Rozmowa z trenerem koszykarzy Unii-Wisły Mariuszem Karolem

KOSZYKÓWKA - Uważam, że droga do zwycięstwa może prowadzić przez zatrzymanie jednego bądź dwóch koszykarzy. Dlatego też chciałbym jak najbardziej utrudnić w tym meczu życie Greerowi albo Wójcikowi - mówi trener Unii-Wisły Mariusz Karol
Andrzej Jaworski: "Śląsk gra, jak gra. Głównie są to dwaj aktorzy: Greer i Wójcik, a całą euforyczną otoczkę zapewniają Idei redaktorzy, którzy komentują mecze tego zespołu w Eurolidze". Wie Pan, kto to powiedział?

Mariusz Karol: Nie wiem... [śmiech]. Przyznaję, ja to powiedziałem.

Podtrzymuje Pan to?

- Nie. Chciałbym podkreślić, że nigdy w swoich wypowiedziach nie chcę nikogo obrażać ani umniejszać czyichś zasług. Sens tej wypowiedzi miał być taki, że gra zespołu w głównej mierze opiera się na Wójciku i Greerze. To liderzy Śląska. Od początku sezonu jednak bardzo dobrze, jak za najlepszych lat, gra Dominik Tomczyk, w ostatnich tygodniach dochodzi do formy Maciej Zieliński, który pierwsze mecze miał kiepskie z wiadomych przyczyn - nie przygotowywał się do sezonu. Z każdym spotkaniem lepiej gra również Randle. Słabiej może spisuje się teraz Tein, ale to bardzo ważny koszykarz. Dziś bym zatem może inaczej to ujął, choć muszę przyznać, że komentatorzy czasami trochę przesadzali podczas spotkań Śląska w Eurolidze. Zresztą sam na ten temat z nimi rozmawiałem. W żaden sposób nie chcę jednak umniejszać wyników zespołu w tych rozgrywkach. Zagrali fantastycznie, na najwyższym poziomie.

Jeszcze raz podkreślam - w życiu nigdy nikogo nie chciałem obrazić, cenię wszystkich koszykarzy, nawet Radka Hyżego. Może nie podobać mi się jego styl gry, a cenię go jako zawodnika i jako człowieka. Nie chcę i nie mogę o nikim mówić źle, zresztą jako trener mogę się później spotkać z jakimiś zawodnikami w jednym zespole. I co? Później miałbym słyszeć, że kogoś obraziłem? Naprawdę nie miałem niczego złego na myśli.

A jakby Pan zareagował na takie stwierdzenie: Unia gra jak gra, głównie to są dwaj aktorzy - Ansley i Hughes?

- Że dokładnie to samo można by stwierdzić o Anwilu, który gra jak gra, a głównie liczy się tam Skele, albo o Prokomie, który gra to, co wyjdzie Jagodnikowi. Tyle że w żadnym zespole nie ma sytuacji, w której gwiazdy mogłyby funkcjonować bez ludzi od czarnej roboty, i odwrotnie. Każdy, kto twierdzi, że wszystko w drużynie zależy od tego, co wyjdzie jednemu lub drugiemu koszykarzowi, nie ma racji.

Wie Pan, jak wygrać ze Śląskiem?

- Oczywiście.

Czyli?

- Nie mogę powiedzieć przed meczem, bo nawet jakbym odsłonił chociażby małą kartę, to osłabiłoby nasze szanse. Trudno zatem, abym teraz coś zdradzał. Mogę jednak powiedzieć, że mam inne podejście niż trenerzy, którzy przed każdym meczem nastawiają się na grę przeciwko całej drużynie. Uważam, że droga do zwycięstwa może prowadzić również przez zatrzymanie jednego bądź dwóch koszykarzy. Dlatego też chciałbym jak najbardziej utrudnić w tym meczu życie Greerowi albo Wójcikowi.

O co gra Unia-Wisła?

- Przed sezonem było założenie, że jeżeli wystartujemy, to mamy grać o ósemkę. To był cel, a ja zawsze wolę grać o coś, niż np. tylko o utrzymanie. Jak ktoś mi mówi, że mam grać tylko o utrzymanie, to uważam, że to bez sensu. W sytuacji bowiem, gdy cel jest minimalny, kto będzie chciał przychodzić na mecze? A jako trener chcę walczyć o mistrzostwo Polski. Rozumiem, że są inne zespoły, ale jako trener nie mogę sobie stawiać innego celu. Zresztą w tym roku tak został ułożony regulamin, że po pierwszej części rozgrywek na mistrzostwo wciąż mają szansę wszyscy. Ta furtka obejmuje nawet najsłabszych.

Jakby Pan wytłumaczył wpadkę przed tygodniem w Lublinie?

- Dużo o tym myślałem i czuję się winny tej porażki. Mam moralnego kaca. Z całym szacunkiem dla zespołu z Lublina, który zwłaszcza we własnej hali jest mocny, uważam, że mogłem poprowadzić zespół do zwycięstwa.

Wystarczyło zmobilizować zespół?

- Tu nawet nie chodzi o mobilizację, bo gdyby zespół był w ogóle niezmobilizowany, to różnica i tak powinna wynieść 20 punktów dla nas. Widząc, że źle się dzieje, powinienem był zadziałać. Tu nawet nie chodzi o stratę punktów czy fakt, że coś tam się od nas oddaliło, bo nawet jakbyśmy wygrali jednym punktem, to czułbym się źle. W pewnym momentach nie chodzi bowiem o zwycięstwa, które są ważne dla prasy, działaczy, ale również o styl. A to już moja działka.

Mecz zostanie rozegrany w Tarnowie, a nie Krakowie. Czy dla obu drużyn to będzie spotkanie w obcej hali?

- Nie można tego tak nazwać. Liczyliśmy się przed sezonem, że niektóre mecze zostaną rozegrane w Tarnowie. Jakbyśmy zostali wywiezieni do Łodzi czy na drugi koniec Polski, wówczas mógłbym powiedzieć, że to problem. A tak wolałbym, aby to był problem dla Śląska. Uważam, że będzie ciekawy mecz.