Wisła Płock - Warszawianka 35:23 (17:13)

Nafciarze w ostatnim meczu rundy zasadniczej łatwo uporali się z Warszawianką. Słaba postawa ekipy ze stolicy zaskoczyła trochę zawodników Wisły, którzy spodziewali się trudniejszego meczu.
W sobotę odbyły się ostatnie mecze drugiej rundy. Po nich nastąpił podział zespołów na dwie szóstki. Pierwsza będzie walczyła o medale, druga o utrzymanie w lidze. Wisła zapewniła sobie pozycję lidera. To dość ważne przed decydującą o medalach batalią. A to dlatego że lider w ostatnim meczu sezonu podejmuje drugą drużynę po rundach zasadniczych we własnej hali. W tym pojedynku Wisła zmierzy się z Vive. I wszystko wskazuje na to, że będzie to mecz o mistrzostwo Polski. Oczywiście pod warunkiem że żadna z drużyn nie zgubi punktów w innych meczach. Atut własnej hali daje pewną przewagę nad rywalem.

Pojedynek z Warszawianką mógł to jeszcze zmienić. Dlatego płoccy zawodnicy spodziewali się ciężkiej przeprawy. Zwłaszcza że w Wiśle nie mógł wystąpić Damian Wleklak, który ma kontuzję prawej ręki. - Był to niezły mecz walki - ocenił spotkanie "Zdechły". - Jestem zadowolony z tego, że koledzy walczyli w obronie. W ataku dobrze zaprezentował się Łukasz Szczucki. Nasza wysoka wygrana to pozytywny sygnał na następne mecze. Obawiałem się, że dzisiaj będzie trochę trudniej.

Jakby mało było absencji Wleklaka, to na początku meczu na parkiet padł Michał Zołoteńko. "Złoty" zszedł z parkietu, trzymając się za plecy, i już nie zagrał. Na lewej połówce zastąpił go najpierw Marek Witkowski, a później Łukasz Szczucki. Popularny "Bociek" zagrał dobrze. Popisał się kilkoma świetnymi rzutami. Prawdziwy aplauz wywołał na trybunach na trzy sekundy przed końcem pierwszej połowy, gdy idealnie wpakował piłkę w okienko bramki Warszawianki. - Nie da się ukryć, że po raz pierwszy zdobyłem siedem bramek dla Wisły. Ale też po raz pierwszy dostałem szansę gry na lewej połówce i myślę, że ją wykorzystałem - mówił po meczu Szczucki. - Jestem bardzo zmęczony i bardzo szczęśliwy. Mogę być po każdym meczu jeszcze bardziej zmęczony, ale żeby były takie wyniki, jak dzisiaj. Przed meczem byłem dobrej myśli. Cieszę się z tego, że potrafiliśmy się skoncentrować w tym ostatnim meczu rundy zasadniczej. Od początku postawiliśmy Warszawiance twarde warunki w obronie.

Warszawianka trzymała się jeszcze w pierwszej połowie. Co prawda nafciarze odskoczyli kilka razy nawet na pięć bramek, ale jakoś nie udawało im się powiększyć przewagi. Zasługa w tym najlepszego w stołecznej drużynie bramkarza Sebstiana Suchowicza, który kilka razy bronił rzuty z pozycji sam na sam. Pod koniec pierwszej część Warszawianka zniwelowała prowadzenie gospodarzy do trzech bramek. I wydawało się, że wszystko jest w tym meczu jeszcze możliwe. Jednak w drugiej połowie nafciarze całkowicie zdemolowali gości. Już w 35. min wygrywali 22:14. Jasne się stało, że Wisła tego meczu na pewno nie przegra. W 49. min podopieczni Bogdana Kowalczyka prowadzili już 10 bramkami (29:19).

Wisła Płock - Warszawianka 35:23 (17:13)

Wisła: Marszałek, Góral - Niedzielski 3 (1 z karnego), Titov 2, Witkowski, Paluch 6, Wiśniewski 8, Kuptel 4, Wuszter 4 (3 z karnych), Zołoteńko, Szczucki 7, Jankowski 1, Twardo.

Warszawianka: Suchowicz - Anuszewski 2, Czertowicz 1, Kłosowski 1, Matysik 5, Przybylski, Korus 3, Diegtiarow, Pepliński, Waśko 2, Obrusiewicz 9 (4 z karnych).

Kary: po 14 min.

Sędziowali: Piotr Brenk (Gniezno) i Piotr Chudzicki (Poznań).

Widzów: ok. 650.