Trener Świtu Władysław Stachurski: Tyle roboty

Dzisiaj nie jestem w stanie powiedzieć, którzy z tych piłkarzy zostaną - mówi nowy trener Świtu Władysław Stachurski. W poniedziałek w hali na Bemowie testował kandydatów do gry w drużynie outsidera ekstraklasy
Na pierwszym spotkaniu służącym wyłonieniu nowego składu Świtu pojawiło się 23 piłkarzy. Zaledwie czterech z nich reprezentowało klub z Nowego Dworu jesienią. Byli to Mariusz Unierzyski, Mariusz Malinowski, Arkadiusz Malarz i Rafał Kopaniecki. W zajęciach nie brali udziału: chory Mariusz Zganiacz oraz przechodzący rehabilitację Łukasz Mierzejewski i Jerzy Podbrożny. Od wczorajszego castingu Władysław Stachurski rozpoczął pracę w klubie, który ma utrzymać w pierwszej lidze.

Bartłomiej Atys: Jak doszło do tego, że został Pan trenerem Świtu?

Władysław Stachurski: Po pierwsze - to jest mój zawód. Po drugie - po przerwie wywołanej kłopotami ze zdrowiem [zawał serca] wróciłem do Legii jeszcze w 1997 roku. Potem byłem w niej dyrektorem sportowym. Później doradzałem prezesowi MOZPN, a od listopada ubiegłego roku prowadziłem zespół Okęcia. Padła propozycja z klubu Świt Nowy Dwór. W sumie rozmawialiśmy o tym może z dziesięć dni.

Wynika z tego, że rozmowy z Panem toczyły się równolegle do negocjacji z Liborem Palą.

- Tego nie wiem.

Nie boi się Pan ryzyka związanego z pracą w Świcie Nowy Dwór? Odkąd Wojciech Szymański jest prezesem tego klubu, to chyba ani jeden z trenerów nie przepracował tam okresu zagwarantowanego w kontrakcie.

- Takie jest prawo prezesa. Przyjmuje do pracy i może zwalniać. Moim zdaniem gdy sytuacja dojrzeje do tego, że będziemy mieli siebie dość, to trzeba będzie się rozstać. Chodzi mi oczywiście o kontakty sportowe, a nie towarzyskie. Nie mówmy jednak o sytuacjach złych, kiedy przed nami jest tyle roboty. Trzeba szukać nowych kandydatów do tego zespołu. Będziemy robili coś w rodzaju sportowych castingów.

Czy był Pan już kiedykolwiek w takiej sytuacji, żeby budować zespół praktycznie od zera?

- Od zera to się buduje zespół, który rozpoczyna grę w C klasie.

Chodzi mi o to, że w tej chwili nie ma Pan zespołu zgranych ze sobą piłkarzy.

- Jest klub, jest trener, ale nie ma drużyny. W okresie przerwy świątecznej, do piątego stycznia, będziemy z moimi współpracownikami starali się zebrać tę drużynę.

Czy Pana zdaniem jest możliwe w tak krótkim czasie zebranie grupy zawodników, którzy nauczą się na tyle dobrze współpracować, żeby utrzymać Świt w pierwszej lidze?

- Komfortu pracy na pewno nie ma. Trzeba jednak o to powalczyć. Jest trochę czasu. I jeszcze sporo zawodników do zobaczenia.

W sytuacji, w jakiej znajduje się Świt, pierwszy wiosenny mecz z Widzewem musicie wygrać. To samo dotyczy spotkania w trzeciej kolejce z GKS Katowice. Zdąży Pan zbudować wystarczająco silny zespół już na te mecze?

- Z tabeli wynika, że utrzymać się będzie bardzo ciężko. To jest jednak sport. Będziemy walczyli, żeby wygrać u siebie wszystkie mecze. Zgadza się, że na początku rundy wiosennej gramy o podwójne punkty.

Pana poprzednik Bogusław Pietrzak też przyszedł do Świtu z planem budowania nowego zespołu. W trzech meczach nie zdobył żadnego punktu i musiał odejść. Historia może się powtórzyć?

- Tego się nie boję.

Jest Pan pewien, że tak nie będzie?

- Nie wiem, jaką umowę miał pan Pietrzak. Ja na pewno będę z tym zespołem do czerwca. Jestem o tym przekonany. Natomiast nie wiem, jak będzie wyglądała sytuacja po czerwcu. W umowie mamy klauzulę mówiącą o przedłużeniu i zakończeniu współpracy.

Chodzi o to, że w razie spadku do drugiej ligi rozstaje się Pan ze Świtem, a w przypadku utrzymania w ekstraklasie pracuje dalej?

- To nie do końca tak to wygląda. Do czerwca na pewno będę w tym klubie. Jest klauzula mówiąca o rozwiązaniu umowy po spadku do drugiej ligi. Jest też zapis zakładający, że w przypadku dobrego wyniku i akceptacji z obu stron umowa zostanie przedłużona o rok.

Ilu piłkarzy z tych grających jesienią zostanie w Nowym Dworze?

- Na mówienie o tym jest ciut za wcześnie. Trochę powiedzą mi gry sprawdzające. Dzisiaj nie jestem w stanie powiedzieć, którzy z tych piłkarzy zostaną. Będzie mi łatwiej mówić na ten temat po pierwszej dekadzie stycznia.

Wtedy planujecie zakończenie castingów?

- No nie. Tak wcześnie nie da się tego zakończyć. Trzeba się liczyć z sytuacjami, że będziemy do siebie przekonani z zawodnikami, a ich zobowiązania klubowe nie pozwolą im na grę w Świcie. Na decyzje może trzeba będzie poczekać do samego rozpoczęcia rozgrywek.

Czy już dzisiaj ma Pan przynajmniej kilku zawodników, których będzie chciał zatrzymać?

- Na razie wszyscy zostali zaproszeni na próbę w piątek. Być może do niektórych wrócimy w styczniu i będziemy ich sprawdzali dalej. W piątek przyjedzie też następna grupa.

Może Pan podać nazwiska sprawdzanych piłkarzy?

- Jak będziemy podpisywać z nimi umowy, to podamy nazwiska. Na razie ze współpracownikami omówimy wrażenia z oglądu pierwszej grupy.

Gdzie będziecie szukać kandydatów do zespołu?

- To mogą być zawodnicy od pierwszej do czwartej ligi. Wiadomo, że celem jest utrzymanie się w ekstraklasie i nie można za bardzo szaleć, stawiając na młodzież. Będziemy się starali ściągnąć do klubu jak najlepszych.

Ma Pan już plan przygotowań?

- Piątego stycznia rozpoczynamy treningi w Warszawie w hali. Pod koniec miesiąca planujemy wyjazd do Szamotuł. Potem wracamy do Warszawy i w drugiej połowie lutego wyjeżdżamy na obóz do Tunezji. Przyjeżdżamy mniej więcej dziesięć dni przed rozpoczęciem ligi.

Kiedy będzie znany skład Świtu?

- Chciałbym, żeby jak najwcześniej, już przed wyjazdem do Tunezji.