Lotos VBW Clima - Gwiazdy STBL 80:81

KOSZYKÓWKA KOBIET. Przy niemal pustych trybunach w hali na Podpromiu gwiazdy Sharp Torell Basket Ligi pokonały jednym punktem mistrzynie Polski Lotos VBW Clima Gdynia 81:80
Taki mecz rozgrywany był po raz pierwszy w historii kobiecej koszykówki w Polsce. Aktualne mistrzynie kraju Lotos VBW Clima Gdynia zagrały z ekipą gwiazd ligi, której skład ustalili Internauci (pięć zawodniczek spośród 30 wskazanych przez Kluby STBL). Trenerem Gwiazd STBL został Andrzej Nowakowski, szkoleniowiec kadry narodowej oraz ŁKS Łódź, który nominował 7 kolejnych zawodniczek do swojej drużyny.

Sobotnia impreza miała być promocją kobiecej koszykówki. Do Rzeszowa specjalnie przyjechały z cheerleaderki Lotosu Gdynia, była nawet orkiestra mobilizująca publicznosć do dopingu. Pjedynek transmitowała w paśmie regionalnym TVP. Niestety, niedopisali rzeszowscy kibice. Gdyby nie kilka autobusów wiernych fanów mistrza Polski, którzy przyjechali znad morza specjalnie na te zawody, hala na Podpromiu świeciłaby pustkami.

Pierwsza kwarta tego niecodziennego pojedynku należała do zawodniczek zespołu Gwiazd. Wprawdzie w 8 minucie drużyna Lotosu uzyskała po rzucie Rosjanki Natali Vodopianovej prowadzenie 17:16, ale pierwszą kwartę pewnie wygrał zespół dowodzonby przez Sylwię Wlaźlak przewagą dwóch punktów (20:18). Nie dało się nie zauwaerzyć, że obydwie drużyny traktują ten mecz na luzie i pozwalją sobie na swobodną widowiskową grę, nie poświęcając większej uwagi w obronie. Niemal zupełnie niewidoczną, pomijając 213 cm wzrostu, była Małgorzata Dydek, najpopopularniejsza polska koszykarka ostatnich lat. W drugiej minucie drugiej kwarty Lotos ponownie objął prowadzenie i konsekwentnie powiększał przewagę, by pewnie wygrać ten fragment meczu 26:17 a pierwszą połowę spotkania 44:37.

Po przerwie kibice doznali konsternacji, bowiem na parkiecie miała miejsce niespotykana sytuacja, Sylwia Wlaźlak i Agnieszka Bibrzycka (Lotos) zaminieły się koszulkami. - To był taki żart. Wszystkie doskonale się znamy, więc dla naszych drużyn niestanowiło to problemu. Kibice może mogli być momentami lekko zdezorietnowani - wyjaśniała Bibrzycka. Niczym w kalejdoskopie zmieniła się sytuacja w trzeciej kwarcie. Na początku prowadzenie Mistrzyń Polski sięgało już 11 punktów i nic nie zapowiadało dramatycznej końcówki meczu. Gwiazdy STBL ponownie zaświeciły, poprawiły obronę, szybko wyprowadzały kontry, a biorąc pod uwagę nieco zabawową grę Lotosu doprowadziły do remisu 62:62.

Ostatnia kwarta, a szczególnie jej pierwsze minuty, należała ponownie do Gwiazd Ligi. Koszykarki Lotosu przez pierwsze 2 minuty 41 sekund nie mogły trafić do kosza, niemoc tę przełamała dopiero Vodopianova. Mistrzynie Polski jednak nie rezygnowały z walki i po akacjach Amerykanki Chesity Melvin traciły do rywalek tylko dwa oczka (70:72). Dowodem tego, że obydwie strony poważnie traktowały wynik, była ostra walka o piłkę między Łotyszką Daivą Jedokaite z zespołu Gwaizd STBL a Rosjanką Tatianą Troiną. Piłka po kontakcie z tą drugą poszybowała w aut. Sędzia jednak uznał, że grę wznawiać będzie Gdynia. Jedokaite szybko podbiegła do Troiny i zirytowana krzyczała - Powiedz arbitrowi, że to ty ostatnia dotknęła piłki. Jednak 22-letniej Rosjance ani w myśli było przyznać się do błędu. Chwilę później Lotos był już na prowadzeniu 78:76. Do samego końca meczu trwała walka kosz za kosz. Na 1.9 sekundy przed ostatnim gwizdkiem znowu doszło do spotkania Troiny z Jedokaite. Sfaulowana Łotyszka perfekcyjnie wykonała obydwa rzuty osobiste i zapewniła jednopunktową wygraną zespołowi Gwiazd STBL.

