Rutkowski, Wujec: Mistrzowski gambit Philadelphii

Lepsze jest wrogiem dobrego, nie wyważa się otwartych drzwi, a jak coś nie jest zepsute, to nie należy tego naprawiać. A mówiąc językiem sportowym - nie wolno zmieniać zwycięskiego składu. Wszystkie te zasady złamał trener Philadelphii 76ers Larry Brown, który podjął decyzję o przemeblowaniu składu legitymującego się najlepszym w tym sezonie bilansem w NBA.
Tuż przed upłynięciem terminu zawierania transferów Philadelphia pozyskała najlepszego centra w Konferencji Wschodniej - Dikembe Mutombo, w zamian za Toniego Kukocza i Nazra Mohammeda, ale przede wszystkim - Theo Ratliffa. Wszystko po to, żeby prolongować szanse drużyny na tytuł mistrza NBA. Być może za dwa miesiące okaże się, że było to genialne posunięcie. Być może okaże się, że był to największy od wielu lat błąd niecierpliwego Browna.

W osobie Mutombo Sixers pozyskali jednego z największych twardzieli w lidze, obrońcę-monstrum, zwycięzcę zeszłorocznej klasyfikacji zbiórek i bloków, trzykrotnego zdobywcę nagrody dla najlepszego obrońcy, którego boją się wszyscy gracze podkoszowi w lidze. Problem polega na tym, że Mutombo ma już 34 lata (oficjalnie, bo plotki głoszą, że jest sporo starszy), a po sezonie stanie się wolnym agentem i może (przynajmniej teoretycznie, bo na razie się na to nie zanosi) drużynę opuścić. W osobie Ratliffa Sixers oddali gracza, którego kreuje się na następcę Mutombo - bo też postrach pod koszem, też znakomity obrońca, też doskonale blokuje. Za Ratliffem przemawia wiek i kontrakt - jest o siedem lat młodszy od Mutombo, wciąż się rozwija, ma przed sobą wiele lat efektywnej gry i umowę podpisaną aż do 2005 roku.

Dzisiaj jednak Mutombo jest lepszy od Ratliffa pod niemal każdym względem. Jest naturalnym centrem, a nie skrzydłowym, który gra na pozycji centra z konieczności. Jest zdrowszy i rzadziej doznaje kontuzji. Jest wyższy, silniejszy, dojrzalszy.

A mimo to jeszcze w styczniu trener Larry Brown mówił: "Theo to przyszłość. Nie poświęcę przyszłości za Mutombo". Miesiąc później właśnie to uczynił. Gdy dziennikarze przypomnieli mu wcześniejsze deklaracje, odparł cierpko: "Zmieniłem zdanie".

Co zdecydowało? Chyba przede wszystkim to, że w Filadelfii rządzi ekipa niecierpliwców, którym marzy się tytuł już w tym roku. Szef klubu Pat Croce chciałby uczcić zdobycie tytułu, a potem odjechać na swym harleyu gdzieś w siną dal. Brown - choć jest wielkim trenerem - jest też znanym raptusem, który nie przywiązuje się zbytnio ani do miejsc, ani do graczy. A i lider 76'ers - Allen Iverson - do ludzi przesadnie cierpliwych nie należy.

Drugim powodem był fenomenalny występ Mutombo w Meczu Gwiazd. Drużynę Wschodu prowadził Larry Brown, Dikembe zaś szalał pod koszem, zebrał 22 piłki i wspaniale odgrywał je Iversonowi. Choć był to tylko jeden mecz, i to pokazowy, Mutombo zauroczył trenera Filadelfii.

Ostatecznie o transferze przesądziła jednak kontuzja Ratliffa. Złamanie nadgarstka może go wyłączyć z gry nawet do końca sezonu. Bez centra Filadelfia mogła stracić najlepszy bilans w NBA, no i znacznie zmalałyby jej szanse na awans do finałów ligi.

Przemeblowanie składu w samym środku sezonu rodzi oczywiście wątpliwości. Po pierwsze, atmosfera w drużynie, chemia zespołu. Filadelfia konsekwentnie budowała drużynę wokół Allena Iversona. Sprzedawano graczy błyskotliwych, aspirujących do miana gwiazd (Jerry Stackhouse, Tim Thomas) - ich miejsce zajmowali solidni rzemieślnicy i doskonali obrońcy (Ratliff, Tyrone Hill, George Lynch, Aaron McKie). Zawodnicy uczyli się ze sobą grać. Dwa lata temu awansowali po latach nieobecności do play off. W zeszłym roku podjęli równą walkę z najmocniejszą na Wschodzie Indianą. Wreszcie w obecnym sezonie Sixers, którzy jako jedyni z czołówki Wschodu nie poczynili istotnych zmian w składzie, bez problemów wygrywali w swojej Konferencji ze wszystkimi. Mutombo jest ponoć bardzo sympatyczny, a jego styl gry zbliżony jest do stylu Ratliffa i nie wymaga wielkich zmian taktycznych. Niemniej jednak, jest to zmiana odczuwalna (Ratliff był np. całkiem niezłym graczem w ataku, o Mutombo z pewnością nie można tego powiedzieć).



Druga wątpliwość to problem lojalności. Nieładnie jest sprzedawać kluczowego zawodnika zaraz po tym, jak doznał kontuzji. Trener Miami Pat Riley oburzał się: "Niby cenią lojalność, a tu zawodnik łamie rękę i zaraz zostaje sprzedany. Rozumiem pokusę, ale to tak, jakbym ja sprzedał Alonzo Mourninga [pauzuje cały sezon z powodu chorych nerek - przyp. red.) za Dikembe Mutombo".

