Ukrainiec trenuje z Legią

Stanko Svitlica na Okęciu, Dragomir Okuka gdzieś w Warszawie, Legia na Bemowie, a z nią 21 piłkarzy. W tym gronie 26-letni Ukrainiec Andriej Klimkowicz. - Będziemy mu się przyglądać - mówił trener Dariusz Kubicki.
Okuka ma być w Warszawie do piątku. W Legii żartują, że jak się nie pracuje pół roku, to trzeba być blisko tam, gdzie są pieniądze. A lada dzień z Hanoweru ma dotrzeć 270 tys. euro z tytułu transferu Svitlicy. Wobec swojego byłego trenera Legia wciąż jest dłużnikiem.

"Drago" nie trenuje żadnej drużyny już od ośmiu miesięcy, odkąd odszedł z Legii. - Chciał być trenerem FC Sartid Smederevo, z którym ostatnio graliśmy na Cyprze, ale ludzie z Partizana Belgrad temu się sprzeciwili i umieścili tam byłego asystenta Lotthara Matthaeusa po to, aby zdobywał doświadczenie. Do tego zespołu poszedł natomiast Ajazdin Nuhi, też były legionista - opowiadał kierownik Legii Ireneusz Zawadzki podczas wczorajszego treningu warszawskiego zespołu.

Przylot i odlot Svitlicy

Svitlica w niedzielę wieczorem debiutował w Bundeslidze meczem z Bayernem Monachium. Jego Hannover 96 przegrał 1:3, ale Serb strzelił gola, choć na boisku był do tego momentu jakieś 25 minut. Tak zdenerwował słynnego bramkarza Olivera Kahna, że ten z jego powodu kilka razy niezbyt dobrym słowem potraktował obrońców. - Było super. A może być tylko lepiej - mówił Svitlica tuż po przylocie do Warszawy (wywiad z byłym napastnikiem Legii w "Gazecie Wyborczej").

Do kierownika Legii Ireneusza Zawadzkiego podczas pierwszego po przylocie treningu warszawian co chwila dzwonili dziennikarze z pytaniem o ulubieńca stolicy. Po Svitlicę na lotnisko pojechał Goran Njamculević. Król strzelców polskiej ekstraklasy wczoraj miał bardzo mało czasu - rozliczał się z Legią oraz załatwiał wizy dla żony i synka. Dzisiaj rano cała trójka o godz. 9 odleciała do Monachium, a stamtąd - do Hanoweru. I tyle go w Warszawie widzieli.

Ukrainiec z Legią

W sobotę wczesnym rankiem legioniści wrócili z Cypru, potem mieli dwa dni wolnego, a od wczoraj znowu trenują w Warszawie. Od wtorku dwa razy dziennie, ale w poniedziałek po porannych badaniach morfologicznych przy Łazienkowskiej o godz. 10 przenieśli się do Hali Piłkarskiej na Bemowie. Oczywiście Svitlicy już z nimi nie było, jeszcze nie było Dicksona Choto (wraca w czwartek z Afryki) ani Aleksandara Vukovicia (prosto z Cypru poleciał do Belgradu, a do Warszawy przyleciał wczoraj wieczorem). No i nie było Njamculevicia. Było za to 20 piłkarzy - tych, co trenowali na Cyprze i dodatkowo jedna twarz nieznajoma - Andriej Klimkowicz.

Na testy przysłał go tu menedżer Jarosław Kołakowski. - To wychowanek Karpat Lwów - przedstawił swojego piłkarza. - Potem w wieku 19 lat wyjechał do Grecji. Próbował zaczepić się w Ethnikosie Ateny, ale tam mu nie wyszło, wrócił na pół roku na Ukrainę, a potem znowu pojechał do Grecji. Grał tam przez cztery lata w ateńskim klubie drugiej ligi, który niedawno zbankrutował - mówił menedżer.

- To niezły zawodnik. A i Bara ma perspektywy. Jak pojechał ze Stanko do Hanoweru, to ścigał się tam ze sprinterami. Sto metrów przebiegał w 10,23 sek. - zachwalał swojego kolejnego zawodnika Kołakowski.

Z bramkarzem do bramki

Po jakiejś godzinie zajęć trenerzy (spóźniony - kłopoty rodzinne - przybył II trener Krzysztof Gawara) podzielili drużynę na dwa składy dziesięcioosobowe. Co prawda trenowało 21 piłkarzy, ale Adrianowi Fedorukowi odnowiła się kontuzja, więc nie uczestniczył w meczu "Pomarańczowych" przeciwko "Zielonym". Tu na początku błysnął Marek Saganowski. Najpierw pięknym uderzeniem lewą nogą - z pół woleja, w pełnym biegu - pokonał Andrzeja Krzyształowicza. Potem trafił z bliska po podaniu Dariusza Dudka. Ten drugi miał jeszcze jedną okazję, ale nie ryzykował starcia z Krzyształowiczem i pozwolił sobie sprzątnąć piłkę sprzed nosa. - Darek, Darek, piłka musi wpaść z bramkarzem do bramki - pokrzykiwał trener Kubicki.

Potem z drugiej strony boiska wynik poprawił Manuel Garcia (chwilę wcześniej zwijał się z bólu po ostrym wejściu Artura Boruca). - Panowie, kto strzeli, ten wygrywa. I kto strzeli, jest zwolniony z siłowni [wczoraj i tak nie było już zajęć, ale trener tak zwykle zachęca piłkarzy - red.] - krzyczał Kubicki. Skutecznie zachęcił "Zielonych". Tomasz Jarzębowski sprytnym uderzeniem z dystansu pokonał Boruca.

"W blokach" już czekali zawodnicy Świtu Nowy Dwór, który zajęcia miał zaplanowane od godz. 12. Tylko przyglądał się im kontuzjowany Sergiusz Wiechowski, podobnie Jerzy Podbrożny. Nowodworzanie mogli wejść na sztuczną płytę hali przy ul. Księcia Bolesława 10 minut przed terminem. - Tylko potem to sobie odbierzemy - żartował trener Kubicki z doradcą sportowym Świtu Wojciechem Jagodą. A trener outsidera ekstraklasy Władysław Stachurski tęsknie spoglądał na legionistów. - U nas tych zawodników jest tylu, ale czy ilość przemieni się w jakość? - zastanawiał się jeszcze przed treningiem swojego zespołu.

Dzisiaj kolejny trening Legii na Bemowie, a po południu właśnie siłownia. Na sobotę zaplanowano sparing z ŁKS na bocznym boisku przy Łazienkowskiej, ale po tym, jak pogorszyła się pogoda, jeszcze nie wiadomo, gdzie się odbędzie. - W sobotę po przylocie z Cypru poszliśmy obejrzeć nasze boisko. Pogoda ładna. Zdawało się, że jak wiaterek to jeszcze osuszy, to będzie fajne boisko. A tu bęc i znowu zima - zmartwił się kierownik zespołu Legii Ireneusz Zawadzki.

Pomarańczowi - Zieloni 2:2. Bramki: Saganowski 2 - Garcia, Jarzębowski. Pomarańczowi: Boruc - Gmitrzuk, Zieliński, Bara, Klimkowicz, Dudek, Sokołowski I, Magiera, Kiełbowicz, Saganowski. Zieloni: Krzyształowicz - Szala, Jóźwiak, Jarzębowski, Sokołowski II, Surma, Pulkowski, Wróblewski, Włodarczyk, Garcia.