Dospel Katowice - Wisła Płock 2:0

Po trzech spotkaniach bez zdobytej bramki, "Gieksa" wreszcie wygrała, i to w najmniej oczekiwanym momencie. Piłkarze z Katowic okazali się lepsi od faworyzowanej Wisły Płock.
Napięta atmosfera na Bukowej udzielała się ostatnio wszystkim. Przed meczem kibice grozili piłkarzom, wysyłając im SMS-y, w których przestrzegali przed zlekceważeniem spotkania. Prezes groził obniżeniem kontraktów o 50 proc. i rozwiązaniem kontraktów z kilkoma piłkarzami. Zawodnicy zaś mieli zamiar zastrajkować i opóźnić wyjście na boisko o 15 min.

Ostatecznie zamiast strajkować, zagrali bardzo dobry mecz!

Otwarte notesy

Zgodnie z zapowiedziami, na ławce rezerwowych "Gieksy" zasiedli Jarosław Tkocz, Paweł Adamczyk i Krzysztof Sadzawicki. - W każdej drużynie zmiany się zdarzają i nie ma w tym nic szczególnego. Nie szło nam ostatnio, więc trzeba było coś zmienić - tłumaczył Jan Żurek, trener "Gieksy". Wiadomo jednak, że do posadzonych na ławce piłkarzy prezes katowickiego klubu ma spore pretensje o brak sportowej postawy i grozi im rozwiązaniem kontraktów.

Na boisko wybiegł natomiast Stanisław Wróbel, który również jest "na celowniku" prezesa Dziurowicza. - Dowiedziałem się na odprawie przedmeczowej, że jednak zagram. Nadal jednak nie wiem, co dalej ze mną będzie. Sam nie wiem, czy zostanę w Katowicach - zastanawiał się Wróbel. Dziurowicz chce, aby piłkarz wrócił do Górnika Zabrze, któremu katowicki klub nadal nie zapłacił za popularnego "Stanleya".

W ostatnim czasie fatalna sytuacja klubu odbiła się również na pracownikach administracyjnych, bowiem Dziurowicz zwolnił aż osiem osób.

Wszystko wskazuje na to, że wiosną ujrzymy zupełnie inną "Gieksę". Na pewno odejdzie Jacek Kowalczyk (szczegóły obok), być może prezesowi "Gieksy" uda się sprzedać jeszcze innych graczy, ponieważ w sobotę na trybunach katowickiego stadionu zasiedli również działacze ukraińskiego klubu Karpaty Lwów. - Oglądali m.in. Mariusza Muszalika, ale i inne nazwiska pojawiły się w ich notesie - mówił jeden z piłkarskich menedżerów. - 80 proc. piłkarzy ma już kluby, które chcą ich zatrudnić, więc zimą przynajmniej połowa odejdzie z Katowic. Bardzo żałuję, ale to wszystko, co się wydarzyło przez ostatnie pół roku, odebrało nam ochotę do gry w "Gieksie" - mówi jeden z piłkarzy.

Czy pieniądze z transferów uratują przed katastrofą finansową piłkarską spółkę z Katowic? Klub w grudniu musi zapłacić niemałe sumy do Urzędu Skarbowego i ZUS w związku z umową restrukturyzacyjną, jaką "Gieksa" zawarła ze Skarbem Państwa. Jeśli katowicki klub spóźni się z zapłaceniem ostatniej raty, to umowa restrukturyzacyjna przepadnie i trzeba będzie płacić całą sumę zadłużenia!

Pierwszy gol dla Katowic

Samo spotkanie rozpoczęło się od ataku gości, którzy już w 2. min poważnie zagrozili bramce Dariusza Klytty. Jednak bramkarz "Gieksy" nogami wybił piłkę na róg. Co ciekawe, golkiper katowickiej drużyny zagrał po blisko półrocznej przerwie, a mecz z płocką drużyną był dla niego dopiero drugim spotkaniem w ciągu dwuletniego pobytu w Katowicach. Klytcie udało się zachować czyste konto. Przy niektórych interwencjach golkiperowi "Gieksy" brakowało jednak trochę pewności siebie, ale często nadrabiał to sporym doświadczeniem.

Po chwili niespodziewanie inicjatywa zaczęła należeć do gospodarzy. W 6. min Marcin Bojarski próbował dośrodkować w pole karne, ale tak trafił w piłkę, że ta omal nie wpadła do bramki Wisły. Jakub Wierzchowski z największym trudem przeniósł ją jednak nad poprzeczką. Po tej sytuacji podopieczni Jana Żurka uwierzyli w swoje możliwości i jeszcze mocniej natarli na bramkę gości. Kilka minut później sam na sam z Wierzchowskim znalazł się Wróbel, jednak nie zdołał pokonać wychodzącego bramkarza Wisły. - Szkoda mi tej sytuacji, bo mogłem strzelić gola, jednak Wierzchowski popisał się tutaj świetnym wyczuciem - podkreślał Wróbel. Bramkarz gości był jednak bezradny chwilę później, kiedy to idealnie w pole karne zagrał Bojarski. Piłkę przyjął Sebastian Kęska i strzałem w długi róg zdobył swoją pierwszą bramkę dla Katowic. Goście po stracie gola zaczęli popełniać jeszcze więcej błędów w obronie. W 33. min Krzysztof Gajtkowski minął dwóch obrońców Wisły i przy biernej postawie Wierzchowskiego strzelił w słupek. Tuż przed przerwą katowiczanie podwyższyli na 2:0. Niepilnowany Muszalik balansem ciała zmylił płockich obrońców i strzałem przy słupku pokonał bezradnego Wierzchowskiego. - Ten wynik nie obędzie się bez konsekwencji dla piłkarzy - grzmiał po spotkaniu Krzysztof Dmoszyński, prezes Wisły. - Moja drużyna zagrała w stylu kompromitującym. Nie może być tak, że klub jest traktowany tylko jako kasa. Na pewno zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec zawodników, a jeśli trzeba będzie, to ostatni mecz z Odrą Wodzisław zagramy juniorami - zagroził sternik Wisły.

