Sport.pl

Pogoń - TYTAN 93:94

Zespół Tytana wygrał drugi wyjazdowy mecz w tym sezonie. Częstochowianie pokonali w Rudzie Śląskiej tamtejszą Pogoń.
Spotkanie był zacięte i wyrównane. Większość czasu upłynęła na walce: kosz za kosz. Nasi zawodnicy bardzo szybko wzbogacili konto o sporo fauli. - W pięć minut sędziowie zagwizdali ich dziesięć - mówi trener Tytana Arkadiusz Urbańczyk. - To zmusiło nas do zmian i utrudniło realizowanie założeń taktycznych.

Prowadzenie zmieniało się często. Tytan raz odskoczył na pięć punktów, a różnica w jedną bądź drugą stronę wahała się zwykle o okolicach dwóch, trzech oczek. W połowie Tytan prowadził 51:50. Po trzeciej kwarcie przegrywał 73:77.

- Przez cały mecz niemal bezbłędnie wykonywaliśmy rzuty osobiste, nie trafiając tylko raz, a w końcówce naszym zawodnikom ręce zadrżały - opowiada Urbańczyk. - Najpierw nie trafił wolnych Michał Saran, potem Darek Szynkiel i Tomasz Koczwara. Uciekło sześć punktów i zrobiło się nerwowo.

Na dwie minuty przed końcem nasz zespół prowadził 92:91. Tytan miał piłkę, ale nie zdobył punktów, a rywale wykorzystali dwa rzuty wolne i wyszli na prowadzenie 93:92. Koszykarze Pogoni popełnili taktyczny faul i Koczwara rzucał niecelnie. Na szczęście w kolejnej akcji Pogoń nie zdobyła punktów. Z naszej strony rzut na 15 sekund przed końcem także był niecelny, ale piłkę zebrał i skierował do kosza Migała.

Dzięki dobrej obronie częstochowianie nie pozwolili gospodarzom na oddanie celnego rzutu i zdobyli dwa punkty.

- One były w tym meczu najważniejsze - mówi Urbańczyk. - Nieraz gra się dobrze i przegrywa; tu może nie graliśmy tak, jak byśmy chcieli, ale wygraliśmy i z tego jestem zadowolony. Tym bardziej że Pogoń to dla nas niewygodny rywal. Poza tym oba zespoły miały tyle samo punktów. Przy przegranej Polpaku Świecie jest szansa na dalszy awans w tabeli, tym bardziej że teraz gramy z Polpakiem u siebie.