Sport.pl

2. kolejka EBL. Idea - Spójnia 95:69

Bez Macieja Zielińskiego i Adama Wójcika Śląsk zagrał ze słabą Spójnią, ale i tak wygrał pewnie. Gorzej, że znowu przeciętnie zagrał Derrick Phelps i nie wiadomo, co z tym fantem zrobić
W pierwszym meczu przed własną publicznością wrocławianie nie zaprezentowali wszystkich swoich atutów, przede wszystkim dlatego, że całe spotkanie na ławce przesiedzieli kontuzjowani Maciej Zieliński i Adam Wójcik. Zieliński wyszedł tylko na prezentację, natomiast Wójcik nawet się rozgrzewał, ale później ubrał się w dres i już się z niego nie rozebrał. Bo też nie musiał, a wrocławianie nawet jakby cały mecz zagrali rezerwową piątką, nie powinni mieć najmniejszych problemów ze zwycięstwem. Goście bowiem nie dość, że mają jeden z najsłabszych kadrowo zespołów w EBL, to jeszcze nie mogli skorzystać z jedynego środkowego Marca Mazura. Amerykanin, który został wypożyczony tuż przed rozpoczęciem sezonu ze Śląska, w pierwszym meczu doznał kontuzji i mecz w Orbicie oglądał z nogą w gipsie.

W tej sytuacji dominacja wrocławian pod koszami była ogromna, zresztą na każdej pozycji Śląsk miał nie tylko wielką przewagę umiejętności, ale przede wszystkim fizyczną. Goście nie potrafili obronić własnej tablicy, a w ataku nawet nie próbowali zaatakować piłki po niecelnym rzucie. Nic dziwnego, że już do przerwy Ryan Randle miał 11 zbiórek, a walkę na tablicach Śląsk wygrywał aż 30:7!

- Obawialiśmy się przewagi fizycznej rywali i ona niestety szybko się uwidoczniła - mówił po spotkaniu trener Spójni Mieczysław Major. - Po tym jak Śląsk potrafił po kilka razy z rzędu zbierać piłkę w ataku, moi koszykarze wyprostowywali nogi i pozwalali już kończyć rywalom akcje. Wszystko po to, żeby nie trzeba było znowu przez 20 sekund bronić. W tym elemencie przewaga Śląska była miażdżąca, a strata Mazura okazała się bardzo bolesna.

To, że wrocławianie wygrają wysoko, było niemal pewne. Przy okazji miało jednak być efektownie. I momentami było, zwłaszcza gdy Radosław Hyży ambitnie rzucał się po piłki nawet takie, których nie był w stanie uratować przed wypadnięciem na aut. Efektownie próbował również grać Tanel Tein, choć czasami może przesadzał, jak w drugiej kwarcie, gdy podawał Randle'owi, odbijając piłkę od tablicy. Amerykanin próbował wsadu, nie wyszło, ale i tak obaj oklaski dostali spore.

Wrocławianie prowadzili przez całe spotkanie, w drugiej połowie nawet momentami różnicą ponad 30 punktów. Najwięcej ochoty do gry wykazywał Dominik Tomczyk, który już w pierwszej kwarcie rzucił ponad dwa razy więcej punktów niż na inaugurację w Ostrowie, a w całym meczu trafił 10 z 13 rzutów z gry. I choć może trudno w to uwierzyć, ale 24 punkty to jego najlepszy wynik od... 1999 roku, gdy jeszcze grał w Pruszkowie. W Spójni prawie cały atak zależał od tego, co wyjdzie rozgrywającemu Brentowi Darby'emu. A że w niedzielę wychodziło zaledwie od czasu do czasu (21 punktów, ale tylko 7/18 z gry, 4 asysty), Major był nawet zadowolony ze zdobycia 69 punktów.

- Zdaję sobie jednak sprawę, że to tylko dlatego, iż trener Śląska zmieniał skład i grał długo koszykarzami drugiego planu. Ale dzięki temu uniknęliśmy jeszcze wyższej porażki - mówił.

