Kłopoty trenera piłkarzy ŁKS

Jacek Kosmalski wciąż nie jest gotowy do gry i dla trenera Włodzimierza Tylaka to największy problem przed sobotnim meczem z beniaminkiem II ligi.
Napastnik ŁKS zgłasza się codziennie na trening, ale zamiast ćwiczyć jeździ na zabiegi rehabilitacyjne. We wtorek był na badaniach USG. - Wszystko zależy od opinii lekarza, od którego Jacek musi otrzymać zgodę na treningi - tłumaczy Grzegorz Wesołowski, drugi trener łodzian.

Wtorkowe zajęcia ełkaesiaków prowadziło aż trzech trenerów - Tylak ćwiczył na bocznym boisku z napastnikami, Wesołowski prowadził w hali zajęcia z obrońcami i pomocnikami, a Leszek Kwaśniewicz sprawdzał bramkarzy.

Dodatkowy trening mieli po południu piłkarze odpowiedzialni za zadania defensywne. - Postawiliśmy na specjalistyczne zajęcia dla poszczególnych formacji - tłumaczy Wesołowski. W trakcie wczorajszych zajęć trenerzy położyli szczególny nacisk na grę głową. O tym, że łodzianie mają kłopoty z tym elementem gry można było się przekonać w meczu z Białymstoku, w którym przegrywali wiele pojedynków w powietrzu. Indywidualnie ćwiczył zaś Kossi Sessou, który z przechodzi rehabilitację po zerwanym ścięgna Achillesa.

Szkoleniowcy po ostatnich niepowodzeniach włączyli do składu napastnika Artura Nabiałka, który dobrze spisuje się w meczach drugiego zespołu. Piłkarze nie znalazł się jeszcze w meczowym składzie, ale pod nieobecność Kosmalskiego ma duże szanse, żeby wystąpić w sobotnim spotkaniu z Błękitnymi Stargard Szczeciński.

Nabiałka oraz Tomasza Staniszewskiego, Łukasza Geruzela, Kossiego Assogbę, Rafała Dębińskiego, Bartosza Sobkowicza i Mariusza Zasadę czeka w środę występ w zespole rezerw w meczu z MKP Zgierz. - Dla niektórych z nich będzie to test przed meczem z Błękitnymi - informuje Wesołowski. Według niego Dębiński i Geruzel na razie jednak rozczarowują swoją postawą, nawet kiedy występują w drugiej drużynie. - Ich atutem nie może być tylko ambicja - uważa szkoleniowiec.