Wisła mistrzem rundy i niech to się powtórzy

Po odejściu z Wisły Kamila Kosowskiego, Marcina Kuźby, Kalu Uche oraz kontuzjach Arkadiusza Głowackiego i Maura Cantoro wszyscy pukali się w czoło, gdy Henryk Kasperczak obiecywał, że gra "Białej Gwiazdy" się nie pogorszy.
Niezręcznie to zabrzmi dwa dni po pucharowym blamażu z Valerengą, jednak od sierpnia do listopada piłkarze mistrza Polski dali sporo dowodów na to, że Kasperczak jednak się nie mylił.

Owszem, lewoskrzydłowy Brasilia prezentuje czasem denerwującą przeplatankę zagrań genialnych ze sztubackimi, Damian Gorawski potrafi rozbroić idiotycznie zarobioną czerwoną kartką, ale ta drużyna ma przyszłość. Pod warunkiem że nie zacznie lekceważyć rywali - jak Valerengę czy warszawską Polonię w ostatnich minutach meczu.

Piotr Brożek zapowiada, że nie ustąpi w rywalizacji o miejsce na lewym skrzydle, "Gora" nie ma zamiaru oddawać prawej flanki, Maciej Żurawski czuje, że może grać jeszcze lepiej, a gdy komuś emocje zamieszają w głowie i poczuje się przedmeczowym zwycięzcą, natychmiast z lodowymi okładami pędzi Maciej Stolarczyk.

Na dodatek właściciel klubu Bogusław Cupiał "zareagował pozytywnie" na przegraną batalię o Ligę Mistrzów i osobiście nadzoruje działania transferowe zarządu. Zapowiada sprowadzenie na Reymonta czterech solidnych piłkarzy. "Dwóch kandydatów na jedno miejsce" - to ideał, do którego dąży Cupiał. Rolą Kasperczaka będzie przypilnowanie, aby przy tej rywalizacji o miejsce wyjściowa jedenastka była stabilna i czytelna.

My z kolei mamy nadzieję, że za przyczyną ewentualnych niepowodzeń na wiosnę znowu winne nie okażą się słynne już media. Natomiast jakże szczere wyznania w stylu: "Jest stresik, ale gdybym go nie czuł, to byłoby nieludzkie", częściej pojawią się na ustach trenera.

Walka o mistrzostwo Polski jeszcze się nie rozstrzygnęła. Na razie kibiców musi cieszyć punkcik przewagi nad Amicą. A cała reszta jest do wzięcia na wiosnę. W tym i trzy rewanże u siebie za jesienne ligowe porażki.