Sport.pl

Spójnia Stargard - Polonia Warszawa 62:91

ERA BASKET LIGA. - Gdybyśmy tu przegrali, to byłby jeden wielki wstyd. Skoncentrowaliśmy się więc należycie i udało się spokojnie wygrać - mówił Walter Jeklin, dziś rzucający obrońca Polonii, a trzy lata temu zawodnik Spójni.
Gospodarze przegrali ósmy mecz z rzędu, ale kibice nagrodził ich brawami za ambicję. Tematem numer jeden na trybunach był nie przebieg meczu, ale tajemniczy sponsor, z którym rozmawiają działacze klubu.

Spotkanie z Czarnymi Koszulami rozpoczęło się zgodnie z przewidywaniami i zakończyło zgodnie z planem. Już w pierwszych minutach goście uzyskali przewagę, a później ją skutecznie powiększali.

- Początek identyczny, finał też. To zaczyna być denerwujące i nudne - mówi Robert Morkowski, kapitan Spójni. - Nie mamy środków w drużynie, by przeciwstawić się tak silnemu przeciwnikowi.

Jedyne, co obecnie ma Spójnia, to ambicja zawodników. Gdy stargardzianie przegrywają już dziesięcioma punktami, to zaczynają przez długi czas grać jak równy z równym. Z Polonią walczyli przez dwie kwarty, by nie przełamać bariery 20 punktów. Warszawianom udało się to w 32. minucie, gdy Łukasz Koszarek wyrzucił piłkę z autu wprost do szybującego w powietrzu Michała Hlebowickiego, który wsadem umieścił ją w koszu. Piękna akcja i jedyne tego wieczoru brawa dla zespołu gości.

Na dwie minuty przed końcem Polonia prowadziła nawet 86:55, ale nie utrzymała 30-punktowej przewagi.

Nie zakładałem przed spotkania, iloma punktami chcę wygrać. Zależało mi na dwóch punktach, a nie na różnicy - stwierdził Wojciech Kamiński, szkoleniowiec Polonii. - Podeszliśmy do meczu skoncentrowani, wykorzystaliśmy swoje atuty, a także nie pozwoliliśmy złapać Spójni rytmu.

Gospodarze próbowali wszelkich sposobów: obrona strefowa, krycie od połowy, krycie na połowie rywala. Żaden manewr nie powiódł się.

- Zagraliśmy jedno ze słabszych spotkań w tym sezonie. Ten wynik to najniższy wymiar kary, bo dzieli nas przepaść organizacyjno-sportowa - zauważył Mieczysław Major, trener Spójni. - Gramy w miarę równo przed dwie, góra trzy kwarty. Później brakuje sił i zmienników.

- Tydzień temu przegraliśmy w Słupsku. Gdybyśmy i tu przegrali, to byłby jeden wielki wstyd - podsumował Walter Jeklin, dziś obrońca Polonii, a przed trzema laty gracz Spójni. - Skoncentrowaliśmy się więc należycie i udało się spokojnie wygrać. Wykonaliśmy wszystko, jak należy.

Spotkanie spotkaniem, ale kibice w hali oczekiwali od działaczy klubu wyjaśnień, kiedy zostanie podpisana umowa ze sponsorem i kto nim będzie. Prezes klubu Wojciech Bartczak na razie wstrzymuje się z udzielaniem odpowiedzi, ale powtarza, że wszystko idzie w dobrym kierunku i być może w styczniu nastąpią wzmocnienia kadrowe.

- Czekamy na wzmocnienia, bo nie mamy czym powalczyć teraz w lidze - uważa Morkowski. - W tym składzie mielibyśmy kłopoty nawet w I lidze.

- Rzeczywiście, Spójnia nie ma teraz składu na walkę w ekstraklasie, ale w styczniu będzie groźniejsza - dodaje Jeklin. - Dziś mogą się pokazać młodzi, którzy mają okazję grać w ekstraklasie. Dobrze, że nie będziemy już grać w Stargardzie, bo to ciężki teren.

Spójnia Stargard62
Polonia Warszawa91
Kwarty: 12:24, 19:22, 17:19, 14:26.

Spójnia: Soczewski 15, Mazur 9 (1), Nizioł 7, Sudowski 7 (1), Morkowski 4 - Piechucki 13, Hrycaniuk 7, Baszak 0.

Polonia: Nordgaard 21, Elliott 10 (2), Harvey 5, Lerie 5, Jarutis 2 - Hlebowicki 16, Karwowski 12 (1), Jeklin 10 (2), Sidor 4, Koszarek 4, Miłoszewski 2.