Wisła - GKS Katowice 5:0

Mecz marzenie! Wisła zdeklasowała zespół, który od momentu powrotu Jana Żurka tanio skóry nie sprzedaje nawet na wyjeździe. - Grają jeszcze lepiej niż rok temu - komentowali po meczu grę "Białej Gwiazdy" zadowoleni kibice.
Pomysłowe i szybkie ataki z każdej strefy boiska, strefa bazowa (odbioru piłki) znowu działa i paraliżuje atakującego rywala najczęściej po przekroczeniu połowy - tak wyglądała postawa wiślaków. W tej sytuacji nikt na stadionie przy Reymonta nie czuł jesiennego chłodu.

- 5:0 jest ciężkie do przełknięcia, ale przyjmujemy ten wynik z pokorą - mówił ze spuszczoną głową trener Jan Żurek. Już po dziesięciu minutach mogło być 3:0 i trener katowiczan mógłby planować taktykę na następny mecz, bo ten już wtedy byłby przegrany. Jednak Maciej Żurawski po wspaniałej akcji huknął w poprzeczkę, aż się bramka zatrzęsła.

Sześć minut wystarczało wiślakom na dwukrotne pokonanie Jarosława Tkocza, a jeszcze Tomasz Frankowski miał trzecią okazję (składał się do przewrotki, jednak źle trafił w piłkę). Już w 30. sekundzie Damian Gorawski wyłożył piłkę jak na patelni Brasilii i ten nie mógł nie trafić do pustej bramki.

Wisła poluje na obrońcę katowiczan Jacka Kowalczyka, jednak ten nie popisał się ani przy pierwszej bramce, ani w 8. min, gdy po zagraniu w uliczkę Tomasza Frankowskiego "Żuraw" zrobił, co chciał: zejściem na prawo minął Tkocza i z trudnej pozycji posłał piłkę do pustej bramki.

- Oj! Długo nie będę mógł zasnąć po tym meczu - kręcił głową Jarosław Tkocz.

Spektakl jest ciekawy tylko wtedy, gdy gra przynajmniej dwóch aktorów. Wczoraj, choć GKS szybko zainkasował dwa gole, nie składał broni. Jeszcze przy stanie 1:0, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego uderzał przewrotką Krzysztof Gajtkowski, w 37. min Jacek Kowalczyk zamiast do pustej bramki nietypowo, bo klatką piersiową, skierował piłkę na słupek.

Jednak minutę wcześniej padł już trzeci gol dla wiślaków. Tym razem Żurawski zrewanżował się Frankowskiemu za asystę przy bramce na 2:0. "Franek" wyprzedził Pawła Adamczyka i zagłówkował celnie w środek bramki.

- Po strzale Bały pomogło mi szczęście. Bez niego nawet najlepsi bramkarze będą puszczać gole - mówił Adam Piekutowski, który po przerwie wygrał pojedynki z Gajtkowskim (65. min, w 72. "Gajtek" uderzył obok słupka) i Mariuszem Muszalikiem (54.).

Po zmianie stron Wisła pozwoliła się wyszumieć katowiczanom, ale sama też dążyła do zdobycia kolejnych goli. Jarosław Tkocz wygrał pojedynki sam na sam z Pawłem Brożkiem, lecz był bezradny wobec szybkości "Żurawia" i coraz wyższej formy Mirosława Szymkowiaka. "Szymek" niemal co pięć minut przeszywał obronę prostopadłymi podaniami, a na dodatek strzelił piękną bramkę (uderzenie w boczną siatkę bramki) po zagraniu w tempo Brożka.

- Cieszę się, bo odzyskaliśmy świeżość, a po meczu z NEC Nijmegen istniało zagrożenie, że się to nie uda - komentował trener Wisły Henryk Kasperczak. - Pokazaliśmy grę na bazie "szybkiej" piłki. Drużyna odzyskała skuteczność i wiarę w swe umiejętności. Ciągle mamy dużo do zrobienia.

- Nie mogliśmy nic wskórać. Wystawiłem tylko jednego napastnika, a i tak szybko straciliśmy pierwszego gola. To ustawiło mecz - mówił Jan Żurek.

Wisła 5 (3)
Dospel/GKS(0)
Strzelcy bramek

Wisła: Brasilia (1. z podania Gorawskiego), Żurawski (8. z podania Frankowskiego, 75. z podania Szymkowiaka), Frankowski (36. z podania Żurawskiego), Szymkowiak (90. z podania Pawła Brożka).

Składy

Wisła: Piekutowski - Baszczyński, Jop, Paszulewicz, Dubicki - Gorawski (78. Pater), Strąk (62. Ouadja), Szymkowiak, Brasilia - Frankowski (54. Paweł Brożek), Żurawski.

Dospel/GKS: Tkocz - Sadzawicki CZ (80.), Adamczyk, Kowalczyk - Bojarski, Wróbel Ż (46. Owczarek), Fonara (59. Nankov), Widuch, Muszalik, Bała (73. Kęska) - Gajtkowski.

Sędziował Zbigniew Marczyk z Piły. Widzów 9 tys.

Wisła - Dospel

26strzały11
10strzały celne4
16faule8
1rzuty rożne4
1spalone 1
1słupki i poprzeczki1
Gracz meczu

Maciej Żurawski - Pokazał, co to znaczy kapitan. Dwa gole, asysta, dynamit w nogach. Prawdziwy kapitan.