Piłkarze Górnika, Zagłębia i Polaru rozpoczęli przygotowania do rundy wiosennej

PIŁKA NOŻNA. Ani jednego nowego piłkarza w Górniku Polkowice i Zagłębiu Lubin, tylko w Polarze Wrocław kilku testowanych graczy. Pierwszy raz trening Zagłębia poprowadził Chorwat Drażan Besek
Piłkarze pierwszoligowego Górnika Polkowice trenowali wczoraj dwukrotnie. Rano w terenie, po południu w hali. W zespole nie zajdą najprawdopodobniej żadne zmiany kadrowe.

- Wzmocnienia byłyby bardzo wskazane - przyznaje trener Mirosław Dragan. - Ja mam swoją listę życzeń, ale wszystko zależy od finansów. Nie jest tajemnicą, że pieniędzy na dodatkowe wydatki nie mamy, trzeba więc będzie grać tym składem, jaki posiadamy - tłumaczy szkoleniowiec Górnika.

Trener Dragan uważa, że ewentualny brak transferów wcale nie oznacza przekreślenia szans Górnika na pozostanie w ekstraklasie. - Czas działa na naszą korzyść - przekonuje szkoleniowiec Górnika. - Zespół jest coraz bardziej zgrany, a będziemy mieć jeszcze dziewięć sparingów, podczas których możemy popracować i nad zgraniem, i nad taktyką - przekonuje.

Do drużyny wrócili rekonwalescenci: Malawski, Szostak i Adamski. Był też Tomasz Moskal, którym zainteresowane są kluby greckie. Zabrakło oczywiście Arkadiusza Maciejewskiego, z którym Górnik rozwiązał kontrakt. Maciejewski znalazł już nowy klub i w rundzie jesiennej będzie występował w Stasiaku Opoczno.

Niemal pewne jest, że na razie w Polkowicach nie powstanie sportowa spółka akcyjna, bowiem dopiero w czerwcu mają wejść w życie ustawy uniemożliwiające finansowanie klubu przez gminę w dotychczasowej formie. Pieniędzy w klubowej kasie jednak nie przybędzie. Jest ich tak mało, że pod znakiem zapytania stoi wyjazd polkowiczan na drugie zgrupowanie do Turcji.

- Wszystko jest przygotowane i powinniśmy pojechać - twierdzi Dragan. - Ale jeśli nie będzie na to środków, to nie pojedziemy i już. Ja rozumiem działaczy.

Nie wiadomo też, co będzie z pierwszym, krajowym obozem. Ekipa Górnika miała na niego pojechać 22 stycznia, ale dzisiaj nie ma pewności, czy dojdzie do tego zgrupowania.

Natomiast w drugoligowym Zagłębiu Lubin zajęcia rozpoczęły się wczoraj po południu. Po raz pierwszy z piłkarzami spotkał się nowy trener, Chorwat Drażen Besek. 25 graczy ćwiczyło w hali. Zabrakło wśród nich Krzysztofa Kaźmierczaka, który nie chce podpisać nowego kontraktu bez klauzuli, że może odejść, jeśli zespół nie awansuje do ekstraklasy, i na razie nie ma go w kadrze pierwszego zespołu. Nie pojawił się również żaden nowy zawodnik. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami w zajęciach brał udział liczący na transfer do Hannoveru pomocnik Ireneusz Kowalski.

Besek najpierw kazał zawodnikom się porozciągać, potem urządził gierkę, w której piłkarze rzucali do siebie piłkę i głową mieli strzelać na bramkę.

Besek nie ukrywa, że na razie nie zna zespołu.

- O wzmocnieniach będziemy mogli rozmawiać, jak bliżej poznam graczy - mówi nowy trener Zagłębia. - Dzisiaj wiem tylko, że trzeba wzmocnić obronę. Po pierwsze dlatego, że wyznaję zasadę, iż budowę drużyny należy rozpoczynać od defensywy, po drugie dlatego, że oglądając kasety wideo, zauważyłem błędy w tej formacji.

Chorwat, mimo młodego wieku, ma pokaźny dorobek trenerski. Prowadzone przez niego zespoły dobrze spisywały się m.in. w europejskich pucharach. - Nie uważam, by polska druga liga była nieatrakcyjna, a poza tym jestem przekonany, że szybko wrócimy do pierwszej - twierdzi Besek, zapytany o powody swej decyzji o objęciu Zagłębia. - Poza tym to dla mnie nowe wyzwanie, a ja lubię podejmować się takich zadań.

Z Besekiem na razie współpracuje ten sam sztab szkoleniowy, który wspierał Żarko Olarevicia. Chorwat przyznaje, że zależy mu na jak najlepszej atmosferze w zespole, ale jeśli uzna, że jakiś piłkarz powinien siedzieć na ławce rezerwowych albo szukać formy w drugim zespole, to bez wahania go tam wyśle.

Nieoficjalnie wiadomo, że Besek zamierza postawić na piłkarzy, którzy są związani z Zagłębiem dłużej niż do końca sezonu. Być może dlatego na wczorajszym treningu nie było Kaźmierczaka, a o pozostanie Kowalskiego nowy trener Zagłębia nie zamierza specjalnie się ubiegać.

Również wczoraj pierwszy raz w tym roku trenowali piłkarze Polaru Wrocław. W pierwszym treningu zespołu wzięło udział 24 zawodników. Kadra jest liczniejsza, jednak ze względu na przeziębienia czterech graczy musiało odpoczywać. - Trochę pobiegaliśmy, trochę pobawiliśmy się piłką. Taki zapoznawczy trening. Można się cieszyć, bo dopisała pogoda. Było zimno, ale słonecznie - opowiada trener Marian Putyra.

Na Zakrzowie w poniedziałek pojawiło się pięciu nowych zawodników. - Z graczy, których nazwiska coś mówią, byli to Przemysław Boldt i Marcin Morawski - stwierdza Putyra. Udział w zajęciach wzięli jednak także Grzegorz Faliński, Artur Anioł z Włókniarza Mirsk i Daniel Chęciński z Orła Ząbkowice. - To tak na zasadzie próby. O przyszłości tych graczy i przydatności do zespołu na razie nic nie mówimy - wyjaśnia trener Polaru.

Na boisku pojawił się także Ireneusz Gortowski, który po skomplikowanej kontuzji kolana chce powrócić wiosną do gry, i to właśnie w barwach Polaru.

Przez najbliższe dni treningi wrocławskiego drugoligowca będą wyglądały podobnie. Zajęcia będą prowadzone zarówno w hali, jak i na boisku oraz na siłowni. We wtorek zawodnicy zostaną poddani próbie wytrzymałościowej. - Widać, że po świętach piłkarze mają lekką nadwagę, ale można wytrzymać. Teraz będziemy starli się, aby wszystko wróciło do normy i na pewno szybko wróci - przekonuje Marian Putyra.

Polar będzie trenował we Wrocławiu do 18 stycznia. Dzień później zespół wyjedzie na obóz do Borowic. Do tego czasu trenerzy oraz działacze klubu z Zakrzowa chcą mieć już ustaloną kadrę zawodników. Ci, którzy pojadą na obóz, mają wiosną walczyć o utrzymanie Polaru w II lidze.