Zimowe Igrzyska Polonijne na Podbeskidziu: dzień trzeci

Wielu Polonusów pierwszy raz w życiu trzymało we wtorek w rękach łuk. - Nie zdecydowaliśmy się na biatlon z bronią palną, bo mogłaby się wydarzyć jakaś tragedia, a tak zabawa jest całkiem niezła - uśmiechał się Andrzej Wąsowicz, współorganizator igrzysk
Zawody na Kubalonce zdominowali zawodnicy zza wschodniej granicy, którzy zwyciężyli we wszystkich prawie kategoriach. - Ludzie Wschodu zawsze byli bardzo ambitni, a w zimowych sportach często odnoszą sukcesy - podkreślał Wąsowicz. - My ambitni?! To Białorusini biorą wszystko na poważnie! - żartowali zawodnicy z Litwu. - Da! My lubimy i biegać, i strzelać - odpowiadali Białorusini.

Z Litwy w Beskidy dotarła nawet szkolna drużyna z Grodna pod opieką trenera Mariana Kaczanowskiego, który sam też startował w zawodach. - Jestem nauczycielem wychowania fizycznego w szkole. Mieliśmy dylemat, bo na zawody chcieli pojechać wszyscy uczniowie. Trzeba było tłumaczyć, że w igrzyskach mogą wziąć udział tylko zawodnicy z polskimi korzeniami - mówił Kaczanowski. - Pierwszy raz jestem w górach, tu jest pięknie - opowiadał 16-letni Aleksander Gonczaruk z Białorusi, który nigdy wcześniej nie jeździł na nartach. Co ciekawe, okazało się, że jest on sąsiadem hokeisty Jurija Czukha, który grał kiedyś w GKS Katowice. - Pamiętacie go jeszcze? Hokeistów to mamy lepszych, ale piłkę nożną to macie dobrą - uśmiechał się chłopak.

Większość zawodników potraktowała zawody jak dobrą zabawę. - Najważniejsza jest integracja Polonii, ale na nią przychodzi czas wieczorami. Najpierw trzeba zażyć trochę sportu - śmiał się Wąsowicz. - Po takim biegu ręce drżą i trudno z łuku trafić do tarczy. Mimo że to tylko dziesięć metrów, to jednak nie jest łatwo wycelować - tłumaczyli czescy zawodnicy, pocąc się przy naciąganiu cięciwy łuku. Biatloniści mieli do pokonania około kilometra trasy, dwukrotnie przy tym strzelając. - Każdy łuk powinien być dostosowany do zawodnika. Inaczej nie ma mowy o jakichś dobrych wynikach. Jednemu spasuje, a drugiemu nie - pouczał 62-letni Antoni Lipowski z czeskiego Jablonkova, który o igrzyskach dowiedział się z gazety polonijnej "Głos Ludu". - Na igrzyska przyjechałem z dwoma synami. Czuję się Polakiem, bo tutaj się urodziłem, no ale potem historia zatoczyła dziwny krąg i okazało się, że mieszkam w Czechach - mówił Lipowski, który na co dzień jest dyrektorem szkoły średniej w Jablonkovie.

Hitem igrzysk będzie dzisiejsza pokazowa konkurencja zjazdu narciarskiego, w którym udział wezmą znani polscy olimpijczycy, m.in. Andrzej Supron, Jerzy Kulej, Zygmunt Smalcerz, Marek Łbik czy Jerzy Kaczmarek. Początek o godz. 10 w Szczyrku.