Agata Wróbel przed MŚ w Vancouver

- Wszyscy przygotowują się do tego jedynego startu, każdy ma nadzieję być w życiowej formie. Walka o wyjazd na olimpiadę dodaje nam sił. Wierzę, że będzie dobrze. Liczę na medal - mówi przed startem w mistrzostwach świata Agata Wróbel.
Vancouver jest - obok Zurychu - uważane za jedno z najbardziej przyjaznych do życia miast na świecie. Czy będzie równie przyjazne osiąganiu sportowych sukcesów? Agata Wróbel, sztangistka Górala Żywiec, przekona się o tym już w piątek. Właśnie wtedy na pomost ciężarowych mistrzostw świata wejdą najsilniejsze kobiety świata.

Z zawodniczką udało nam się porozmawiać wczoraj wczesnym rankiem. Odebrała telefon w hotelu Sheraton przy Burrard Street.

Wojciech Todur: Jak się Pani czuje na kilkanaście godzin przed startem?

Agata Wróbel: Teraz już lepiej, ale zaraz po przylocie do Kanady miałam problemy z łokciem. Ból już minął, mogę normalnie trenować. Na początku się przestraszyłam, miałam duże trudności z rwaniem. Na szczęście to już przeszłość. Zresztą w ciężarach jest tak, że jak nic nie boli, to jest źle, bo znaczy, że człowiek nie żyje.

Co z aklimatyzacją?

- Przyjechaliśmy do Kanady jako jedna z pierwszych ekip. Kto wie, może nawet byliśmy pierwsi? To już blisko dwa tygodnie, więc zdążyłam się przyzwyczaić. Zresztą ja dobrze znoszę wszelkie zmiany stref czasowych, klimatu. Mam to chyba w genach.

Rok temu w Warszawie osiągnęła Pani życiowy sukces, wywalczyła Pani mistrzostwo świata. Czy wspomnienie tamtego dnia dodaje Pani wiary, że Kanadzie może być równie dobrze?

- To był niesamowity dzień. Zostać mistrzynią świata przed własną publicznością to naprawdę wielka sprawa. Powtórzyć ten sukces będzie jednak niezmiernie trudno. Mistrzostwa świata w Vancouver są jednocześnie kwalifikacją do przyszłorocznych Igrzysk Olimpijskich.

Na pomoście staną wszyscy najlepsi, w Warszawie kilku dobrych zawodniczek jednak brakowało. Wszyscy przygotowują się do tego jedynego startu, każdy ma nadzieję być w życiowej formie. Walka o wyjazd na olimpiadę dodaje nam sił. Wierzę, że będzie dobrze. Liczę na medal.

Jaki?

- Kolor nieważny. Z każdego będę zadowolona.

Kto będzie dla Pani najtrudniejszą rywalką?

- Myślę, że Chinka Tang Gonghong. Podnosi naprawdę imponujące ciężary. Nie do końca orientuję się w formie innych sztangistek. Mam taką zasadę, że koncentruję się głównie na sobie. Na treningach dzieliliśmy salę z zawodniczkami z Francji i Włoch, ale one nie powinny mi zagrozić. Zresztą nie wszystkie najlepsze zawodniczki już przyjechały do Vancouver.

Czytałem, że nie lubi Pani startować w czwartki i poniedziałki. W Kanadzie wejdzie Pani na pomost w piątek, tak więc "złe dni" odpadają?

- Sama nie wiem, skąd się to wzięło, że czwartki i poniedziałki mi nie leżą. A piątek... dzień jak każdy. Oby zwycięski.

Czy Pani śladem cały czas podążają kamery Eurosportu (Wróbel jest bohaterką programu "Droga do Aten")?

- Tak. Już się do nich przyzwyczaiłam. Nawet ich nie zauważam. Na początku miałam opory do tego pomysłu, bo nie lubię być na świeczniku. Jednak pomyślałam, że to duża promocja mojej dyscypliny, no i wyróżnienie dla mnie.

W materiałach telewizyjnych widać, że jest Pani osobą bardzo impulsywną. O sile Pani spojrzenia kilka razy przekonał się nawet trener.

- Proszę nie przesadzać. Trener może czuć się bezpieczny (śmiech).

Jak wygląda miasto? Był czas na zwiedzanie?

- Vancouver jest piękne. Zaraz po przylocie obiecałyśmy sobie z koleżankami, że zwiedzanie będzie obowiązkowe. Jednak mijają dni i ciągle brakuje nam czasu. Tak więc na razie Vancouver poznaję głównie z okien hotelu, gdzie jest zakwaterowana nasza ekipa.

Czas upływa nam na treningach, posiłkach i podróżach. Na początku do hali treningowej mieliśmy trochę daleko, jechało się 45 minut autobusem. Teraz jest lepiej - dostaliśmy przydział do sali, która znajduje się 10 minut od hotelu. Tak więc na treningi chodzimy sobie spacerkiem.

Jest Pani rozpoznawana na ulicy? Kibice proszą o autografy?

- Spotkaliśmy kilku Polaków. Obiecali, że przyjdą na zawody.

Jak prezentuje się obiekt, w którym przyjdzie Pani walczyć o mistrzostwo świata?

- Kameralny, ale w sumie fajny. Na trybunach może usiąść zaledwie 1200 kibiców. W czasie zawodów hala jest piękna. Kanadyjczycy wiedzą, o co w tym chodzi. Głośno dopingują.

Myśli już Pani o przyszłym roku, o starcie w Atenach?

- Na razie myślę o najbliższym piątku. O Atenach porozmawiamy, jak wywalczę kwalifikację olimpijską. To są ciężary, wszystko może się zdarzyć.





Agata Wróbel ma 22 lata. Startuje w kategorii powyżej 75 kg. Największe sukcesy: srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich w Sydney w 2000 r., mistrzyni świata (Warszawa 2002 r.), mistrzyni świata juniorek w latach: 1998, 1999, 2000.