Alpat Gdynia - Piast Szczecin 2:3

W przebudowanym z konieczności składzie szczecinianki wywiozły komplet punktów z Rumii.
Miało być łatwe zwycięstwo, a skończyło się na męczącym pięciosetowym meczu, w którym na szczęście ostatnią piłkę wygrały szczecinianki.

Już po spotkaniu przeciwko Sokołowi Chorzów trener Jerzy Taczała zapowiadał, że nie da się do następnego meczu wyleczyć z kontuzji Urszuli Paszkiewicz. W piątek, tuż przed wyjazdem do Gdyni, okazało się, że na anginę zachorowała Monika Bryczkowska. Grać nie mogła także Katarzyna Bury.

- Z konieczności musiałem dokonać eksperymentu - mówi Taczała. - Na skrzydle wystawiłem Adę Wychowanek, a na środku bloku po raz pierwszy w wyjściowym składzie zagrała Ewa Kwiatkowska.

Na zmiany wchodziły nie w pełni zdrowe Katarzyna Ostrowska i Marlena Twaróg. W takim składzie drużyna szczecińska grała nierówno: momentami dobrze, a za chwilę znacznie gorzej.

- Zadowolony jestem z drugiego seta, końcówki trzeciego i tie-breaka - mówi Taczała. - Wtedy momentami graliśmy tak dobrze, jak przeciwko Sokołowi.

Będące w trudnej sytuacji (dotychczas tylko jedno zwycięstwo) gospodynie momentami stawiały wszystko na jedną kartę. Z wielkim zaangażowaniem rozpoczęły mecz i zanim eksperymentalne ustawienie Piast zgrało się, rywalki wygrały partię. W drugiej gospodynie nie miały nic do powiedzenia. W trzecim Alpat prowadził 23:18, ale szczecinianki zmobilizowały się, zaczęły bronić każdą piłkę z ogromnym poświęceniem i skutecznie kontratakowały. Dzięki temu zdobyły siedem punktów z rzędu, objęły prowadzenie i wygrały. W tie-breaku Piast prowadził 6:3, 8:4, 12:8, by dać się doścignąć na 12. Na szczęście do końca spotkania punkty zdobywały już tylko szczecinianki, odnosząc czwarte zwycięstwo w tym sezonie.

Alpat Gdynia2
Piast Szczecin3
Sety: 25:19, 15:25, 23:25, 25:15, 12:15

Piast: Archangielskaja - Kwiatkowska, Furmanek - Felkel, Gliwa, Wychowanek oraz Kuchczyńska (libero), Ostrowska i Twaróg.