Rekordowa pierwsza połowa: Vive Kielce - Gwardia Opole 37:16 (19:2!)

Żadnego rezerwowego nie miał trener piłkarzy ręcznych Gwardii Opole. Nic więc dziwnego, że beniaminek ekstraklasy w pierwszej połowie rzucił mistrzom Polski zaledwie... dwa (!) gole, kielczanie prowadzili nawet 19:2, a cały mecz wygrali 37:16
O tym, że Gwardia ma kłopoty, już pisaliśmy, m.in. - katastrofalna sytuacja finansowa, z drużyny odeszło czterech zawodników. Jednak skład, jaki przywiózł do Kielc Henryk Zajączkowski, zaskoczył wszystkich - na rozgrzewkę wybiegło ośmiu zawodników, w tym dwóch bramkarzy. - Trzech chłopaków się rozchorowało, a innych dwóch uczelnia nie zwolniła ze swojego obozu. Przepraszam kieleckich kibiców, że przyjechaliśmy w takim składzie, ale nie mieliśmy wyjścia - powiedział trener Gwardii.

W takiej sytuacji trudno było się spodziewać innego przebiegu spotkania. Na początku pojedynku na bramkę Karola Bieleckiego golem odpowiedział opolski rozgrywający Łukasz Gradowski, ale kolejną bramkę goście zdobyli... dziewiętnaście minut później. Zawodnicy Gwardii nie byli w stanie pokonać twardej obrony Vive, a jeśli już decydowali się na rzuty, bronił je Rafał Bernacki (dziesięć obronionych strzałów na 12 w pierwszej połowie) albo były niecelne. To wystarczyło, żeby gospodarze z kontr zdobywali kolejne gole. - Chciałem, żebyśmy poćwiczyli atak pozycyjny, ale nie było na to okazji - przyznał Daniel Waszkiewicz, trener kielczan. Przed przerwą gospodarze zdobyli jednak tylko dwa gole z ataku pozycyjnego, bo reszta bramek padła z kontrataków, bezpośrednich lub pośrednich. Brylowali w nich Patryk Kuchczyński, Radosław Wasiak oraz debiutujący w tym sezonie w ligowym meczu, wracający do zespołu po kontuzji Robert Nowakowski.

Liczna kielecka publiczność owacjami nagrodziła drugiego gola gości, znów zdobytego przez Gradowskiego. - W takich meczach faworyt stoi na straconej pozycji, bo publiczności życzy gościom, żeby im się w końcu udało zdobyć gola - mówił potem Waszkiewicz. Kieleccy działacze długo szukali w pamięci, ale nie mogli sobie przypomnieć, by w historii polskiego szczypiorniaka pierwsza połowa zakończyła się podobnym wynikiem - Vive wygrywało aż 19:2.

Od początku drugiej części Waszkiewicz całkowicie zmienił skład - na ławce usiedli m.in. Wasiak, Kuchczyński, Bielecki i Bernacki. - Rozluźniliśmy szeregi obrony i goście to wykorzystali - przyznał Nowakowski. Dzięki temu Gwardia mogła zdobywać kolejne gole. - Rozumiem trochę naszych zawodników, choć w drużynie jest rywalizacja i każdemu powinno zależeć na jak najlepszym występie - stwierdził Bertus Servaas, prezes Vive, chwaląc drużynę za grę przed przerwą. - Zabrakło nam trochę profesjonalizmu, choć wiadomo, że po takiej pierwszej połowie ciężko się zmobilizować - usprawiedliwiał podopiecznych Waszkiewicz. - Gospodarze zagrali luźniej i mogliśmy zdobyć kilka goli - dodał Henryk Zajączkowski.

Wśród gości skuteczny był głównie Marek Jagielski, zaś w Vive ładną partię rozgrywał Paweł Sieczka. W 49. min było "tylko" 29:14, ale kilka minut twardej obrony kielczan wystarczyło, by Łukasz Janyst, Piotr Grabarczyk i Wojciech Zydroń kontrami doprowadzili do stanu 35:14. - To była różnica dwóch klas - przyznał trener Gwardii.

W piątek o godz. 18 Vive gra w stolicy z Warszawianką.

VIVE KIELCE - GWARDIA OPOLE 37:16 (19:2)

Vive: Bernacki, Tkaczyk - Nowakowski 9, P. Sieczka 6, Kuchczyński 5, Wasiak 4, Hiliuk 3, Bielecki 3 (1), Grabarczyk 2, Kliszczyk 2, Janyst 2, Zydroń 1, Litowski, J. Sieczka Gwardia: Malcher, Ferst - Jagielski 8 (1), Gradowski 5, Śmieszek 1, Zajączkowski 1, Sawicki 1, Bułkowski. Sędziowali: Jan Czochra (Zwierzyniec) i Robert Martyniuk (Zamość). Kary: 10 i 4 minuty. Widzów: ok. 800

Przebieg meczu: I połowa: 1:0, 1:1, 15:1, 15:2, 19:2; II połowa: 19:3, 21:3, 23:5, 23:8, 25:8, 26:9, 26:11, 28:11, 28:13, 29:14, 35:14, 36:15, 37:16