Sport.pl

Częstochowski sport w roku 2003 i 2004 - oceny i prognozy

Kończy się rok 2003. Zapytaliśmy ludzi związanych z częstochowskim sportem, jakie były dla nich minione dwanaście miesięcy i czego oczekują od nadchodzącego roku 2004
Jerzy Raganiewicz, wiceprezes CKS Budowlani:

To był dobry rok dla naszego klubu. Ernesta Tomza i Aleksandra Jawor startowały w dużych imprezach we Francji i w Kanadzie. Mam nadzieję, że to dobry znak: po kilku latach przerwy zaczyna wszystko iść w dobrym kierunku i znów o naszej młodzieży będzie głośno. Nasi juniorzy i seniorzy wywalczyli awans do I ligi, a drużyn występujących w najwyższej klasie nie mamy przecież w Częstochowie zbyt dużo. Druga sprawa to strona organizacyjna. Na nowym stadionie odbyło się w tym roku wiele ogólnopolskich imprez wysokiej rangi. A jeśli chodzi o sport częstochowski, wszystkim w pamięci na pewno długo zostanie mistrzostwo Polski Włókniarza.

W przyszłym roku po pierwsze życzyłbym sobie więcej pieniędzy i przychylniejszego spojrzenia na sport. Półtora procent z budżetu na kulturę fizyczną w Częstochowie budzi niepokój. Chciałbym, żeby CKS utrzymał się w I lidze seniorów i juniorów, ale będzie o to bardzo trudne. Dobrze byłoby, żeby Złota Mila wróciła w Aleje. Jest do tego dobra okazja, bo będziemy mieć jubileuszową piętnastą jej edycję. A wszystkim sportowcom życzę zdrowia i szczęścia, bo bez tych dwóch rzeczy nawet przy wysokiej formie trudno o sukcesy, szczególnie w sportach indywidualnych.



Janusz Sośniak, kapitan koszykarskiej drużyny Tytana Częstochowa:

Z jednej strony to był dobry rok - w końcu znaleźliśmy się w I lidze. Co prawda kuchennymi drzwiami, ale gramy. Kolejna rzecz, która cieszy, to sponsor - jest ciągle z nami, inwestuje. Życzyłbym wszystkim takiego wsparcia. Z drugiej strony, pod względem sportowym to powinien być lepszy rok. Mam mu za złe, że taki nie był.

Życzyłbym sobie, żeby zmienił się nasz bilans w tabeli i żebyśmy mieli tyle zwycięstw, ile teraz mamy porażek. Żebyśmy utrzymali się bez problemów w I lidze. Chciałbym jeszcze móc grać w przyszłym roku i być pożytecznym dla drużyny. Prywatnie powiem tylko tyle: oby nie był to rok gorszy niż ten, który się kończy.



Andrzej Samodurow, trener Rakowa:

Myślę, że cele, które założyliśmy sobie przed inauguracja sezonu 2003/2004, stopniowo realizujemy. Od jesieni zespół Rakowa prezentuje dobrą formę. Pokazaliśmy się również z dobrej strony w Pucharze Polski. To cieszy. Poukładaliśmy sprawy organizacyjne w klubie, a to kolejny powód do optymizmu. Wszystko się kręci. Jest szansa i nadzieja, że na wiosnę włączymy się do walki o awans do III ligi.

Wszyscy w Częstochowie chcą awansu i to jest sprawa najważniejsza. Ja osobiście życzę sobie cierpliwości ze strony działaczy, zawodników, kibiców, sponsorów. To jest sport: awans będzie trudny do zrealizowania, ale nie niemożliwy.



Adam Kowalski, trener siatkarzy II-ligowego Delic Polu Norwid AZS:

Miniony rok był bardzo udany w mojej pracy trenerskiej i bardzo bym chciał, aby następny równie obfitował w takie sukcesy. Młodzi siatkarze Delic Polu utrzymali II ligę dla Częstochowy. Dobrze wypadliśmy również w rozgrywkach juniorskich. Natomiast na międzynarodowej arenie prowadzona przeze mnie reprezentacja Polski kadetów wywalczyła srebrny medal mistrzostw Europy. Wygraliśmy również turniej olimpijski w Paryżu.

