Triatlon: Ewa Dederko w drodze na Igrzyska w Atenach

Triatlonistka klubu Kmicic, bezkonkurencyjna w Polsce Ewa Dederko jest największą nadzieją częstochowskiego sportu na udział w Igrzyskach Olimpijskich w Atenach. Czy zrealizuje swoje marzenie?
Ewa wie, że nawet jeśli pojedzie na olimpiadę, nie ma szans na medal czy miejsce w ścisłej czołówce. W sporcie niby wszystko jest możliwe, ale trudno Polce rywalizować z Australijkami czy zawodniczkami z USA, które przez cały rok trenują w doskonałych warunkach na wspaniałych plażach na Florydzie czy w Sydney. - Pierwszy raz byłam w Sydney w 1999 roku, na zawodach przedolimpijskich - opowiada Ewa. - Oglądały je tysiące ludzi.

Od tamtej pory 29-letnia częstochowianka marzy o udziale w olimpiadzie. Nie pojechała w 2000 w Australii. Czy uda się jej zrealizować cel, któremu podporządkowała kilka lat życia, i wystartować w Atenach?

Sama przeciwko wszystkim

Dederko wróciła przed Bożym Narodzeniem z drugiej wyprawy na antypody. Była tam cztery tygodnie. Na koniec wystartowała w mistrzostwach świata. Zajęła dopiero 39. miejsce. Rok wcześniej była 24. Tymczasem Polski Komitet Olimpijski postawił jej za cel poprawę lokaty sprzed roku. To miało przekonać działaczy, że warto wysyłać dziewczynę do Aten. - To była moja pierwsza, ale nie ostatnia próba zapewnienia sobie miejsca w kadrze olimpijskiej - mówi Ewa. - Kolejne czekają mnie wiosną. Teraz się nie udało. Okazało się, że miesięczna przerwa, jaką sobie zrobiłam latem, była zbyt długa. Nie zdążyłam wrócić do formy.

Ewa trenuje na basenie przy al. Niepodległości. Codziennie od 6 rano. W listopadzie, grudniu, gdy za oknami ciemno i zimno. Nie marudzi, bo tylko rano może mieć jeden tor wyłącznie dla siebie. Poza tym - na szczęście - mieszka w bloku tuż obok basenu. Biega w okolicach ul. Bór, Niepodległości. Na rowerze najczęściej można ją spotkać na tzw. starej drodze do Olsztyna.

- Nie narzekam - mówi. - Ja nawet lubię te zimowe treningi. Może dlatego, że jeśli trzeba włożyć więcej wysiłku, to przynosi efekty.

Przez wiele lat Dederko nie doczekała się trenera, w Polsce nie ma specjalistów do triatlonu. - W związku mówią, że to moja wina, bo jestem wybredna, ale przecież trener musi wiedzieć o triatlonie więcej ode mnie.

W Australii rozmawiała z lekarzem polskiego pochodzenia - fanatykiem sportu. - Chce mi zorganizować pobyt w Sydney w lutym i treningi pod okiem fachowców. Jak stwierdził, lepszy najgorszy trener australijski niż najlepszy polski. On zauważył, że źle biegam, nie wszystkie mięśnie są odpowiednio rozwinięte i obciążone. Podobnie z pływaniem. Gdy w Polsce wszyscy mi powtarzają, że pływam bardzo ładnie stylowo, tam od razu mi powiedzieli, że popełniam błędy. Teraz muszę je wyeliminować. Tylko jak mam to sama zrobić?

Na wszystkich imprezach Dederko przekonuje się, że tylko ona jako reprezentantka Polski musi sobie radzić sama. - Nie mówię już o Amerykankach, bo te mają po kilku trenerów, ale nawet Czeszki czy Rosjanki dziwią się, że jeżdżę na zawody sama i sama trenuję. U nich cała ta presja przed zawodami rozkłada się, a ja sama muszę pamiętać o sprzęcie, formalnościach i tym wszystkim, czym inne zawodniczki się nie zajmują.

