Sport.pl

Rozmowa z siatkarzem Mariuszem Szyszko

Po treningu i po zabiegach wracam do domu pieszo. Dużo ćwiczę, więc w trakcie leczenia kontuzjowanego barku mało że nie przytyłem, to jeszcze schudłem - mówi Mariusz Szyszko, kapitan zespołu siatkarzy PZU AZS Olsztyn
Marek Siwicki: Podczas meczu Pucharu Polski z Ivettem zamiast piłką bawiłeś się z synkiem. Wcześnie wdrażasz go do siatkówki...

- Już w drugiej partii musiałem ogromnie się starać, żeby go czymś zająć. Nudził się. Gdyby mecz trwał pięć setów, Maksio, który ma dopiero dwa latka, nie wysiedziałby w sali i pewnie musiałbym z babcią i dziadkiem iść do domu.

To co, nie będzie rozgrywającym...?

- Na swoje dzieci nie wywieram żadnej presji. Ba, nawet nie będę zabiegał, żeby zainteresować je siatkówką albo żeby uprawiały jakąś inną dyscyplinę sportu. Zrobią, jak zechcą. Nic na siłę. Będę natomiast pilnował, żeby syn nie brał narkotyków i nie używał alkoholu...

A propos używek... Po zwycięstwie pucharowym w Jastrzębiu dyspozycja siatkarzy PZU AZS w spotkaniu ligowym z Pamapolem w Częstochowie była, najogólniej mówiąc, dość podejrzana. Zwłaszcza że słabą formę tłumaczono dolegliwościami żołądkowymi. Zatruciem...

- Cokolwiek bym teraz nie powiedział, każdy będzie nadal myślał po swojemu. Nie byłem co prawda z chłopakami ani w Jastrzębiu, ani w Częstochowie, ale od osób, którym mam prawo ufać, wiem, że żadnego fetowania sukcesu piwem nie było.

I wygraliście w środę z Jastrzębiem w Olsztynie... Dla niektórych za łatwo...

- Zawsze jest tak, że jak przegrywamy, są do nas zastrzeżenia o słabą grę. Jeśli z kolei wygrywamy, bywa że też znajdą się malkontenci, co to lubią ponarzekać, że rywale prezentowali się kiepsko. A ja życzyłbym sobie, żeby Ivett utrzymał tę nie najlepszą dyspozycję ze środy aż do soboty, kiedy w Uranii zagramy z nimi mecz ligowy.

Co czujesz, kiedy piłka jest kilka centymetrów nad rękami Mariusza Sordyla. Wiesz, gdzie ją pośle?

- Jestem spokojny, bo wiem, że zrobi to bardzo dobrze. Wiedząc już, że Mariusz będzie musiał zastąpić Pawła Zagumnego i mnie na pozycji rozgrywającego, byłem przekonany, że sobie znakomicie poradzi i że będziemy wygrywali. Paweł bardzo szybko rozgrywa piłkę. Mariusz z kolei przez ułamek sekundy przytrzymuje ją. To może już dość archaiczny sposób gry, ale bardzo skuteczny na środkowych rywali, sprawia im wiele kłopotów i po prostu gubią się. No i jeszcze jedno, Mariusz nie ogranicza się wyłącznie do wystawiania piłek atakującym, ale je bardzo dobrze rozgrywa.

A Paweł Kuciński? Ten z kolei sprawia wrażenie, że wciąż jest niezadowolony. Co się dzieje...?

- Ma jakieś dolegliwości zdrowotne... Ale dlaczego ma wciąż kiepski humor, niech lepiej sam odpowie. Kolegom z drużyny nie potrafi na to pytanie odpowiedzieć. Z powodów dla mnie niezrozumiałych szybko popada w stan przygnębienia. Nie wiem, czym się przejmuje, przecież grał w meczu z Ivettem dobrze, a cały sezon, jak do tej pory, ma udany. Ten typ chyba tak po prostu ma...

Pomówmy o twoim barku... Boli?

- Już nie, ale w momencie, kiedy doznałem kontuzji, przez kilka sekund bolało, i to solidnie. Mam ponadrywane mięśnie i ścięgna obręczy barkowej. Jestem po krioterapii i naświetlaniach laserem. Czekają mnie jeszcze zabiegi jonizacji i ultradźwięki. Na początku następnego tygodnia wybieram się na badania i jeśli wypadną pomyślnie, będę mógł zacząć powoli myśleć o grze. Oczywiście wciąż trenuję, tyle że nie angażuję rąk. Biegam, wykonuję ćwiczenia na mięśnie brzucha. Wzmacniam nogi.

Przytyłeś pewnie?

- Ależ skąd! Schudłem i zapewniam, że jak za kilkanaście dni wejdę na boisko, będę wyglądał lepiej niż przed kontuzją. Mam to do siebie, że kiedy wiem, że mogę przytyć, bo mniej trenuję, jem znacznie mniej, a to daje efekty...