniak: Ja liczyłem, że zaczniemy wygrywać nawet wcześniej, niż to się stało, bo wierzyłem, że ogramy Legię. Zaczęliśmy jednak grać naprawdę dobrze dopiero po tym meczu. Szczerzę przyznaję jednak, że aż takiej serii zwycięstw się nie spodziewałem. W jakiś sposób ta passa rekompensuje nam te wcześniejsze porażki w środkowej, jesiennej części rozgrywek, kiedy przegraliśmy u siebie z Rudą Śląska, Zastalem czy Kotwicą. Myślę jednak o tym, że gdybyśmy wygrali chociaż jeden z tamtych meczów, mielibyśmy teraz pewne miejsce w ósemce.

Szczególnie cenne jest pokonanie w Kołobrzegu Kotwicy, gdzie ostatnią kwartę wygraliście aż 27:8.

- Ten mecz tak się dziwnie układał. Zaczęliśmy bardzo dobrze, ale potem rozegrał się Sylwester Walczuk. To moim zdaniem świetny gracz. Podwajaliśmy go, potrajaliśmy, a on i tak trafiał z każdej pozycji. Jednak w czwartej kwarcie oni nie mieli nic do powiedzenia, to była demolka. Rafał Motyl dawał i odbierał, a rywale stali bezradnie i tylko patrzyli. Nie było wśród nich zawodnika, który mógłby wziąć na siebie ciężar gry. U nas rozsądnie rozgrywał Piotrek Trepka, oprócz Motyla trafiali także Tomek Nogalski i Sławek Woldan.

Czy w takiej formie jesteście w stanie w najbliższą sobotę pokonać Turów Zgorzelec?

- Myślę, że stać nas na to. Przede wszystkim rywale zaczęli się nas bać. Zresztą myśmy już w Turowie podjęli walkę. Prowadziliśmy przez trzy kwarty i oni byli mocno wystraszeni. Do Zgorzelca dołączył co prawda Mirosław Łopatka, jest nowy trener, ale zapewniam, że nie będzie im łatwo. Postaramy się zrobić wszystko, żeby podtrzymać tę passę zwycięstw. Może dałoby nam to miejsce w ósemce, a bardzo byśmy chcieli. Utrzymanie już praktycznie mamy zapewnione, ale przydałoby się, abyśmy mogli grać dalej. Przede wszystkim dla naszych kibiców - powstał przecież u nas klub kibica z bębnami, flagami, czego nigdy nie było - i dla sponsorów.

Przemysław Migała w rozmowie z "Gazetą" stwierdził, że w tym składzie powinniście zająć miejsce w czołowej szóstce ligi. Jak Ty to oceniasz?

- Nie chce mówić o "szóstce", bo do tego potrzeba by trochę szczęścia, ale na "ósemkę" stać nas na pewno i powinniśmy w niej być. Przyznam, że przed sezonem miałem obawy, czy nas na to stać, ale przekonałem się, że tak. Brakło nam trochę szczęścia, przegraliśmy przecież kilka meczów minimalną różnicą, może terminarz też nie był najlepszy, bo gdy byliśmy w słabej formie, graliśmy mecze u siebie i ponieśliśmy straty, które ciężko odrobić.