Po przerwie goście zagrali bardziej ofensywnie i tym samym zaczęli zagrażać bramce Klytty. Sporo zamieszania w polu karnym gospodarzy robił wprowadzony w przerwie Radosław Matusiak. Napastnik Wisły najpierw w 55. min strzelił minimalnie obok bramki "Gieksy", a chwilę później po jego strzale z półobrotu Klytta z najwyższym trudem wybił piłkę na rzut różny. Goście kilkakrotnie zagrozili jeszcze bramce katowiczan, jednak żaden ze strzałów nie zaskoczył szczęśliwie broniącego bramkarza Katowic. Nie powiodła się również żadna z szybkich akcji wyprowadzonych z połowy "Gieksy". - Być może zabrakło nam trochę skupienia przy kontratakach w drugiej połowie. Najważniejsze jednak jest to, że wygraliśmy - stwierdził Stanisław Wróbel.



Dospel Katowice 2 (2)

Wisła Płock 0 (0)

Bramki: 1:0 Kęska (27., po podaniu Bojarskiego), 2:0 Muszalik (44., bez asysty).Sędzia: Tomasz Mikulski (Lublin). Widzów: 2 tys.



Gracz meczu

Marcin Bojarski - ciężko harował na zwycięstwo z Wisłą Płock.



KatowiceWisła
11 strzały 17

5 strzały celne 6

15 faule 23

2 spalone 0

1 słupki i poprzeczki 0

4 rzuty rożne 9



Katowice: Klytta - Fonfara, Kowalczyk, Kurtović Ż, Adżem Ż (90. Owczarek) - Bojarski, Widuch, Muszalik, Kęska (78. Bała) - Wróbel (64. Adamczyk), Gajtkowski.

Płock: Wierzchowski - Wasilewski Ż, Jurkowski Ż, Romuzga, Janus (68. Ząbecki) - Peszko, Gęsior, Terlecki (46. Januszewski), Preiksaitis (36. Matusiak), Kobylański - Jeleń.



ZDANIEM TRENERÓW

Jan Żurek (Katowice): - Muszę podziękować moim piłkarzom za to, że mocno się napracowali, żeby wygrać w ostatnim meczu w Katowicach. Zagraliśmy dzisiaj dobrze i skutecznie, stąd zwycięstwo. Trzeba podziękować też kibicom za doping, byli z nami na dobre i na złe.

Mirosław Jabłoński (Płock): - W pierwszej połowie próbowaliśmy zgrywać profesorów i tak się skończyło, że gospodarze prowadzili 2:0. W drugiej części zagraliśmy już bardziej ofensywny i agresywny futbol. Szkoda tylko, że piłka nie chciała wpaść do siatki. Gdyby udało nam się strzelić kontaktowego gola, to losy meczu mogłyby się odmienić.

not. rg



ROZMOWY POD SZATNIĄ

Sebastian Kęska (Katowice): - Bardzo się cieszę z gola, bo to mój pierwszy w Katowicach, ale najważniejsze jest to, że udało się wygrać w tym trudnym momencie dla całego klubu. W drugiej połowie goście przeważali, ale gole zdobyte w pierwszej części wystarczyły nam do dowiezienia zwycięstwa. Atmosfera w klubie? Nie robi to na mnie wrażenia, bo ostatnie półtora roku w Polonii Warszawa miałem to samo.

Dariusz Gęsior (Płock): - Żałuję, że w drugiej połowie nie zdołaliśmy zdobyć kontaktowego gola. Na pewno wtedy gra wyglądałaby inaczej i byłaby szansa na jeden punkt.

Marcin Bojarski (Katowice): - Baliśmy się tego meczu po tym, co działo się w naszym klubie w ostatnich tygodniach. Pierwsza bramka bardzo ułatwiła nam grę. Sporo zmieniło się w drugiej części, kiedy to Wisła przejęła inicjatywę. Na szczęście rywale nie potrafili wykorzystać żadnej z sytuacji strzeleckich, jakie wypracowali.

Jakub Wierzchowski (Płock): - Nie stawialiśmy się w roli faworyta, bo znamy "Gieksę" i wiemy, na co tę drużynę stać. Mimo wszystko uważam jednak, że z przebiegu meczu zasłużyliśmy na jeden punkt. Niestety, zabrakło skuteczności i stąd porażka.

not. rg, rł