Baszczyński: Velerenga bez indywidualności

- Valerenga to ambitny, wybiegany zespół, który walczy od pierwsze do ostatniej minuty i nie odpuszcza żadnej piłki - mówi "Gazecie" prawy obrońca Wisły Marcin Baszczyński.
Michał Białoński: Co Pan powie po godzinnym oglądaniu gry Valerengi?

Marcin Baszczyński: To ambitny, wybiegany zespół, który walczy od pierwszej do ostatniej minuty i nie odpuszcza żadnej piłki. Długimi podaniami Norwegowie starają się natychmiast przenieść ciężar gry do ataku.

Proszę porównać Valerengę do NEC Nijmegen, z którym poradziliście sobie w pierwszej rundzie Pucharu UEFA.

- To podobny, bo równie zaciekle walczący zespół. Jednak w norweskiej drużynie nie ma indywidualności na miarę Hersiego czy De Nooijera, którzy stanowili podporę NEC. Velerenga to przede wszystkim zespół, świetnie zgrana paczka.

Z tego wynika, że jesteście zdecydowanym faworytem.

- W losowaniu byliśmy rozstawieni. Gdy trafiliśmy na Valerengę, mówiłem, że jest to zespół leżący w naszym zasięgu. Teraz, po obejrzeniu rywala w akcji, nie zmieniam zdania.

Po czwartkowym meczu z Górnikiem Łęczna odpoczywaliście przez dwa dni. Pomogło?

- Przyznam, że tak. Każdy z nas w skrytości myśli już o grudniowym urlopie. Dzięki tym dwóm dniom odpoczęliśmy trochę, nabraliśmy świeżości. To się przyda w czterech pozostałych nam w tej rundzie meczach. Zrobimy wszystko, aby je wygrać.

Mówi Pan tylko o czterech meczach. Czyżby stracił Pan nadzieję na powołanie do reprezentacji na mecze z Włochami oraz Serbią i Czarnogórą?

- Jasne, że o tym marzę. Wiele będzie zależało od mojego występu w Oslo. Choć tak naprawdę, jeśli idzie o moją grę w reprezentacji, daleki jestem od optymizmu. Odkąd trener Paweł Janas zmienił taktykę na grę trzema obrońcami, wypadłem z jego orbity zainteresowań. Obawiam się, że i teraz nie wrócę do łask. Przecież po rozesłaniu powołań dla zawodników z lig zagranicznych w kadrze już jest w praktycznie sześciu obrońców.

Stadion Ullevaal, na którym zmierzycie się z Valerengą, mieści 26 tys. widzów. Po raz ostatni na tak dużej arenie graliście w Brukseli.

- Ullevaal to piękny stadion. Cieszę się, że na nim wystąpię. Z tego, co widziałem na kasecie, Velerenga nie ma aż tylu kibiców, żeby zapełnić cały obiekt. Na mecze tego klubu przychodzi dziesięć tysięcy kibiców, którzy dopingują głośno i żywiołowo. Dlatego liczymy na wsparcie naszych fanów, a z tego, co słyszałem, wybiera się ich wielu do Oslo.

Od czasu do czasu Pan pokasłuje. Infekcja?

- Po meczu z Górnikiem Łęczna dopadło mnie przeziębienie. Na szczęście wychodzę już z niego. Jeszcze tylko trochę kaszlę.