Kolporter Kielce - AZS AWF Katowice 25:14 (15:7)

- Dziewczyny pokazały dzisiaj, że potrafią grać w piłkę ręczną - chwalił swój zespół trener Dariusz Dworaczyk. W swoim debiucie przed kielecką publicznością przełamał serię porażek. Szczypiornistki Kolportera wygrały w Kielcach z AZS AWF Katowice 25:14
Na taki finał pojedynku kieleccy kibice oraz władze Kolportera czekały od tygodni. Siedem kolejnych porażek sprawiło, że drużyna wypadła poza pierwszą szóstkę, która po rundzie zasadniczej walczyć będzie o medale. Teraz bardzo ciężko będzie do niej wrócić, choć jeśli kielczanki nadal będą grały tak jak w sobotę wcale nie jest to niemożliwe.

To był też bardzo ważny mecz dla Dariusza Dworaczyka. Ledwo tydzień temu pierwszy raz w życiu objął funkcję szkoleniowca pierwszoligowej drużyny i od razy jego podopieczne miały nóż na gardle. Po prostu musiały wygrać z AZS AWF Katowice. I choć rywal zamyka tabelę ekstraklasy, zwycięstwo jest na wagę złota. Dać sobie rzucić zaledwie 14 bramek, nawet słabszemu rywalowi, to duża sztuka. - Najważniejsze, że widać było tę bardzo dobrą grę w obronie - przyznał później Bogdan Kusek, wiceprezes Kolportera.

Zwycięstwo cieszy tym bardziej, że okazało się iż kielecki zespół potrafi grać bez Natalii Artsiomenki. Najskuteczniejsza zawodniczka ekstraklasy po urazie kolna musi kilka dni odpocząć. - Mamy kilka wariantów gry, także taki bez Natalii, choć oczywiście z niecierpliwością czekamy na jej powrót - podkreślił Dariusz Dworaczyk.

Tylko kilka pierwszych minut było wyrównanych. To głównie za sprawą obu bramkarek - bardzo dobrze spisującej się kolejny raz Marzeny Sadury oraz byłej golkiperki Kolportera, teraz bramkarki beniaminka z Katowic, Krystyny Wasiuk. Potem już inicjatywa należała do kielczanek. walecznie grała Monika Gruba, skuteczna była Joanna Dworaczyk. - Najważniejsze, że dziewczyny pokonały dzisiaj siebie, swoją niemoc. One potrafią grać, problem tkwił gdzieś w psychice - twierdził później Trener Kolportera.

Po przerwie katowiczanki nie podjęły już walki. Wprawdzie po kwadransie gry zniwelowały różnicę do sześciu goli, ale czas wzięty prze Dariusza Dworaczyka poskutkował. Udanie po chorobie wróciła do zespołu Bożena Sęktas - dzięki jej golom oraz ładnym bramkom Krystyny Swatko w 56. min było już 23:13. Szkoleniowiec mógł wpuszczać na parkiet młode, rezerwowe zawodniczki.

- Kłopoty kadrowe sprawiły, że każda zawodniczka musiała wziąć na siebie ciężar gry. I ten ciężar udźwignęły. Ważne są kolejne punkty i to, że przerwaliśmy serię porażek - stwierdził Bogdan Kusek.

W sobotę o godz. 17 kielczanki grają w Sułkowicach z Gościbią.

KOLPORTER KIELCE - AZS AWF KATOWICE 25:14 (15:7)

Kolporter: Sadura, K. Rębosz - Dworaczyk 8 (3), Swatko 6, Gruba 5, Sęktas 2, Czaplińska 2, Hołowaty 1, Rolak 1, D. Rębosz, Gawęcka, Pokrzywka. AZS AWF: Wasiuk, Kiedrzynek - Gleń 4, Serwa 3 (1), Biłobran 2, Samsel 2, Lomania 1, Łukasik 1, Tuz 1, Rol 1, Karasińska, Dolny, Lichosik. Sędziowali: Michał Broda i Tomasz Wrona (Kraków). Kary: 12. i 6. minut. Widzów ok. 500

Przebieg meczu: I połowa: 2:0, 3:1, 3:2, 7:2, 8:3, 9:5, 12:5, 13:7, 15:7; II połowa: 15:9, 16:10, 18:10, 18:12, 19:13, 23:13, 23:14, 25:14



DLA GAZETY

Dariusz Dworaczyk

trener Kolportera

Napięcie było dość duże. Nie dość, że był to mój debiut przed kielecką publicznością, to jeszcze po siedmiu porażkach z rzędu wypadało w końcu wygrać. Tym bardziej że rywalem był teoretycznie najsłabszy zespół w ekstraklasie. Nie było to jednak łatwe zwycięstwo. Muszę na spokojnie obejrzeć ten mecz i znaleźć błędy, bo na pewno takie były. Teraz liczą się jednak punkty. Dzięki nim dziewczyny uwierzą w siebie, tym bardziej że to bardzo solidny, obowiązkowy zespół. Oby teraz zwycięska passa trwała jak najdłużej. Jeśli będziemy stopniowo wygrywać, to pierwsza szóstka wcale nie jest jeszcze przegrana.