Kary dla łódzkich rugbistów

Dwóch zawodników oraz spiker Blach Pruszyński Budowlanych Łódź zostało ukaranych przez Polski Związek Rugby. - To bandytyzm ze strony centrali - twierdzi Piotr Serafin, menedżer klubu z Bałut
4 października łodzianie grali na wyjeździe z Lechią Gdańsk. Kilka minut przed końcem meczu Maciej Maciejewski złapał za koszulkę biegnącego bez piłki zawodnika gospodarzy. Nim sędzia podyktował rzut karny dla gdańszczan, jeden z nich - Adam Latopolski - sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość i rzucił się na Maciejewskiego z pięściami. W obronie kolegi stanął Rafał Gil, zresztą po chwili bili się już wszyscy. Arbiter, który nie mógł zapanować nad sytuacją, ukarał czerwoną kartką... Macieja Pabjańczyka.

- Postanowiliśmy odwołać się od tej decyzji i wysłaliśmy do Polskiego Związku Rugby kasetę z tego meczu - opowiada Piotr Serafin, menedżer Blach Pruszyński Budowlanych. - Przedstawiliśmy całe zajście, bo nie widzieliśmy żadnej winy po naszej stronie.

Zgodnie z przewidywaniami czteroosobowa komisja gier i dyscypliny anulowała karę Pabjańczykowi, ale - ku zaskoczeniu wszystkich - zdyskwalifikowała na trzy mecze Maciejewskiego i Gila. - Uznaliśmy, że to od nich zaczęła się cała awantura - twierdzi Grzegorz Borkowski, sekretarz generalny związku. - Maciejewski popełnił przewinienie, a Gil brutalnie zaatakował rywala.

Z argumentami Borkowskiego zupełnie nie zgadza się Piotr Serafin. - To bandytyzm ze strony centrali, bo inaczej nie mogę tego nazwać - złości się menedżer. - Jak można zawiesić zawodnika, który stanął w obronie kolegi. Poza tym Maciejewski popełnił przewinienie, za które należała się kartka, a nie dyskwalifikacja.

W tym samym meczu Rafał Wojcieszak z Lechii uderzył pięścią w tył głowy Jacka Figurę, który biegł z piłką na pole punktowe. Dostał za to półroczną dyskwalifikację. - I gdzie tu sprawiedliwość? - pyta Maciej Maciejewski. - Tak naprawdę będzie pauzował w tylu meczach co ja, bo przecież na poczet kary liczy się także przerwa między rundami. Podejmując takie decyzje, ludzie ze związku sami wystawiają sobie cenzurkę. Przynoszą hańbę całemu środowisku.

Do końca rundy zostały trzy mecze. Łodzian czekają jeszcze pojedynki m.in. z mistrzem Polski Ogniwem Sopot i prowadzącymi w tabeli Budowlanymi Lublin. A że Maciejewski i Gil to kluczowi zawodnicy... - To nie był przypadek, że kary są tak wysokie, poza tym niewspółmierne do winy - mówią w klubie. - Nie po raz pierwszy związek karze nas przed najważniejszymi spotkaniami.

- To dla mnie jedno wielkie nieporozumienie - dodaje Gil. - Przeciwnik bił mojego kolegę, a ja miałem się przyglądać? Przecież nie będę go prosił, by przestał. Zamierzam się odwoływać od decyzji PZR.

Borkowski: - Jest taka możliwość. Tyle że zarząd związku, czyli wyższa instancja, może anulować karę, utrzymać ją, bądź zwiększyć. Wracając do tej sytuacji można powiedzieć, że Maciejewski miał pecha. W innych okolicznościach być może nie byłby tak surowo potraktowany. Nie możemy jednak przymykać oczu na takie wydarzenia.

Kara PZR dotknęła także spikera na łódzkim stadionie, Marka Maciejewskiego, ojca łódzkiego zawodnika. Powód? Stronniczy komentarz podważający decyzje arbitrów. - Poprosiliśmy klub, by ten pan do końca rundy nie komentował zawodów - mówi Borkowski. - Wiem, że spikerzy w rugby nie są weryfikowani, więc jest to tylko prośba. Jeśli klub się do niej nie zastosuje, poczynimy dalsze kroki w tej sprawie...

- Skoro w związku nie podoba się nasz spiker, postanowiliśmy zatrudnić Włodzimierza Szaranowicza - ironizuje Serafin. - A rachunek za jego pracę wyślemy panu Borkowskiemu.