Trener Idei Muli Katzurin nie chwalił specjalnie swojego zespołu, bo też nie było za co, ale wydawał się zadowolony.

- To ważne wygrać pierwszy mecz przed własną publicznością - stwierdził. - Udało się szybko zbudować dużą przewagę, dzięki czemu nie było presji i mogli trochę pograć młodzi zawodnicy.

Paweł Mróz i Kamil Chanas (debiut w PLK) spędzili na parkiecie po ponad 10 minut, ale wielkich osiągnięć statystycznych nie zaliczyli. Lepiej niż dobrze zaprezentował się za to Robert Skibniewski, ale dla niego takie występy (12 punktów, 4 asysty) przeciwko tak słabemu rywalowi to powinna już być norma.

- Może to nie był nasz najlepszy występ, bo na pewno będą lepsze. Styl jednak jeszcze przejdzie, a przecież nie grali i Adam, i Maciek - podsumował Radosław Hyży. - Wszyscy pograli, więc wszyscy powinni być zadowoleni, kibice również.

Kibiców i nie tylko może jednak martwić forma Derricka Phelpsa. Amerykanin miał prowadzić grę Śląska, ale na razie niewiele z tego wychodzi. Przeciwko Stali zagrał słabo, a w niedzielę Katzurin posadził go na ławce już po kilku minutach. Później wpuścił, ale na pozycję rzucającego obrońcy, natomiast w końcówce, gdy Amerykanin znów prowadził grę, Śląsk miał najgorszy okres w całym meczu.

- Patrzę zawsze na nas jako na zespół i jako zespół wykonaliśmy dobrą robotę - odpowiadał dość wymijająco Katzurin na pytania o przydatność Phelpsa dla zespołu. - Derrick najpierw miał jednak udział w zbudowaniu przez nas przewagi, a w końcówce, gdy wynik był już rozstrzygnięty, miał pociągnąć kilka szybkich ataków, bo na boisku obok niego byli tylko młodzi gracze. To jednak zawodnik doświadczony i nie do końca pasował do tego, co wówczas się działo na parkiecie.

- Jeżeli uważacie, że Phelps zagrał słabo - mówił do dziennikarzy Major - to ja chciałbym mieć takiego słabego zawodnika u siebie. Dla niego sprawdzianem nie może jednak być gra z takim rywalem jak my. On ma pomóc drużynie w o wiele ważniejszych meczach, jakie Śląsk dopiero czekają.

IDEA ŚLĄSK WROCŁAW95
SPÓJNIA STARGARD69
Kwarty: 27:18, 21:13, 31:19, 16:19.

Idea Śląsk: Tomczyk 24 (2), Randle 12, Ignerski 9 (1), Tein 8 (1), Phelps 8 oraz Hyży 14, Skibniewski 12 (2), Wiekiera 6 (2), Chanas 2, Mróz 0.

Spójnia: Darby 21 (2), Morkowski 9 (1), Nizioł 7, Soczewski 7, Sudowski 4 oraz H. Mazur 7 (1), Hrycaniuk 5, Leonczyk 4, Szagdaj 3, Piechucki 1.

Koszykarz meczu: Dominik Tomczyk - wiele ochoty do gry i zdobywania punktów.

LICZBA MECZU

52 Tyle zbiórek mieli koszykarze Śląska w meczu ze Spójnią, co jest nowym, nieoficjalnym rekordem polskiej ligi.

Pszczołowski wrócił

Dariusz Pszczołowski, który przed trzema tygodniami zrezygnował z funkcji prezesa SSA Śląsk Wrocław, ponownie pracuje w klubie. Zajmuje się jednak wyłącznie sprawami marketingowymi i public relations. Obowiązki rzecznika prasowego przejął Waldemar Łuczak, dyrektor do spraw sportowych.

Rezygnacja Pszczołowskiego związana była z odmiennymi poglądami na zarządzanie sekcją piłkarską pomiędzy nim a Grzegorzem Schetyną, właścicielem klubu.