Chciałbym, aby rok 2004 był jeszcze lepszy. Przede wszystkim chcielibyśmy utrzymać II ligę, co będzie jednak trudnym zadaniem. Poza tym jak najlepiej wypaść w rozgrywkach juniorskich i młodzieżowych, bo głównie do tego przygotowujemy naszych młodych zawodników.



Roman Lisowski, prezes Pamapolu AZS:

Drużyna utrzymała pozycję w krajowej czołówce, co - znając realia, w jakich przyszło nam działać - naprawdę jest znaczącym sukcesem. Rzeczywistość zmusza do weryfikacji pewnych zamierzeń i oczekiwań. O sponsorów jest bardzo ciężko, a nie ma co ukrywać, w 90 procentach wartość drużyny zależy od możliwości finansowych. My, mając pewne zaległości, w maju i czerwcu nie byliśmy w stanie zatrzymać kilku zawodników. Odszedł między innymi Michał Bąkiewicz, co uważam za naszą największą porażkę. Drużyna mocno się zmieniła i dlatego nasze szanse w obecnym sezonie oceniano pesymistycznie. Mimo to jakoś sobie radzimy. Zdarzają się porażki, ale uważam, że osiągnęliśmy cel minimum. Zespół jest na drugim miejsce w lidze, walczy jak potrafi w Lidze Mistrzów. Cieszy, że po raz kolejny pokazujemy się, grając w Europie.

Nasza aktualna sytuacja jest stabilna, co daje dobre perspektywy na przyszłość. Już teraz myślimy o następnych rozgrywkach. Jeżeli zostaną z nami sponsorzy, którzy aktualnie współpracują z klubem i uda się jeszcze kogoś pozyskać, to w przyszłym sezonie może być lepiej. Być może sięgniemy po dwóch klasowych zawodników i znowu będziemy się bić o medale.



Sebastian Ułamek, żużlowiec Włókniarza:

Sezon ogólnie był udany. Indywidualnie jeździłem trochę pechowo. Problemy ze sprzętem i kontuzje nie pozwoliły mi osiągnąć tego, co bym chciał. Ale zdobycie mistrzostwa Polski z kolegami zrekompensowało mi te niepowodzenia. Do dziś wspominamy te chwile. Myślę, że na zawsze zapiszą się w naszej pamięci.

Życzyłbym sobie, aby w przyszłym roku z Włókniarzem również wszystko się dobrze ułożyło. Dziś można już powiedzieć, że powstał na tyle dobry zespół, że powtórzenie sukcesu z minionego sezonu jest realne. Wszystko w naszych rękach. Co do mnie, to po prostu chciałbym mieć więcej szczęścia. Liczę, że uda mi się przebrnąć przez wszystkie eliminacje i dotrę do finałów, a w nich powalczę o jak najwyższe miejsca.



Wojciech Ruszkowski, trener sekcji strzeleckiej AZS LOK:

Pod względem finansowym rok był okropny. Pod względem sportowym - niezwykle udany. Całe szczęście, że przetrwaliśmy jako klub i udało się nam utrzymać strzelnicę. Nasi zawodnicy, jakby na osłodę, odnosili spore sukcesy. Wymienię tylko jeden: złoto Ali Ziai w Mistrzostwach Polski seniorów. Ala ma naprawdę spore szanse, aby wystartować w olimpiadzie w Atenach. Będziemy się starali zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby udało się jej to zrealizować.

Życzę sobie stabilizacji finansowej. Chciałbym dokupić nieco sprzętu i zmodernizować strzelnicę. Drugim marzeniem jest występ częstochowianki w igrzyskach olimpijskich. Chciałbym bardzo, aby to się udało.



