Co z sekcją wodniacką KKS Warmia?

Nie zamierzamy się wyprowadzać z przystani - mówi twardo Wojciech Linow, prezes KKS Warmia. - Czekamy na decyzję na piśmie. Nie wykluczone, że pójdziemy i do sądu
Przedstawiciele Kolejowego Klubu Sportowego Warmia usłyszeli od Czesława Małkowskiego, prezydenta Olsztyna, że mają dwa miesiące, by zabrać z przystani nad jeziorem Ukiel cały swój dobytek. Zabudowania są co prawda ich, ale stoją na terenie, który należy do miasta. Zgodnie więc z Ustawą o gruntach obiekty Warmii należą do właściciela terenu. Wychodzi więc na to, że miasto ma prawo żądać od Warmii wyprowadzki.

- Wiemy o tym, ale użytkujemy przystań od ponad pół wieku i od dziesięciu lat wciąż piszemy do władz miejskich, by zgodziły się nam grunt oddać w dzierżawę. I wciąż nie mamy odpowiedzi - mówi Wojciech Linow. - Wygląda na to, że komuś bardzo zależy na tym gruncie i dlatego cała sprawa jest według nas szyta grubymi nićmi. Nie zamierzamy więc wyprowadzać z przystani. Najpierw poczekamy na stosowny dokument z ratusza, a jeśli już go dostaniemy, będziemy szukać rozwiązania. Nawet w sądzie.

Miasto chce, by obiekty przystani wyglądały porządnie, bo tak zresztą przewiduje plan zagospodarowania brzegów jeziora Ukiel. Zgodnie z tym zamysłem miasto chce znaleźć inwestora, który pobuduje dla żeglarzy i ich jachtów oraz ślizgów lodowych przystań z prawdziwego zdarzenia wraz ze restauracją i stacją ratownictwa wodnego.

Na argumenty, że po przebudowie przystani przez nowego dzierżawcę klub będzie mógł ponownie się tam wprowadzić i że warto poprawić standard obiektu, prezes Linow odpowiada: - Mamy tylko ustne zapewnienie prezydenta, że wrócimy na przystań. Ale to tylko słowa i nie musimy w nie wierzyć. Nie mamy też żadnej pewności, że przyszły dzierżawca przystani w ogóle zechce z nami rozmawiać. Może estetyka przystani i pozostawia wiele do życzenia, ale to wszak nie restauracja, w której wszystko ma błyszczeć. A dlaczego nie inwestujemy w obiekt? Proszę mi wskazać teraz inny klub sportowy, który ma na to pieniądze.

- Nie bardzo rozumiem, dlaczego działacze Warmii tak się upierają - mówi Zbigniew Karpowicz, wiceprezydent Olsztyna. - Mogą być wszak pewni, że nikt ich nie chce oszukać, bo sami będą decydowali, kto i na jakich zasadach będzie inwestował w przystań. Po to właśnie do siedmioosobowej komisji przetargowej włączyliśmy dwie osoby z Warmii. I one będą pilnować spraw klubu. A kto tak naprawdę zainteresowany jest inwestowaniem, okaże się dopiero po otwarciu ofert. A stanie się to dopiero wówczas, kiedy ogłosimy ogólnopolski przetarg. A możemy to zrobić tylko wówczas, kiedy teren będzie bez lokatorów. Stąd też nasza prośba, by żeglarze Warmii czasowo się przeprowadzili w inne miejsce.

- Przeprowadzka to nie tylko kwestia łódek - mówi Wojciech Linow. - Trzeba jeszcze mieć gdzie przenieść cały dobytek zgromadzony przez lata. A to już duży kłopot, który doskonale zna ten, kto choć raz zmieniał mieszkanie.

- Jeśli nie rozstrzygniemy przetargu, bo nie będzie chętnych do zainwestowania w przystań, przeprosimy działaczy i żeglarzy Warmii i wówczas oddamy im obiekt w dzierżawę.