Próba generalna przed ligą: Lech Poznań - Wisła Kraków 1:2

Kilka znakomitych akcji, dwie bramki Macieja Żurawskiego, zwody Kalu Uche i Edno, dobra szybkość wszystkich zawodników, ale też błędy w obronie - taki był pierwszy i ostatni poważny sparing Wisły z ligowym rywalem przed startem rundy rewanżowej.
Jak na sparing, który był płatny (10 zł za bilet), obejrzało go całkiem sporo widzów - 3500. Kibice zdrowo przemarzli, a emocje sparingowego meczu też nikogo nie rozgrzały, bo było ich zbyt mało.

Wisła w bieli

Piłkarze wyszli na murawę w nietypowych strojach: Wisła w nieskazitelnej bieli, a Lech - w czerni i granacie. Pierwszą parę wychodzącą na murawę stanowili przyjaciele: Piotr Reiss i Maciej Żurawski. Zapowiadało się nieźle, bo gdy po 30 sekundach gry Reiss zaatakował bawiącego się piłką bramkarza Radosława Majdana, kibice się ożywili. Gol jednak nie padł, za to po chwili Iheanacho Kelechi dwukrotnie przedarł się przez poznańską obronę, wyprzedzając defensorów Lecha o kilka długości. Rafał Lasocki miał z nim poważne problemy.

Wisła zresztą w ogóle sprawiała wrażenie szybszej i bardziej mobilnej drużyny. Gol jej się należał, choć może nie ten z 6. min, którego strzelił Maciej Żurawski. Gdy dostawał bowiem podanie od Mariusza Kukiełki, był prawdopodobnie na spalonym.

Edno niczym Zidane

Lech mógł dość szybko wyrównać, ale ani Reiss, ani Łukasz Madej w dogodnych sytuacjach nie trafili w bramkę. Potem nastąpił okres bardzo wyraźnej przewagi Wisły, która docisnęła Lecha i zastosowała pressing. Szczególnie groźni byli cudzoziemcy - Kalu Uche dwukrotnie strzelał na bramkę Lecha, a raz lobował bramkarza Waldemara Piątka. Piątek popisał się, broniąc nie tylko strzały Uche, ale i Mauro Cantoro. Argentyńczyk prawdopodobnie zapomniał, że na północnej półkuli w marcu jest dość zimno, i na mecz wybiegł w koszulce z krótkim rękawem.

Kwadrans przed przerwą, po błędzie obrony Wisły, piłkę przechwycił Michał Goliński, znakomicie podał do Madeja, potem piłkę dostał Reiss, ale nie trafił do pustej bramki.

Wisła też była bliska zdobycia drugiego gola. Po koronkowej akcji świetnie zagrał Brazylijczyk Edno, który wymanewrował poznańską obronę zwodem a la Zinedine Zidane. Piłkarz ten sprawiał zresztą bardzo dobre wrażenie i wiosną zapewne jeszcze nieraz przyda się Wiśle.

Zwody Kalu

W drugiej połowie lechici - zwłaszcza Madej i Goliński - grali lepiej. "Kolejorz" mógł szybko zdobyć bramkę, ale Rafał Grzelak przegrał w sytuacji sam na sam z Majdanem, a potem Reiss strzelił niecelnie. Padł za to gol dla Wisły, i to po koncertowej akcji Kalu Uche. Nigeryjczyk kilkoma niesamowitymi zwodami niemal "wkręcił" w trawę Lasockiego, wyłożył piłkę Żurawskiemu i było 0:2.

Lechici strzelili za to gola po akcji sprytnej, bazującej na tym, że przy wrzucie piłki z autu nie ma spalonego. Dzięki temu Piotr Świerczewski szybko znalazł się pod bramką Majdana, ładnie wyłożył piłkę Golińskiemu, który ustalił wynik meczu.

Lech Poznań1 (0)
Wisła Kraków2 (1)
Bramki: 0:1 Żurawski (6. min), 0:2 Żurawski (66.), 1:2 Michał Goliński (81.)

Lech: Piątek (46. Kotorowski) - Kaczorowski, Wójcik, Mowlik, Lasocki (76. Telichowski) - Grzelak, Piskuła (46. Nawrocik), Scherfchen (46. Świerczewski), Madej - Michał Goliński, Reiss.

Wisła: Majdan - Baszczyński, Kłos, Kowalczyk, Mijailović - Uche (76. Ekwueme), Kukiełka, Cantoro (67. Strąk), Edno (67. Piotr Brożek) - Żurawski, Kelechi (67. Szałęga).

Maciej Żurawski dla "Gazety"

Pokonaliśmy Lecha, ale wcale to nie oznacza, że jesteśmy już w formie ligowej. Przecież dopiero drugi mecz graliśmy w pełnym składzie. Cały czas szwankuje zgranie. Owszem, przeprowadziliśmy kilka składnych akcji, ale nie jest to jeszcze dyspozycja, na jaką liczymy. Strzeliłem dwa gole. Spora w nich zasługa asyst Kalu Uche i Mariusza Kukiełki. Generalnie cieszę się, że rozegraliśmy ten mecz. Przyszło sporo kibiców, była świetna atmosfera. Z Lechem gra nam się ostatnio dobrze, gdyż zarówno oni, jak i my prezentujemy ofensywny futbol. Lechici też stworzyli sporo sytuacji podbramkowych, ale nie potrafili ich wykorzystać.