Odpowiedź Larry'ego Browna była natychmiastowa: "I to mówi Riley, ten sam człowiek, który w zeszłym roku obiecał publicznie, że nikogo ze swojej drużyny nie sprzeda, a 24 godziny później ustalał ze mną szczegóły pozyskania Larry'ego Hughesa [do transferu ostatecznie nie doszło - przyp. red.]? Byłem w sobotę w Charlotte. Widziałem tam Jamala Mashburna, Tima Jamesa, PJ Browna i Otisa Thorpe'a [cała czwórka jeszcze w zeszłym roku grała w Miami, ale została sprzedana - przyp. red.]. Ciekawe, skąd oni się tam wzięli? Co wam to mówi o Pacie Rileyu?".

Riley się zreflektował i przeprosił za swoją wypowiedź, ale odrobina smrodku pozostała. Zwłaszcza że Brown nie miał odwagi, żeby przekazać informację o transferze Ratliffowi osobiście.

Na razie Mutombo czuje się w Philadelphii jak ryba w wodzie. Zdobywa średnio 14,1 punktu, ma 14,9 zbiórki i 3,8 bloku. Sixers nadal wygrywają. Czy pokerowe zagranie było słuszne, będzie można ocenić latem, po finale ligi i po ewentualnym przedłużeniu kontraktu z Mutombo. Ale na razie zgadzamy się z opinią Allena Iversona: "Świetny transfer. Zyskaliśmy na doświadczeniu i na rozmiarze. Dikembe jest podobny do Theo, tyle że większy".



Wielcy przeciwko Mutombo:

Oto, jak sobie radzili centrzy drużyny przeciwnej, od kiedy do Filadelfii trafił Mutombo

Jahidi White (Washington) - 2 pkt. (skuteczność 0 z 3)

Brian Grant (Miami) - 6 pkt. (1/13)

Scott Williams (Milwaukee) - 2 pkt. (1/5)

Elden Campbell (Charlotte) - 12 pkt. (5/10)

Ben Wallace (Detroit) - 6 pkt. (3/8)

Evan Eschmeyer (New Jersey) - 7 pkt. (3/4)

Lorenzen Wright (Atlanta) - 2 pkt. (1/3)

Mark Blount (Boston) - 4 pkt. (1/1)

Ligowi giganci przeciwko Mutombo też radzą sobie gorzej niż zwykle:

Shaquille O'Neal: średnie kariery - 27,4 pkt. i 12,7 zbiórki

przeciwko Mutombo: 23,7 pkt. i 12,5 zbiórki
Tim Duncan: średnie kariery - 21,1 pkt. i 11,8 zbiórki

przeciwko Mutombo: 19,3 pkt. i 8,5 zbiórki
Rasheed Wallace: średnie kariery - 19,6 pkt. i 8,1 zbiórki

przeciwko Mutombo: 12,8 pkt. i 5,5 zbiórki



Kronika towarzyska

Rozgrywający Sacramento Jason Williams nosi na ręku opaskę z napisem "Nienawidzę was". Williams twierdzi, że chce, żeby wszyscy go nienawidzili, bo na tym świecie jest mnóstwo fałszywych ludzi. My Williamsa nie nienawidzimy.

Rozgrywający Chris Childs został niedawno sprzedany z New York Knicks do Toronto. Ma żal do swoich byłych pracodawców. Przed meczem z Knicks zapowiedział, że nie umyje zębów, naje się cebuli i będzie chuchał swoim byłym kolegom w oczy, żeby ich zdekoncentrować. Toronto wygrało, Childs grał wyśmienicie. Nie ma jak cebula!

Ron Artest z Chicago Bulls po kilku meczach, w których udało mu się odnotować wiele przechwytów, oświadczył: "Jestem dobrym złodziejem. Jako dzieciak kradłem ciastka z cukierni. Byłem niezły. Kradłem do czterech paczek ciastek dziennie. Tak wyglądały moje przygotowania do NBA".

Podczas meczu z New York Knicks Reggie Miller z Indiany zdenerwował się na sędziego Eda Rusha i splunął w jego kierunku gumą. Trafił w głowę. Rush nie wiedział, kto go tak potraktował, więc nie wyciągnął konsekwencji. Po meczu Miller wszystkiego się wyparł. Ale "życzliwi" nowojorczycy wszystko sfilmowali, wysłali taśmę do władz ligi, a lider Pacers został zdyskwalifikowany na jeden mecz .



Tako rzecze Shaq

Shaq skończył niedawno 29 lat. Oznajmił, że w prezencie urodzinowym chciałby dostać... Annę Kurnikową.



Bohater tygodnia

Center Nazr Mohammed. Na jeden z meczów z Ghany specjalnie przyjechała jego matka. Nigdy nie widziała swojego syna w akcji i była bardzo ciekawa, jak gra. Mohammed pojawił się na parkiecie... na 12 sekund.

Niezłe numery

18 punktów, 15 zbiórek i 11 asyst zdobył zawodnik New Jersey Kenyon Martin w meczu z Milwaukee. Tym samym stał się szóstym w historii debiutantem wybranym z numerem 1, któremu udało się uzyskać triple-double. Pozostała piątka to: Chris Webber, Brad Daugherty, Ralph Sampson, Magic Johnson, Bill Walton. Niezłe towarzystwo.

Bajka na dobranoc

Bajki nie będzie. Michael Jordan nie wróci do NBA. Sorry.