Kłopoty siatkarek Wisły

Wiślaczki mają mocny skład, wrócił stary, kojarzony z sukcesami trener. Kibice marzą o powrocie siatkarek do ekstraklasy, ale na razie sekcji nie stać nawet na serię B. Brakuje sponsora tytularnego.
- Niech pan napisze, że nasza sytuacja finansowa jest beznadziejna. Nie boję się tego powiedzieć, niech sobie na mnie krzyczą. Możemy się rozlecieć dosłownie z dnia na dzień - alarmuje kierownik sekcji siatkarskiej Wisły Kazimierz Antkowiak.

W minioną sobotę ruszyły rozgrywki siatkarskiej serii B kobiet. Wiślaczki pokonały nad morzem Alpata Rumię 3:0. Teraz czeka je trudny wyjazdowym pojedynek derbowy z Dalinem w Myślenicach. Tymczasem w sekcji nastroje minorowe. Z płatnościami kłopoty są takie, jakby to była końcówka, a nie początek długiego sezonu. - Sęk w tym, że nie mamy zapewnionego nawet niezbędnego minimum - martwi się Izabella Rutkowska.

Ona i cztery inne siatkarki są zatrudnione na zasadzie kontraktów. Reszta zawodniczek otrzymuje skromne stypendia sportowe. Za ubiegły sezon zaległości płatnicze wobec zawodniczek wynoszą 200 tys. zł. Przed nowym sezonem zdesperowane siatkarki przystały na propozycję obniżki kontraktów. Ale i to nie pomogło. Ledwie zaczęły się nowe rozgrywki, a mało kto otrzymał wszystkie pieniądze za sierpień.

W tej sytuacji wiślaczki podejmują pracę. Agnieszka Lehman-Dybała i Anna Dybała uczą WF-u. Monika Targosz z wykształcenia jest kosmetyczką. Ona również z chęcią dorobiłaby na boku. Sęk w tym, że zapotrzebowanie na jej usługi pojawia się głównie podczas weekendów, a wtedy Wisła rozgrywa swoje mecz.

Szef siatkarskiej sekcji Stefan Szczerba biega od firmy do firmy i po wyjściu rozkłada ręce. - Cały problem polega na tym, że sytuacja gospodarcza w kraju jest na tyle kiepska, że nikt nie chce inwestować w siatkówkę - mówi Szczerba. - Liczyliśmy na to, że mistrzostwo Europy reprezentacji pomoże nam w przyciągnięciu dużego sponsora. Ale na razie nic z tego.

Na razie Szczerba musi zadowolić się tym, że drobną, za to comiesięczną pomoc zadeklarowała firma budowlana Excellent. - Jej zarząd zdecydował już o zainwestowaniu w nas, w piątek ustalimy szczegóły - wyjaśnia Szczerba i żałuje, że definitywnie ze wsparcia wiślackiej siatkówki zrezygnował dotychczasowy sponsor - Solidex.

Budżet sekcji nie jest wygórowany. Na cały sezon potrzeba 400 tys. zł. - Apelujemy, gdzie tylko możemy, wszystko na nic - kręci głowa Szczerba. - Staramy się coś tam dziewczynom wypłacać. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że sytuacja trudna.

Szczerba opowiada, że zdarzają się paradoksalne sytuacje: biedni ludzie, organizacje społeczne przysyłają do Wisły prośby o pomoc finansową. - Jesteśmy postrzegani przez pryzmat wiślackiej piłki nożnej, której finanse są o niebo lepsze od naszych - zauważył szef sekcji siatkarek.

Dla Gazety

Ludwik Miętta-Mikołajewicz

prezes TS Wisła

Przed sezonem zarząd sekcji siatkarskiej zapewniał mnie, że znajdzie sponsora. Tymczasem nie udaje się to, co gorsza nie ma widoków, aby tak się mogło stać. My jako Towarzystwo zastanawialiśmy się nad wycofaniem siatkarek z rozgrywek. Owszem, pokrywamy koszty wyjazdów, ale nie stać nas na płacenie kontraktów. I władze siatkarskiej sekcji wiedziały o tym doskonale. Z wpływów za bilety nie uda się pokryć opłat sędziowskich, a co dopiero pensji zawodniczek.