Niepowodzenia saneczkarzy naturalnych ze Szczyrku

Dla Damiana Waniczka i Andrzeja Laszczaka, saneczkarskiej dwójki ze Szczyrku, był to najsłabszy od kilku lat sezon
Jedyni obok Adama Małysza polscy sportowcy, którzy zdobyli "Kryształową Kulę" za zwycięstwo w Pucharze Świata w konkurencji zimowej [w sezonie 2001/2002 - przyp. red.], nie będą mile wspominać zakończonego sezonu. Polacy tym razem zajęli dopiero czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej PŚ. Puchar zdobyli Rosjanie Paweł Porszniew i Iwan Łazarew.

Laszczak i Waniczek na treningach uzyskiwali często najlepsze wyniki, ale w zawodach nie potrafili już jeździć tak dobrze. - To dla nich na pewno jeden z najgorszych sezonów od kilku lat - podkreśla Paweł Jędrzejko, trener kadry.

Z sześciu zawodów PŚ na torach naturalnych polska dwójka dobrze wypadła tylko w kanadyjskim Grand Prarie i w Triesenbergu (Liechtenstein), gdzie jedyny raz w tym sezonie zdołała wygrać. Podczas innych występów było dużo gorzej. We włoskim Olang Polacy popełnili sporo błędów już na pierwszym wirażu i zajęli dopiero piąte miejsce. Prawdziwą katastrofą okazał się jednak wyjazd do Moskwy. - Złamaliśmy podczas treningu sanki i musieliśmy zrezygnować z występu w zawodach - mówi Waniczek.

Słabe występy w PŚ Polacy mieli zamiar zrekompensować sobie na mistrzostwach Europy. Występ w austriackim Huettau także okazał się niewypałem, bo nasi zawodnicy zajęli dopiero siódme miejsce, a przecież jeszcze na oficjalnych treningach byli najlepsi i według uznanego portalu saneczkarskiego (www.naturbahnrodeln.com) byli głównymi faworytami zawodów. - Problem prawdopodobnie tkwi w psychice chłopaków, którzy czują presję wyniku. Po dwóch dobrych sezonach wiedzą, że wszyscy liczą na ich medale - tłumaczy trener Jędrzejko.

Polscy saneczkarze musieli w tym sezonie zrezygnować ze względów finansowych z pomocy psychologa. - Trudno nam znaleźć przyczynę słabszych występów. Może właśnie ten brak psychologa... Ale na to potrzeba dokładniejszej analizy - zastanawia się Waniczek. - Na cały sezon mamy budżet 110 tys. zł, a same bilety do Moskwy kosztowały nas 15 tys. zł. Z wielu rzeczy musimy po prostu rezygnować, bo nas na nie nie stać. Wiele osób w środowisku zarzuca mi, że pierwsze zgrupowanie zorganizowałem dopiero po pół roku od mojej nominacji, ale mało kto wie, że po prostu nie było na nie pieniędzy. My już dzisiaj wiemy, że na grudniowe występy w następnym sezonie zabraknie pieniędzy i trzeba będzie jakoś kombinować. Cokolwiek to znaczy... - podkreśla Jędrzejko.