Po zakończeniu spotkania kibice oblegali zawodniczki obydwu drużyn. Na parkiecie zapanowała istna walka o autografy, koszykarki z uśmiechem na twarzy obdarowywały najwierniejszych fanów podpisami, pozowały także do pamiątkowych zdjęć. Mimo tego, nie dało się niezauważyć rozczarowania na twarzach niektórych pań z powodu słabej frekwencji na trybunach. - Przejechałyśmy przez całą Polskję, żeby zagrać tu pokazowy mecz. To miała być promocja koszykówki, szkoda że nie dopisali kibice - mówiła Małgorzata Dydek.

LOTOS VBW CLIMA GDYNIA 80

GWIAZDY SHARP TORELL LIGI 81

Kwarty: 18:20, 26:17, 18:25, 18:19.

* Lotos: Melvin 21 (1), Bibrzycka 17 (3), Powell 6, Mizrachi 0, Dydek 0 oraz Vodopianova 13, Pawlak 7, Troina 7 (1), Sytnyak 5, Cupryś 4, Szott 0.

* Gwiazdy: Trześniewska 27, Jodekaite 15 (1), Wlaźlak 8 (1), Piestrzyńska 7 (1), Kenig 4 oraz Kobryn 7, Kłosińska 5, Żytomirska 4, Krupska-Tyszkiewicz 2, Żyłczyńska 2, Krysiewicz 0, Piątkowska 0.

Widzów: 1 tys.



MVP meczu

Elżbieta Trześniewska

Minuty: 33

Punkty: 27

Rzuty za 2 pkt: 10/12

Rzuty osobiste: 7/8

Zbiórki: 5

Asysty: 2

Faule: 1

Straty: 1



Zdaniem trenerów

Andrzej Nowakowski

Gwiazdy STBL

Zagraliśmy bardzo dobre zawody, zarówno w obronie i ataku. Mieliśmy za sobą tylko jeden trening, ale przy tej klasie zawodniczek nie potrzebowaliśmy więcej, by zagrać dobry mecz. Myślę, że kibice obejrzeli dobre spotkanie, a wygraliśmy, bo mieliśmy trochę więcej szczęścia w końcówce.



Krzysztof Koziorowicz

Lotos VBW Clima

Taki mecz to przede wszystkim dobra zabawa. Najlepszy tego dowód to trzecia kwarta, którą dziewczyny potraktowały wybitnie zabawowo, a dopiero w czwartej zagrały z większym naciskiem na wynik. Miało to być widowisko i było, bo celem tego spotkania była przecież promocja koszykówki. Na pewno to spotkanie przyniosło jakiś pożytek. Szkoda tylko, że nie dopisała publiczność.



Liczby Małgorzaty Dydek

20

minut gry

5

zbiórek

3

asysty i bloki

0

punktów

Skutek uboczny

Piotr Sołtys: Ciężko się do Pani dopchać, mnóstwo fanów prosi o autografy

Elżbieta Trześniewska, Gwiazdy STBL oraz PZU Polfa Pabianice: - Szkoda, że to po meczu gwiazd ligi, a nie na przykład po finale rozgrywek ligowych.

Jakie wrażenia po meczu?

- Wielka radość. Choć to mecz o przysłowiową pietruszkę, to to zwycięstwo miało swój wymiar. W tego typu pojedynkach, jak choćby Północ - Południe, czy Wschód - Zachód zawsze górą była dryżyna składająca się w większości z gdynianek. Wreszcie przerwałyśmy tą passę. To na pewno jakiś sukces i mam nadzieję, że dobry prognostyk przed finałem ligi.

Czy gra bez presji wyniku, to sposób na zwycięstwo?

- Chyba tak. Przystapiłyśmy do tego meczu na luzie, zagrałyśmy szybko, bez ustawiania poszczególnych akcji, odchodząc od schematów. Zdałyśmy się na spontanicznosć i kreatywność. Jak widać przyniosło to wymierny efekt.

Liczyła pani na nagrodę MVP?

- Ależ skąd. Powiedzmy, że to taki skutek uboczny gry całego zespołu.

Jak ocenę można wystawić publicznośći?

- Kibice spisali się na medal. Szkoda tylko, że było ich tak mało. Tym bardziej szkoda, że macie w Rzeszowie świetny obiekt. Na co dzień w Pabianicach mecze ligowe gram w sali, którą można porównać do kurnika. Panuje tam ogromna ciasnota, a cała ekstraklasa gra w dużych nowoczesnych salach. Osobiście lubię dużą przestrzeń, tu w Rzeszowie czułam się wspaniale.