AZS Gaz Ziemny Koszalin - Astoria Bydgoszcz 96:88

To był pojedynek nietypowych beniaminków. AZS-u, który "wybiegał" awans na parkiecie i Astorii, która skorzystała z kierunku na pełne zawodowstwo - jakie wybrała polska ekstraklasa i wykupiła dziką kartę.
Astoria, mając solidnych sponsorów, ma też, bardziej niż AZS, znanych graczy w składzie. Goście zaczęli nietypowo, bo w pierwszej piątce zabrakło skrzydłowych. Obok trzech nominalnych rozgrywających: Jacka Krzykały, Andreja Krivonosa i Dwante Swansona pojawili się wysocy centrzy: Aleksander Kul i Tomasz Rospara. To zestawienie okazało się kontrowersyjnym pomysłem. Goście nie uzyskali przewagi ani na obwodzie, ani pod koszem. Kul, który dopiero wraca do gry po kontuzji, nie jest jeszcze w pełni sił. Szybko łapał ofensywne faule i zupełnie nie wykorzystywał przewagi wzrostu. AZS zagrał podobnie jak w debiucie z Anwilem - ambitnie, zadziornie i z wiarą w rzut z dystansu. Na mistrza Polski okazało się to za mało, na Astorię - wystarczająco. Koszalinianom nie tylko brakuje centymetrów pod koszem, ale rozegranie oparte jest niemal wyłącznie na Olegu Kudriawcewie. Ten miał znowu świetny początek, jednak w drugiej połowie wyraźnie osłabł, a już od 25. minuty meczu grał z czterema przewinieniami. W tej trudnej sytuacji ciężar gry wziął na siebie Andrzej Karaś. Grał fantastycznie. Kierował zespołem i trafiał w nieprawdopodobnych sytuacjach. Wraz z Tomaszem Briegmanem przeprowadzili w czwartej kwarcie cztery z rzędu akcje, po których zdobywali punkty, będąc przy tym faulowani. Wykorzystywali dodatkowe wolne i na cztery minuty przed końcem gospodarze prowadzili aż 88:74 i zwycięzca był już znany.

Do przerwy wydawało się, że to Astoria kontroluje przebieg meczu. Kiedy na parkiecie pojawił się Rusłan Bajdakow, zdobył 12 punktów w pięć minut i... usiadł na ławce. Przed przerwą goście prowadzili nawet 49:38 (15. min). Jednak na początku trzeciej kwarty dali się zupełnie zaskoczyć, niemal oszukać. Przegrali początek aż 11:0. Doprowadzenie w czwartej kwarcie do stanu 66:70 i przywrócenie nadziei na wygraną goście zawdzięczają swojemu najlepszemu graczowi - Swansonowi. Amerykanin był nie do upilnowania, ale jednak osamotniony. W drugiej połowie rozegrał się niewidoczny do przerwy Briegmann, występujący, jako sam to określa, jako fałszywy center. Nie bardzo jednak fałszywy, skoro wygrał oba wznowienia i zanotował trzy bloki, co oznacza że po dwóch kolejkach EBL jest liderem tej klasyfikacji. AZS miał też więcej zbiórek (34 do 23), a Astoria, przynajmniej wg statystyk, w drugiej połowie nie zebrała ani jednej piłki w ataku, co jest kuriozum. Jeśli dołożyć do tego równą przez cały mecz grę w obronie i ataku Bartłomieja Tomaszewskiego, wyjdzie przepis na zwycięstwo gospodarzy.

- Jeśli przed jakimś meczem zostaniemy uznani za zdecydowanego faworyta, powiem wtedy, że to zespół na miarę ekstraklasy - skomentował zwycięstwo trener Jerzy Olejniczak.

AZS Koszalin96
Astoria Bydgoszcz88
Kwarty: 25:21, 22:32, 20:13, 29:22.

AZS: Briegmann 22(1), Karaś 25 (2), Kudriawcew 12, Tomaszewski 16(2), Kowalczuk 8 oraz Wiechowski 7, Dąbrowski 3, Klocek 3(1), Balcerzak 0, Lewandowski 0

Astoria: Kul 4, Rozpara 15, Krzykała 9(1), Kriwonos 11(1) Swanson 23(5) oraz Bajdakow 15(1) Arabas 9(1), Małecki 2, Kalinowski 0.