Polonia - Odra 1:0

Co łączy jedyne w tym sezonie zwycięstwa Polonii - z RKS Radomsko w Pucharze Polski i wczoraj z Odrą Wodzisław? 19-letni bramkarz "Czarnych Koszul" Paweł Kieszek, debiutant w ekstraklasie
Gdy sędzia odgwizdał koniec meczu, wszyscy piłkarze Polonii pobiegli w stronę swojego bramkarza. Każdy chciał go uścisnąć, podziękować. Kieszek długo nie mógł zejść z boiska. Musiał podziękować kibicom siedzącym na trybunie kamiennej i głównej, udzielić jeszcze na murawie pierwszego w karierze wywiadu dla telewizji.

Kieszek w tym roku skończył 19 lat. Wystąpił w pierwszej drużynie tylko raz - 2 sierpnia w wygranym 4:1 meczu Pucharu Polski z RKS Radomsko. Nie grał jeszcze w I lidze, w tym sezonie wychowanek Polonii rozegrał zaledwie kilka meczów w jej czwartoligowych rezerwach. O tym, że wystąpi w meczu z Odrą dowiedział się w południe, gdy trener Krzysztof Chrobak usunął ze zgrupowania pierwszego bramkarza "Czarnych Koszul" Roberta Gubca.

Potrzeba było sześciu minut spotkania z Odrą, by Kieszek pokazał, że polska ekstraklasa to dla niego wcale nie za wysokie progi.W pierwszej akcji meczu obronił strzał z dziesięciu metrów najlepszego zawodnika wodzisławian w tym sezonie (sześć asyst) - Marcina Nowackiego. Można wybierać, która z późniejszych interwencji Kieszka była najbardziej spektakularna. Może ta z 17 min, kiedy obrońcy Polonii pozwolili dośrodkować Nowackiemu do stojącego na czwartym metrze Łukasza Masłowskiego. Tylko refleks, intuicja i na pewno też fart pozwolił w tej sytuacji wybić Kieszkowi piłkę na rzut rożny. Pierwszoligowy debiutant bronił jeszcze uderzenia Masłowskiego zza pleców obrońców Polonii, główkę Wojciecha Myszora z linii pola bramkowego i zatrzymał Dariusza Kłusa w sytuacji sam na sam. Piękną paradą zapobiegł też stracie gola w 77. min po uderzeniu z wolnego Jana Ciosa. Miał też szczęście, gdy w 53. min po strzale Marcina Radziewicza piłka trafiła w poprzeczkę. Kieszek bronił nawet wtedy kiedy nie było trzeba, gdy sędzia odgwizdywał z opóźnieniem spalonego albo faul rywala. Najmłodszy w drużynie stał się najpewniejszym jej punktem. Nie był nim nawet strzelec zwycięskiej bramki Bartosz Tarachulski. Napastnik Polonii pokonał Marcina Bębna z rzutu karnego, ale nawet po zdobyciu bramki nie cieszył się, tylko odetchnął z ulgą. Pilka po jego płaskim strzale - prawie w środek bramki - odbiła się od nóg Bębna i wturlała się do siatki. Potwierdza się tylko, że Polonia lepiej wykonuje rzuty wolne niż karne. Chwilę przedtem Bęben miał większe problemy z obroną uderzenia Dariusza Dźwigały z 20 m, tyle że piłka prześlizgnęła się po jego rękach za boiska, a nie do bramki.

Były to właściwie dwie sytuacje, po których Polonia miała szanse na strzelenie gola. A pierwsza w tym sezonie ligowa wygrana jest tym cenniejsza, że "Czarne Koszule" zagrały bez czterech piłkarzy z podstawowego składu (Gołaszewskiego, Nowakowskiego, Michniewicza i mimo Gubca).