Rozmowa z Ryszardem Rysztowskim

Przed startem zawsze starałem się zdenerwować Ewę, bo wtedy wychodziła na pomost i wyładowując złość na sztandze, biła rekordy - mówi Ryszard Rysztowski, trener sekcji podnoszenia ciężarów Przyjaźń Bartoszyce i Ewy Kuraś, jednej z najsilniejszych kobiet w Polsce


Marek Siwicki. Na co dzień Ewa trenuje w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Siedlcach u trenera Ryszarda Soćki, ale bywa chyba czasem w Bartoszycach?

Ryszard Rysztowski: I czasem dzwoni, ale tylko wówczas, kiedy ma jakiś kłopot. Ostatnio rozmawiałem z nią po mistrzostwach Polski kobiet w podnoszeniu ciężarów, gdzie Ewa wygrała wynikiem 225 kg, a swój medal zadedykowała nauczycielce chemii. Dzwoniła, bo miała pytania co do swojej techniki dźwigania. W sumie rzadko bywa w Bartoszycach, ale jak już jest, trenuje ze mną. I wtedy na zawołanie rwie ponad 100 kilogramów i podrzuca sztangę ważącą około 130 kilogramów.

To znacznie więcej od jej rekordu życiowego, który wynosi w dwuboju 225 kilogramów?

- Znam Ewę od wielu lat i wiem, że stać ją na wynik znacznie lepszy. Ona jednak boi się dużych ciężarów. Nie można jej prosić: Ewa spróbuj poprawić rekord. To nie jest metoda w jej przypadku. Na Ewę trzeba czasem nawet krzyknąć. Ja miałem swój, sprawdzony patent. Na zawodach starałem się po porostu denerwować Ewę już od samego rana, tak by wychodząc na pomost, była maksymalnie podminowana. Wówczas wyładowywała złość na sztandze i biła rekordy. A to dzięki takiej ostrej mobilizacji. Była oczywiście do każdego startu odpowiednio przygotowana. Stosowałem dla niej indywidualny trening i spore obciążenia w krótkim czasie. Teraz na obozach kadry Ewa, choć ma zajęcia dwa lub nawet trzy razy dziennie, zalicza znacznie mniej ton na sztandze niż u mnie w Bartoszycach.

Ale i tak jest bardzo silna...

- Jej wynik w dwuboju, czyli owe 225 kg, przeliczony na punkty wg tabel Sinclaira stawia Ewę na drugim miejscu w Polsce po Agacie Wróbel. To jednak za mało, by liczyć się w walce o medal mistrzostw świata, które zaplanowane są od połowy listopada w Kanadzie. Żeby bowiem stanąć tam na podium, Ewa musiałaby zaliczyć ok. 240 kilogramów. A to jest na razie mało prawdopodobne.

Pozostaje więc tylko na razie liczyć na potencjalne możliwości Ewy, wynikające z jej ogromnej jak na kobietę siły?

- W którą ona sama musi uwierzyć. A ona ciągle mi opowiada, że nie ma szans na start w olimpiadzie w Atenach. Ja jestem z kolei innego zdania, bo oczywiście ufam w tkwiące w Ewie możliwości. A ręce Ewa ma szczególnie silne. W leżeniu na ławeczce wyciska 125 kilogramów, o kilka więcej od potężnie zbudowanej Agaty Wróbel. Ewa ma w bicepsie aż 41 centymetrów, czyli tylko o dziesięć mniej niż nasz rodzimy strongman, mistrz świata zresztą.

A czy Pan, nie wypominając 55 lat, wciąż jeszcze dźwiga ciężary...?

- Ostatnio podupadłem na zdrowiu, a to skutek ubiegłorocznego zapalenia płuc. Mam zadyszkę, kiedy wbiegam po schodach na trzecie piętro, ale wciąż jeszcze udaje mi się wpędzać w kompleksy młodych zawodników, bo potrafię jeszcze podnieść na sztandze więcej od nich. Za rok w Kołobrzegu mają się odbyć mistrzostwa Europy weteranów i chciałbym tam pojechać, zwłaszcza że rekord świata w mojej kategorii wiekowej, a więc zawodników liczących sobie od 55 do 60 lat wynosi w dwuboju 157,7 kilogramów. A ja, nie chwaląc się, zaliczam w rwaniu i podrzucie nieco więcej.

Ale mniej od swoich najlepszych zawodników...

- Owszem i bardzo się z tego cieszę. Łukasz Sosiński na przykład ma 19 lat i w dwuboju zaliczył 280 kilogramów. To bardzo dobry wynik i dzięki niemu Łukasz jest najlepszym sztangistą w Warmińsko-Mazurskim. Spore nadzieje wiąże z liczącym sobie 18 lat Radosławem Relugą, który podobnie jak i ja występuje w jednej z najlżejszych kategorii wagowych. Wśród najmłodszych zawodników Przyjaźni wagą ponad 100 kg wyróżnia się Daniel Birbach, zaś drobną posturą ważący o połowę mniej Łukasz Kiźniewicz. Oni obaj, podobnie jak i dwie trenujące ze mną dziewczyny: Magdalena Błasik i Marlena Kowalska, ćwiczą ciężary zaledwie od kilku miesięcy, ale i z sukcesami. Marlena zdążyła już ustanowić nawet kilka rekordów województwa w wadze do 55 kg. Mam więc nadzieję, że obie sztangistki pójdą być może w ślady Ewy Kuraś.

Ile osób trenuje w klubie Przyjaźń?

- Mógłbym mieć w sekcji i 200 osób, gdybym w naszej nowej siłowni przy Ogrodowej miał więcej sprzętu. A ja dysponuję zaledwie dwoma sztangami. Jedna jest bardzo wysłużona i tylko druga, firmy Eleico, jest super. A dostałem ją w prezencie wraz z pomostem od Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów. Regularnie przychodzi do siłowni kilkunastu chłopaków, bo na dwóch sztangach może ćwiczyć zaledwie garstka osób.