Rodzina Cichockich z Bytomia kocha rugby

Gdy rodzina Cichockich z Bytomia usiądzie przy jednym stole, temat rozmowy może być tylko jeden - jajo! Cichoccy kochają bowiem rugby i owalną piłkę.
Bracia Grzegorz i Piotr Cichoccy przyjechali na Śląsk z Warmii na początku lat 80. - Chcieliśmy się uczyć, pracować. Śląsk dawał takie możliwości. Trafiliśmy do Bytomia, do szkoły przyzakładowej kopalni Dymitrow. Jak się potem okazało, nasza kopalnia opiekowała się drużyną rugbistów Czarnych. Poszliśmy na trening i... zakochaliśmy się w owalnej piłce - uśmiecha się Piotr Cichocki.

Bracia przez wiele lat reprezentowali śląski zespół w lidze. Większe sukcesy odnosił Grzegorz, który grał też w reprezentacji Polski. Po zakończeniu kariery bracia zajęli się pracą szkoleniową. Piotr pracuje społecznie i dla zabawy trenuje bytomskie dzieci. Grzegorz wrócił w rodzinne strony i został działaczem UKS Ryjewo.

W rugby grają jednak kolejne pokolenia Cichockich. Dzieci Piotra: Zbyszek, Ania i Iza trenują w Czarnych Bytom.

- Że Zbyszek trafi do rugby byłem pewny! Zaczął oczywiście od piłki nożnej, ale szybko przekonał się, że to nie dla niego. Zawsze był nadpobudliwym dzieckiem. W rugby wreszcie mógł się wyżyć, zmęczyć, wyszaleć - mówi ojciec.

Gdy jednak ktoś się dowie, że rugby trenują też córki pana Piotra, pytaniom nie ma końca. 14-letnia Ania i 11-letnia Iza pojawiają się na zajęciach Czarnych regularnie od ponad pół roku.

- U nas w domu zawsze było głośno o rugby, ale o tym, że i ja mogę grać nawet nie pomyślałem.

Raz tata zabrał mnie na mecz juniorów. Patrzę, a tam w składzie jedna dziewczynka. Aha, pomyślałam, czyli ja też mogę i zaraz poszłam spytać trenera, czy i dla mnie znajdzie się miejsce w drużynie. Tamta dziewczyna już dawno zrezygnowała, a ja nadal trenuję - opowiada Ania.

- To nasz rodzynek, jedyna dziewczyna w zespole. Siłą, szybkością przewyższa wielu chłopców. Ma charakter - chwali Dariusz Wolan, trener Ani.

- Nie bałem się o córkę. Na Wybrzeżu jest wiele drużyn, w których grają dziewczyny. To sport jak każdy inny - twierdzi ojciec zawodniczki.

Ania gra najczęściej na skrzydle. Najbardziej lubi szybkie szarże i efektowne przyłożenia. - W ogóle się nie boję. W rugby trzeba przede wszystkim myśleć. Na złość nikt ci krzywdy nie zrobi - dodaje. - Nikt jej nie ruszy ze strachu przed bratem - uśmiecha się pan Piotr. - Rugby dodało mi pewności siebie. Na ulicy czuję się bezpieczniejsza - podkreśla Ania.

W ślady siostry idzie też najmłodsza z klanu Cichockich - Iza. - Iza jest jeszcze za mała i za słaba, żeby grać na poważnie. Chodzi na treningi, ale trochę brakuje jej przekonania. Chciałaby, ale boi się - mówi tata.

Cichoccy żartują, że być może w przyszłości wystawią własną drużynę. - Może nie w rugby 15-osobowym, ale w "siódemce" to już możliwe. Piątka już nas jest. Dzieci Grzegorza są jeszcze za małe na rugby, ale w przyszłości... kto wie? - uśmiecha się Piotr Cichocki.