Włodzimierz Seifryd, prezes UKS Gol:

Miniony rok, jako prezes klubu, oceniam słabo. Zawodniczki w rozgrywkach II ligi prezentowały się wyśmienicie, wygrywały mecz za meczem. Dobrze wypadały także w innych turniejach i Pucharze Polski. Jednak zarząd klubu nie nadążał za ich sukcesami. Nie mamy odpowiedniej bazy treningowej. Myślę, że przydałaby się nowa krew w zarządzie, choć ja nie składam rezygnacji. Wyniki były rewelacyjne, ale nic poza tym.

W roku 2004 życzymy sobie awansu do I ligi oraz takich bądź lepszych wyników, jak w minionym roku. Chciałbym również, aby znaleźli się ludzie, którzy pomogą klubowi, a dotacje były przyznawane na podstawie klasyfikacji współzawodnictwa dzieci i młodzieży, a nie innymi drogami.



Krzysztof Barczyk, kolarz Semeksu Kolejarza Częstochowa:

Osobiście nie mogę narzekać. Jakoś mi się w tym roku układało. Wywalczyłem aż cztery medale Mistrzostw Polski na torze: trzy w grupie juniorów i jeden w seniorach.

W Częstochowie powstaje silna grupa zawodowa i chciałbym w niej jakoś zaistnieć. Jeżeli będę uzyskiwać zbliżone wyniki do tych, które udało mi się osiągnąć w 2003 roku - będę zadowolony.



Agnieszka Mortka, kapitan SPS Politechnika:

Rok 2003 nie był zły. W minionym sezonie zajęłyśmy piąte miejsce w lidze, obecnie jesteśmy na razie na ósmym, ale mam nadzieję, że uda się nam powalczyć o lepsze miejsce w tabeli. Osobiście też nie mogę narzekać.

Oczekuję, że ten rok nie będzie gorszy od 2003. Chciałabym zaliczyć IV rok studiów, grać w drużynie z powodzeniem. Jest jeszcze jedna rzecz: mogę zdradzić Czytelnikom "Gazety", że już niebawem zmienię stan cywilny.



Janusz Darocha, pilot Aeroklubu Częstochowskiego:

Ogólnie nie mogę narzekać. Nie udało mi się, co prawda, obronić tytułu mistrza świata w konkurencji rajdowo-nawigacyjnej, ale sportowo nie było najgorzej. W Republice Południowej Afryki wywalczyłem tytuł wicemistrza świata. W życiu rodzinnym i prywatnie wszystko układało się w miarę pomyślnie.

Życzyłbym sobie, rodzinie i mieszkańcom Częstochowy zdrowia i spokoju w tych nieciekawych czasach. A jeśli chodzi o sport: w przyszłym roku w Danii będą rozgrywane mistrzostwa świata w lataniu precyzyjnym, na których postaram się wywalczyć jak najlepszy wynik.



Paulina Narkiewicz, tenisistka stołowa AZS WSP Częstochowa

Rok był dla mnie całkiem niezły. Wreszcie zaczęłam grać dobrze w lidze, a i indywidualnie radzę sobie coraz lepiej. W 2003 roku z koleżankami z drużyny zdobyłyśmy Puchar Polski i trzecie miejsce w lidze, indywidualnie wywalczyłam dwa brązowe medale w Mistrzostwach Polski seniorów. Był jeszcze jeden maleńki sukcesik, o którym warto wspomnieć: wygrałyśmy na wyjeździe z drużyną z Tarnobrzega, na co czekaliśmy ponad dziesięć lat.

Przyszły rok będzie dla mnie ważny przede wszystkim ze względów osobistych. Zamierzam zmienić stan cywilny. Chciałabym także po raz kolejny stanąć na najwyższym podium Indywidualnych Mistrzostw Polski oraz zdobyć z drużyną WSP złote medale Drużynowych Mistrzostw Polski oraz puchar naszego kraju.