Piłkarze ręczni Śląska w europejskich pucharach zagrają z macedońskim RK Tutunski Kombinat Prilep

PIŁKA RĘCZNA. Macedoński RK Tutunski Kombinat Prilep będzie rywalem Śląska w trzeciej rundzie Challenge Cup. - Wydaje się, że nie jest to rywal wymagający. Największy problem to organizacja meczów. Ale i tak nie jest źle, bo można tam dojechać autobusem - mówi Robert Lewicki. Vitaral Jelfa trafił na szwajcarski TV Uster
Przed losowaniem pucharów dla działaczy wrocławskiego klubu najważniejsze było, aby trafić na rywala z państwa położonego jak najbliżej Polski. Klub chciał bowiem zaoszczędzić na kosztach związanych z dalekim wyjazdem. Tak się jednak nie stanie. Los skojarzył bowiem Śląsk z RK Tutunski Kombinat Prilep z Macedonii. - Nie ukrywam, że nie jesteśmy zadowoleni z losowania. Sportowo jest to przeciwnik do ogrania, ale pod względem organizacyjnym można było trafić lepiej - komentuje dyrektor klubu Zbigniew Sadurski.

W podobnym tonie wypowiada się Robert Lewicki, rozgrywający Śląska: - Wydaje się, że nie jest to rywal wymagający, ale nie są to jeszcze do końca informacje sprawdzone. Największy problem to organizacja meczów. Ale i tak nie jest źle, bo można tam dojechać autobusem.

W poprzedniej rundzie pucharu Kombinat spotkał się z Mamuli Tibilisi z Gruzji. Macedończycy dwa razy wysoko wygrali (31:22, 38:24). Warto zaznaczyć, że oba spotkania rozegrano na boisku RK.

Jeszcze zanim wrocławianie poznali rywala, pojawił się pomysł rozegrania dwóch meczów na boisku jednego z zespołów. Nie jest to nic nowego. Już wcześniej polskie zespoły wielokrotnie tak postępowały. - Wariant rozegrania dwóch meczów w Macedonii nie wchodzi w rachubę - krótko ucina Zbigniew Sadurski. - W tej chwili musimy się zastanowić, jak najlepiej to rozwiązać. Są dwa warianty. Jeden mecz u nas i jeden u nich, i drugi wariant: dwa mecze we Wrocławiu. Będziemy chcieli się dowiedzieć, jak to załatwił Montex, który grał z macedońską drużyną. Chodzi o sposób negocjacji - dodaje Sadurski.

Najważniejsze, że Śląsk w ogóle przystąpił do rozgrywek pucharowych. Występy wrocławian na europejskich boiskach ważyły się praktycznie do samego końca. Problemem był brak pieniędzy. Z pomocą przyszło miasto i kolejny raz z rzędu piłkarze ręczni Śląska będą reprezentowali Wrocław w Europie. - Dotacja na pewno będzie, ale nie wiem jeszcze, jak wysoka. Oczywiście cieszymy się z tego, co dostaniemy. Każda złotówka jest cenna - wyjaśnia Zbigniew Sadurski.

Pierwszy mecz Śląsk rozegra 8 lub 9 listopada we Wrocławiu. Rewanż zaplanowany jest tydzień później.

Swojego rywala w Chellenge Cup poznały również piłkarski ręczne Vitaralu, które trafiły na TV Uster. - Przeciwnik wydaje się być w naszym zasięgu. Chociaż tak naprawdę to jeszcze niewiele wiemy o rywalkach. Ale na pewno postaramy się zdobyć jakieś wiadomości na temat Szwajcarek - komentuje Jan Wołkowiecki, kierownik Jelfy. Jeleniogórzanki rozgrywki w europejskich pucharach rozpoczną jednak dopiero w przyszłym roku. Pierwszy mecz zaplanowany jest na 10 stycznia.

Śląsk gra z Vive

Ze względu na grę Vive Kielce w Lidze Mistrzów już dzisiaj Śląsk zmierzy się w Orbicie z mistrzem Polski. Dla zespołu Marka Karpińskiego może to być jeden z najważniejszych meczów w sezonie. W tej chwili wydaje się, że walka o złoty medal mistrzostw Polski rozegra się między Vive i Wisłą Płock. O włączeniu się do tej batalii marzyli wrocławianie. Jednak po druzgocącej porażce kilka tygodni temu we własnej hali z Wisłą wiele osób straciło wiarę w to, że stać Śląsk na coś więcej niż trzecie miejsce.

Aby ponownie Śląsk mógł się zacząć liczyć, musi dzisiaj wygrać. Zdają sobie z tego sprawę sami zawodnicy: - Jeżeli chcemy osiągnąć coś więcej niż trzecie miejsce, to musimy wygrywać takie mecze. Zwłaszcza u siebie. Taka wpadka jak w meczu z Wisłą już nam się nie zdarzy. Ile razy mogą się przytrafiać takie mecze. Ja w swojej karierze nie pamiętam, aby kiedykolwiek wcześniej aż tak nam nie szło - stwierdza Robert Lewicki.

Vive jak do tej pory straciło punkty jedynie w spotkaniu na szczycie z Wisłą Płock. Kielczanie w przerwie między sezonami nie doznali żadnych strat personalnych i nadal ich najgroźniejszą bronią jest obrona. Śląsk natomiast z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej. - Musimy zagrać twardo w obronie i wyprowadzać szybkie kontry - mówi Robert Lewicki. - Teraz będzie lepiej niż z Wisłą, bo nie będzie telewizji. Inaczej nie potrafię wytłumaczyć tego, co się wówczas stało. To telewizja tak na nas podziałała.

Mecz rozpocznie się o godz. 18.