Dospel Katowice - Wisła Płock 2:0 (2:0)

Nafciarze mieli kontynuować doskonałą passę. Wszak zdobyć 10 pkt. w czterech tylko meczach nie zdarzało im się w ekstraklasie zbyt często. I co? I dostali w Katowicach zasłużone lanie
Jedynie początek w wykonaniu podopiecznych Mirosława Jabłońskiego był obiecujący. Już w 2. min przed szansą na zdobycie gola stanął Marcin Janus, strzelił jednak w nogi bramkarza. Później z każdą chwilą malał duch bojowy nafciarzy. Zupełnie tak jakby uwierzyli w to, że są piłkarskimi wirtuozami. Widać za dużo naoglądali się ostatnio telewizji. Bo skoro i oni, tak jak słynny Manchester City, potrafili zremisować z Groclinem, to pewnie i w Premierschip radziliby sobie doskonale. Panowie piłkarze - nic bardziej mylnego. I pamiętajcie, chodzonego to można najwyżej w Mazowszu zatańczyć (nie mylić z piłkarską drużyną z Borowiczek), a nie ograć nękany problemami Dospel.

Katowiczanie zaś nie po raz pierwszy pokazali, że choć grają słabo, prezes wystawia ich na listę transferową i grozi wyrzuceniem z pracy albo renegocjacją kontraktów, to jednak potrafią się zmobilizować. Podobno z Wisłą zagrali jedno z najlepszych, jeżeli nie najlepsze, spotkań tego sezonu. Jeżeli tak jest w istocie, a przecież gospodarze naprawdę nic wielkiego nie pokazali poza ambicją, to gry gości nie ma co poświęcać zbyt dużo czasu. I wyjątkowo nie ma co się dziwić porywczości prezesa Wisły Krzysztofa Dmoszyńskiego, który grzmiał po meczu: - Proszę napisać, że za tę kompromitację tym razem to zawodnicy wpłacą premie do kasy klubu. Przecież to, co zaprezentowali, było żenujące i to przy GKS-ie, któremu należałoby współczuć sytuacji, w jakiej się znalazł. Piłkarze powinni sobie zdawać sprawę, że klub to nie kasa. A jak będzie potrzeba, w ostatnim meczu z Odrą zagramy nawet juniorami.

Czarę goryczy dopełniło ostatnich 20 min pierwszej połowy, kiedy w defensywie kompromitował się właściwie cały zespół. Dość powiedzieć, że w 27. min Marcin Bojarski miał tyle swobody, by dośrodkować do Sebastiana Kęski. Tego z kolei nie potrafił nikt zatrzymać. A przy precyzyjnym strzale w długi róg Jakub Wierzchowski był po prostu bezradny. Podobnie było cztery minuty później, gdy Krzysztof Gajtkowski huknął w słupek. Ale prawdziwy pokaz umiejętności obronnych goście pokazali w 44. min, kiedy środkiem pola szarżował Mariusz Muszalik. Dariusz Gęsior, Dariusz Romuzga, Bartosz Jurkowski czy choćby Marcin Janus. Wielkie nazwiska, ale te wielkie nazwiska nie potrafiły powstrzymać katowiczanina. Właściwie można powiedzieć, że wszedł Muszalik w płockie pole karne jak w masło. A Wierzchowski mógł co najwyżej wściekać się na kolegów.

A jak było po przerwie? Lepiej. Nafciarze biegali, niby walczyli, strzelali. Ale bez polotu, ot, takie bieganie za piłką, bez specjalnej determinacji. Bo na determinację było już kilkadziesiąt minut za późno. Szarpali Ireneusz Jeleń, Sławomir Peszko, Klaudiusz Ząbecki czy Radosław Matusiak. Bez powodzenia, bo Wisła tego dnia nie była zespołem.

Dospel Katowice 2 (2)

Wisła Płock 0 (0)

Strzelcy

Dospel: Kęska (27. z podania Bojarskiego), Muszalik (44. bez asysty)

Widzów ok. 2 tys.

Składy

Dospel: Klytta - Fonfara, Lowalczyk, Kurtović Ż, Adżem Ż(90. Owczarek) - Bojarski, Widuch, Muszalik, Kęska (77. Bała) - Gajtkowski, Wróbel (62. Adamczyk)

Wisła: Wierzchowski - Wasilewski Ż, Jurkowski, Romuzga, Janus (67. Ząbecki) - Peszko, Preiksaitis (37. Matusiak), Gęsior, Terlecki (46. Januszewski), Kobylański - Jeleń.

Dospel - Wisła

11strzały17
5celne6
15faule23
2spalone0
1słupek0
4rzuty rożne9
Antybohater meczu

Duch bojowy nafciarzy - zwłaszcza w pierwszej połowie

Sponsorem relacji z meczu jest Radio Taxi Centrum MAZOWSZE