Szczypiorniści Wisły odpadli z Pucharu Zdobywców Pucharów EHF

Nafciarze mieli do odrobienia tylko pięć bramek. Porażka 22:27 z A1 Bregenz HB odniesiona w Austrii zdawała się być stosunkowo nieznaczna, łatwa do odrobienia. Wisła u siebie co prawda wygrała, ale tylko 27:26 (12:11) i pożegnała się z pucharami.
Wisła przed tygodniem poległa w Austrii 22:27. Teraz musiała odrobić tylko pięć goli, żeby myśleć o awansie. Zadanie wydawało się proste i co tu dużo gadać, było proste. Czego zatem płocczanom zabrakło, by znaleźć się w kolejnej rundzie? Na pewno nie chęci, bo w to trudno uwierzyć. Najważniejsza była tu skuteczność. Co najmniej jedenaście razy więcej podopieczni Bogdana Kowalczyka mogli pokonać w pierwszej połowie Arunasa Vaskeviciusa. Mieliby wtedy na koncie nie 12, a 23 bramki i właściwie drugiej połowy można by nie rozgrywać. Sęk w tym, że Litwin bronił znakomicie, a płocczanie rzucali beznadziejnie. I właściwie to oni zrobili z niego bohatera meczu.

Gospodarze nie mogli sobie też poradzić z wyśmienicie grającą defensywą Austriaków. Znaleźć tam lukę do oddania strzału było piekielnie ciężko. A może trzeba było częściej grać skrzydłami. Choćby prawą stroną, gdzie niemal bezrobotny był Tomasz Paluch. Czołowy strzelec polskiej ekstraklasy jedną ze swoich dwóch bramek rzucił przecież dopiero w 41. min meczu. To o czymś świadczy. Jedynym ciekawym pomysłem na rozegranie ataku, były próby zagrań, czasem podań z ręki do ręki, za plecy obrońców. Dwa czy trzy razy przyniosło to powodzenie. Ale to dużo za mało jak na 60 min meczu.

Jednak najgorsze i najbardziej koszmarne były straty piłek. W najprostszych nawet sytuacjach. Chyba jedynie Michała Zołoteńkę, który grał po długiej kontuzji, można usprawiedliwić. Miał prawo nie czuć piłki. Ale już takim zawodnikom, jak Adam Wiśniewski, Artur Niedzielski, Rafał Kuptel czy Marek Witkowski, absolutnie nie powinno się to przytrafić. A przytrafiało i w to najbardziej nieodpowiednich momentach, kiedy jeszcze istniała realna szansa awansu.

Bo ona rzeczywiście istniała. Choćby w 45. min, kiedy pięknym lobem popisał się Bartosz Wuszter, a gospodarze wyszli na prowadzenie 21:19. Chwilę potem po kontrataku na 22:19 podwyższył Damian Wleklak. Jeszcze wszystko było możliwe. Doping zerwał się na nowo i... rzutami Rolanda Schlingera i Konrada Wilczyńskiego A1 Bregenz odrobiło dwie bramki.

Gospodarzom jeszcze raz udało się uzyskać trzybramkową przewagę w 50. min po strzale Palucha. Podwyższyć mógł Wiśniewski, lecz znów zamiast do siatki trafił w Vaskeviciusa. A za chwilę błysnął Kuptel. Najpierw rzucił bardzo niecelnie, choć akcję można było inaczej rozwiązać. Niedługo potem wyrzucił piłkę na aut. Podobnie uczynił Niedzielski, który przy kontrze zamiast Wleklakowi podał piłkę rywalom. I w 59. min okazało się, że nie ma co myśleć o awansie, tylko w ogóle o zwycięstwie, bo do wyrównania 26:26 doprowadził Miroslav Radojicić. Honor Wisły uratował Wleklak.

Wisła Płock - A1 Bregenz HB 27:26 (12:11)

Wisła: Marszałek, Góral - Niedzielski, Titov, Witkowski (4), Paluch (2), Wiśniewski (5), Wleklak (5), Kuptel (4), Wuszter (2), Zołoteńko (1), Szczucki (1), Jankowski (3);

A1: Vaskevicius - Haspel, Ljubanović (1), Sigurdsson (1), Manhart (1), Schlinger (7), Varga, Wilczyński (6), Radojicić (5), Klement (2), Knauth (2), Gunter (1).

Kary: Wisła - 12 min, A1 - 14 min.

Sędziowali Tomo Vodopivec i Robert Krasna (Słowenia).