Piotr Jaroszewski wicemistrzem świata

Reprezentacja Polski z zawodnikiem płockiego Integracyjnego Klubu Tenisa Piotrem Jaroszewskim sięgnęła po srebrny medal drużynowych mistrzostw świata. To największy sukces w historii polskiego tenisa na wózkach.
Przed wylotem do Christchurch w Nowej Zelandii nikt nie liczył na taki sukces. Na poprzednich mistrzostwach Polska sięgnęła po 5. miejsce i to już było spore osiągnięcie. Tym razem mogło być podobnie. Bo jedynie pierwszy rywal, Brazylia, był stosunkowo łatwy. Nasi reprezentanci pojedynek ten wygrali 2:1. A od ćwierćfinału mieli bardzo wysoko postawioną poprzeczkę. Jednak Szwedzi i Amerykanie musieli przełknąć gorzką pigułkę. Skandynawowie ulegli 1:2, a reprezentanci USA 0:3. Nic dziwnego, że miejscowa Polonia była zachwycona grą podopiecznych Witolda Meresa, którzy toczyli z rywalami niezwykle zacięte ponadsiedmiogodzinne boje.

- W ogóle pod względem sportowym to były bardzo udane zawody - mówi sekretarz generalny PZTnW Wiesław Chrobot. - Gry odbywały się na 18 kortach. A warto zaznaczyć, że cały obiekt Wilding Park w Christchurch posiada 34 korty, w tym sześć na hali. Gorzej było pod względem organizacyjnym. Myślę, że jak do tej pory były to najgorsze mistrzostwa.

Tenisiści i towarzyszące im osoby narzekali na wyżywienie i nierówne dla wszystkich uczestników mistrzostw warunki pobytu. - Np. transport zaczął dobrze funkcjonować dopiero na trzeci dzień, a kpiną była oficjalna kolacja ITF na zakończenie mistrzostw - ocenia Chrobot. - Długo można by tak jeszcze o niedociągnięciach opowiadać. Nawet nie ma co ich porównywać z zawodami, które organizowaliśmy przed rokiem w Sopocie. Ale co tam. Dla nas i tak to były najlepsze mistrzostwa.

Jedynie w sobotę polscy tenisiści mieli odrobinę czasu na odpoczynek w zaciszu hotelu Camelot na Catherdal Square. A w niedzielę czekała już na nich Holandia, zdecydowany faworyt mistrzostw. Widać to też było na kortach. Tradycyjnie już szalenie ambitna postawa Piotra Jaroszewskiego i Tadeusza Kruszelnickiego nie wystarczyła na ogranie mistrzów. Jaroszewski uległ 1:6, 0:6 Ericowi Sturmannowi (pierwsza porażka w czasie mistrzostw), a Kruszelnicki przegrał z Amerlaanem Robinem 4:6, 2:6.

- Gry podwójnej już nie rozgrywaliśmy - dodaje Chrobot. - Wynik był już rozstrzygnięty, a i siąpiący deszcz bardzo przeszkadzał w grze. To nie miało sensu. Ale z przyjemnością mogę powiedzieć, że Polska drużyna w składzie Piotr Jaroszewski, Tadeusz Kruszelnicki, Albin Batycki i trener Witold Meres, zdobyła srebrny medal.

Brązowe medale przypadły w udziale tenisistom z Australii i USA. - Ale spłataliśmy faworytom figla - cieszy się sekretarz związku i prezes IKT Płock. - To przecież największy sukces w historii polskiego tenisa na wózkach i największa niespodzianka mistrzostw. Nikt w gronie ekspertów nie przewidywał, że Polska znajdzie się w finale.

Jedynie Holandia nikogo nie zawiodła. Była pewniakiem zarówno w grach męskich, jak i kobiecych. I tak się stało. Bo w finale kobiet Holenderki pokonały 2:0 Szwajcarię. Holendrzy dołożyli jeszcze zloty medal w kategorii juniorów.

Jednak Polacy jeszcze nie wracają do domów. Od wtorku w Christchurch będą grać w turnieju ITF New Zealand Open. Oprócz Jaroszewskiego i Batyckiego wystąpi w nim jeszcze Agnieszka Bartczak. Najlepszy polski tenisista Tadeusz Kruszelnicki w środę przeniesie się do Australii, gdzie weźmie udział w cyklu trzech turniejów.