Marzenie o kołach

Jeszcze dwa lata temu Dederko myślała o rezygnacji z uprawiania triatlonu. - Od czasu do czasu nadal nachodzą mnie takie myśli - przyznaje teraz. - Triatlon u nas się nie rozwija. Nie mam nawet porządnego stroju reprezentacyjnego. Powinnam zmienić rower, ale wygląda na to, że koła kupię sama, ale jakieś używane, bo nowe kosztują sześć tysięcy, a ramę będą miała nową tylko dlatego, że załatwiłam sobie to z firmą Giant, która już wcześniej mi pomagała.

Od dwóch lat sponsorem Ewy jest częstochowska firma Dabex. Jej szef Marek Bujak postanowił pomóc triatlonistce, kiedy przeczytał o niej tekst w "Gazecie". Co miesiąc wypłaca kwotę, która żużlowca czy siatkarza mogłaby rozśmieszyć, ale Dederko potrafi ją docenić: - Bardzo ważne jest także to, że ktoś się mną interesuje, docenia to, co robię. Oczywiście, są także moi rodzice. Pomagają, jak mogą. Żyją tym triatlonem, wspierają w chwilach zwątpienia, kibicują. Już się pogodzili z tym, że studia, praca, sprawy osobiste są na dalszym planie.

Co będzie, jak nie pojadę do Aten? Wierzę, że mi się uda. Nie wykluczam też, że powalczę o kolejną olimpiadę. Najlepsze wyniki w triatlonie uzyskują zawodniczki po trzydziestce.

Pytanie o pomoc dla Ewy Dederko

Ile kosztuje uprawianie triatlonu? Najdroższy jest rower. Najlepsze koła kosztują ok. 6 tysięcy, rama nawet ok. 10 tysięcy. Im sprzęt droższy tym lższejszy - a to najważniejsza jego cecha. Miesięczny wydatek na odżywki to ok. 500 złotych. Najnowszą piankę do pływania można kupić za ponad 1500 złotych. Teoretycznie wystarcza na kilka sezonów, ale dco rok pojawiają się nowe modele: lżejsze i wygodniejsze, dzięki czemu zyskuje się kilka cennych sekund na 1500 metrowej trasie pływackiej. Na sezon potrzebne są dwie pary butów do biegania. Dobrej klasy kosztują min. 300 złotych.

Ile trenuje Ewa Dederko? W zależności od pory roku. W okresie przygotowań do sezonu pływa rano od 6. do 7.30. Po południu bieg i jazda na rowerze w różnych proporcjach. Jeśli 40 km jazdy to przynajmniej 15-20 km biegu. Przy 60 na rowerze bieg jest krótszy, ok. 8 km.

Czy miasto nie powinno wesprzeć naszej jedynej poważnej kandydatki do startu w igrzyskach, tak jak kiedyś Małgorzatę Rydz, która otrzymywała z miejskiej kasy znaczne kwoty na przygotowania do olimpiad w Barcelonie i Atlancie?

Małgorzata Górska (Wydział Sportu Urzędu Miasta): Ewa Dederko jest przez nas dostrzegana. Wspierać możemy ją jednak tylko przez klub. W roku 2003 jej WLKS Kmicic otrzymał 35 tysięcy dotacji, a z tego 7 tysięcy tylko dla niej. Generalnie finansujemy wyłącznie sport młodzieżowy, ale w tej chwili jesteśmy na etapie zbierania wniosków o dotacje na 2004 rok i jeśli jej klub się o taką pomoc zwróci, będziemy to rozpatrywać.

Dla Gazety

Krzysztof Piątkowski, prezes Polskiego Związku Triatlonu: - Wierzę w to, że Ewie Dederko uda się zakwalifikować do igrzysk olimpijskich. Obecnie plasuje się na 45. miejscu w rankingu Światowej Federacji Triatlonu, podczas gdy w Atenach wystartuje 50 czołowych zawodniczek. W następnym roku Ewa będzie jeszcze startowała w czterech zawodach i święcie jestem przekonany, że da z siebie wszystko, aby w tej pięćdziesiątce się utrzymać. Jest jeszcze jedno kryterium, wewnętrzne, ustalone przez Polski Komitet Olimpijski. Na początku kwietnia w hiszpańskiej Walencji odbędą się Mistrzostwa Europy w triatlonie. Celem postawionym Ewie przez PKOl jest minimum 15. miejsce w tej imprezie. Jeżeli uda jej się to zrealizować, wówczas nie będzie już najmniejszych przeszkód, aby jechała do Aten.